Reklama

Reklama

Skorża szuka wzmocnień

- Postawą w rundzie jesiennej nie zasłużyliśmy, by widzieć w nas głównego kandydata do mistrzostwa Polski, ale to nas tylko zmobilizowało - uważa trener piłkarzy Wisły Kraków Maciej Skorża, który zapowiedział, że przed walką o Ligę Mistrzów klub będzie szukał wzmocnień za granicą. Skorża za odkrycia sezonu uznał Semira Stilicia z Lecha i swego podopiecznego Patryka Małeckiego.

Gratulacje z okazji drugiego mistrzostwa Polski z Wisłą Kraków. Przed rokiem cieszyliście z niego pięć kolejek przed zakończeniem rozgrywek, a obecnie walczyliście do ostatniego gwiazdka sędziego. Które smakuje lepiej?

MACIEJ SKORŻA, trener Wisły Kraków: Każdy tytuł ma swój niepowtarzalny smak, ale tytuł zdobyty w tym roku ma dla mnie szczególne znaczenie. Musieliśmy wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i możliwości. Wygranie ligi tym razem wymagało od nas maksymalnej koncentracji i mobilizacji dosłownie do ostatniego gwizdka sędziego.

Reklama

Na półmetku rozgrywek mało kto jednak widział w Wiśle przyszłego mistrza Polski. Zdecydowanie najwyższe notowania miał Lech Poznań, a i Legii Warszawa przyznawano większe szanse niż wam.

- Swoją postawą w rundzie jesiennej, szczególnie jej drugiej części, zasłużyliśmy sobie na takie opinie. Zajmowaliśmy czwarte miejsce w tabeli, ze stratą trzech punktów do lidera. Trudno więc, by stawiano na nas. Ale to nas bardzo zmobilizowało. Fakt, że mistrzostwo wymyka nam się z rąk wpłynął pozytywnie na drużynę. I choć początek rundy wiosennej też nie był w naszym wykonaniu najlepszy - remis w Bytomiu, porażka z Lechem w Pucharze Polski - to wiara wciąż w nas była.

Prezes klubu Marek Wilczek wskazał na zwycięski mecz z Legią (1:0) jako przełomowy moment w walce o tytuł mistrzowski. Zgadza się pan z nim?

- Ja mam nieco inne zdanie. Wskazałbym na mecz w Poznaniu. Jechaliśmy na niego z trzema punktami straty do Lecha i bez braci Brożków oraz Marcelo, więc bardzo osłabieni. Choć długo prowadziliśmy, to spotkanie zakończyło się remisem 1:1, co pozwoliło nam przynajmniej utrzymać dystans do "Kolejorza". Nadal liczyliśmy się w grze o mistrza.

Choć skład Wisły ciągle się zmienia, to trenerzy Lecha i Legii powiedzieli, że zazdroszczą panu doświadczonych piłkarzy i szerokiej kadry...

- Głowackiego, Sobolewskiego, czy odchodzących z klubu Baszczyńskiego oraz Zieńczuka, ale i braci Brożków zazdrościć mi mogę nie tylko inni trenerzy. Sam jestem wdzięczny losowi, że mogłem z nimi pracować. Z drugiej strony ktoś wyliczył, że Wisła miała ... najmłodszą drużynę w lidze, co kłóciłoby się ze stwierdzeniem, że wygraliśmy dzięki doświadczeniu. Myślę, że udało się stworzyć w naszym zespole dobrze funkcjonujący konglomerat piłkarzy doświadczonych i utalentowanej młodzieży. Myślę tu przede wszystkim o Rafale Boguskim, Patryku Małeckim, Piotrku Ćwielongu, Marcelo czy Juniorze Diazie. Oni wiosną naprawdę sporo wnieśli do zespołu.

Kolejny cel wydaje się jasny - Liga Mistrzów. Myślał pan już o niezbędnych wzmocnieniach?

- Trwają rozmowy na ten temat, ale nie są one łatwe. Jestem jednak optymistą. Zmiana zasad kwalifikacji do Ligi Mistrzów, które przynajmniej teoretycznie powinny być dla nas łatwiejsze, może skusi władze klubu do głębszego sięgnięcia do kasy... A wzmocnień, z różnych względów, raczej będziemy szukać za granicą niż w kraju.

Już zimą z tą myślą pozyskaliście Łukasza Gargułę, który jednak od trzech miesięcy leczy kontuzję.

- Choć liczyliśmy, że Łukasz pomoże nam już w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, to musimy zrewidować nasze plany. Dobrze będzie, jeśli we wrześniu będzie się już regularnie pojawiał na boisku. Wtedy zacznę liczyć na jego pomoc.

W przedostatniej kolejce mogliście zaprzepaścić cały dorobek, bo do 77. minuty przegrywaliście w Gdańsku z Lechią 1:2...

- Nie ukrywam, że oprócz "zabójczej" końcówki mieliśmy w tym meczu i trochę szczęścia, którego wcześniej nieco nam brakowało. Przyznam, że gdy przegrywaliśmy, to w ogóle nie interesowałem się wynikami na innych stadionach. Po bramce na 2:2 spytałem o te rezultaty, bo remis mógł być dla nas korzystnym rozstrzygnięciem. Raczej jednak nie myśleliśmy o grze na utrzymaniu tego rezultatu, nie kalkulowaliśmy.

Z kolei w spotkaniu ze Śląskiem na samym początku uratowała was poprzeczka...

- Oj zabiło mocniej serduszko, zabiło. Kolejny mecz, który mógł się rozpocząć od mocnego uderzenia, ale nie naszego, lecz rywala. Później jednak już kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku.

A po meczu była feta, przejazd odkrytym autobusem na Rynek i powitanie mistrzów przez kibiców. Obrazki niczym z Barcelony, gdzie świętowano triumf w Lidze Mistrzów.

- Cieszyć to my się potrafimy nie gorzej od nich, ale do piłkarskich umiejętności Barcelony to nam jeszcze sporo brakuje.

W tym sezonie był pan jednym z dwóch trenerów, którzy ograli Josepa Guardiolę w Lidze Mistrzów.

- Nie ukrywam, że kibicowałem w finale Barcelonie, ale nie dlatego, że z nimi wygraliśmy, lecz dlatego, że w ogóle mieliśmy przyjemność z nimi zagrać i trochę się nauczyć. Poza tym Guardiola ujął mnie swoją otwartością, zamieniliśmy ze sobą kilka zdań, było bardzo miło. Ten klub zasługuje, by dobrze mu życzyć.

Ligowe odkrycie sezonu według Macieja Skorży?

- W przekroju całego sezonu wskazałbym na Bośniaka Semira Stilicia z Lecha, który ma wielkie możliwości, a także na Patryka Małeckiego z Wisły, który zrobił olbrzymie postępy.

- O pracę chyba nie musi się pan martwić...

- Mój kontrakt z Wisłą obowiązuje jeszcze przez rok, więc póki co pracuję nadal. Przynajmniej tak to wygląda na dziś.

Czytaj także:

Tak się bawiła Wisełka

Prosta droga Wisły do LM

Szampańska Wisła! Film

Kraków szaleje! Wisełka mistrza ma!

Beenhakker: Wisła zasłużyła

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL