Reklama

Reklama

Skład ekstraklasy raczej się nie zmieni

Byli prawnicy Wydziału Dyscypliny PZPN przyznają, że nie spodziewają się przywrócenia Widzewa do ekstraklasy już w tym sezonie.

Byli prawnicy Wydziału Dyscypliny PZPN przyznają, że nie spodziewają się przywrócenia Widzewa do ekstraklasy już w tym sezonie.

Zamieszanie ma związek z wtorkową decyzją Trybunału Arbitrażowego PKOl, który uchylił decyzję PZPN w sprawie degradacji łodzian i skierował do ponownego rozpatrzenia.

"Moim zdaniem wciąż obowiązuje decyzja o 16-drużynowym składzie ekstraklasy. Myślę, że Widzew powinien dokończyć sezon w 1. lidze i domagać się odszkodowania finansowego, o ile oczywiście PZPN i Ekstraklasa SA nie znajdą wcześniej jakiegoś konkretnego rozwiązania" - powiedział mecenas Jacek Kryszczuk, były wiceprzewodniczący Wydział Dyscypliny, odpowiedzialny później za kontakty PZPN z prokuraturą. - Ja też nie sądzę, że zarząd PZPN dopuści Widzew do ekstraklasy. Zresztą już są sygnały z Ekstraklasy SA, które świadczą o chęci utrzymania obecnego składu rozgrywek - dodał były przewodniczący WD mecenas Adam Gilarski.

Reklama

W czwartek zbierze się zarząd PZPN, ale trudno spodziewać się konkretnych decyzji. Rzecznik prasowy związku Jakub Kwiatkowski już we wtorek przyznał, że do czasu otrzymania pisemnego orzeczenia z TA (co może potrwać do trzech tygodni) PZPN wstrzymuje się z komentarzami.

"To skomplikowana sprawa. Myślę, że będzie wyjaśniona do końca roku" - stwierdził Jacek Kryszczuk.

"Niestety, Trybunał Arbitrażowy nie wydał merytorycznej decyzji. Nie określił, jaką karę powinien ponieść Widzew. Szkoda, bo miał takie możliwości. Wówczas sprawa byłaby jasna. Teraz organy dyscyplinarne PZPN czeka ciężkie zadanie i kolejne miesiące niepewności. Sam się zastanawiam, jak powinien być ukarany klub z Łodzi. W pewnym sensie Widzew już poniósł karę, bo przecież gra w I lidze mimo awansu do ekstraklasy" - dodał Adam Gilarski.

We wtorek Trybunał Arbitrażowy podkreślił, że organy orzekające PZPN muszą uwzględnić obowiązujące w tej chwili przepisy związku, czyli uchwałę z 11 maja 2008 roku (zgodnie z nią od 1 lipca 2009 roku nie można orzekać kar degradacji za korupcję - przyp. red).

"Zgoda, ale w takim razie ile ujemnych punktów należy przyznać Widzewowi? Czy sześć, jak orzeczono poprzednim razem? A może więcej? To też skomplikowana i niejednoznaczna sprawa. Trudno również dziwić się działaczom Widzewa, że żądają powrotu do ekstraklasy" - podkreślił Gilarski, po czym dodał: "TA PKOl uznał, że Wydział Dyscypliny powołany przez kuratora i orzekający karę degradacji Widzewa działał nielegalnie. Przypomnę, że kuratorem wyznaczającym skład WD był wtedy Andrzej Rusko, czyli obecny prezes Ekstraklasy SA. Ktoś kiedyś nawarzył piwa i teraz powinien to wypić. Pytanie, kto to zrobi" - zakończył.

Zamieszanie związane z łódzkim klubem trwa od kilkunastu miesięcy. W styczniu 2008 roku Wydział Dyscypliny PZPN zdegradował Widzew za czyny korupcyjne jego byłego działacza Wojciecha Sz. (chodzi o sezon 2004/05).

Trybunał Piłkarski PZPN podtrzymał tę decyzję, ale 23 lipca 2008 roku Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przy PKOl uznał apelację łódzkiego klubu. Stwierdził, że czyny korupcyjne Widzewa uległy przedawnieniu. Z tą decyzją nie zgodził się PZPN, który w Sądzie Najwyższym złożył skargę kasacyjną. 10 czerwca 2009 roku SN uchylił wyrok Trybunału Arbitrażowego i nakazał mu ponownie zająć się sprawą łódzkiego klubu.

Komisja ds. Nagłych PZPN - nie czekając na orzeczenie trybunału przy PKOl - uznała, że po wyroku SN obowiązują kary nałożone wcześniej przez organy związkowe, więc Widzew obecny sezon musiał rozpocząć w 1. lidze. Jako jedyny odniósł komplet czterech zwycięstw.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL