Reklama

Reklama

Sergio Levinsky: Nerwowe dni Maradony

Diego Maradona nie odpoczywał podczas wolnych dni, jakie przypadają na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Zanim rozpocznie misję uratowania Gimnasia y Esgrima La Plata przed spadkiem z Superligi, odwiedził prezydenta Argentyny Alberta Fernandeza - pisze ekspert Interii Sergio Levinsky.

Maradona od lat sympatyzuje z partią rządzącą, zwłaszcza z byłą prezydent, a obecnie wiceprezydent Argentyny Cristiną Fernandez de Kirchner. Od niedawna nawiązał też dobre stosunki z nową głową państwa, która jest zadeklarowanym fanatykiem Argentinos Juniors - klubu, w którym w latach 1976-1981 rozpoczynał karierę Maradona.

Reklama

Ze względu na temperament byłego sportowca jego pobyt w Casa Rosada, siedzibie argentyńskiego prezydenta, nie mógł być oficjalną protokolarną wizytą. Niesforny sposób bycia Maradony powoduje nawet zmianę obyczajów w siedzibie głowy państwa. W chwili wielkich napięć politycznych i gospodarczych, jakie przeżywa Argentyna, jego wizyta była nieco groteskowa. Do zebranego na Plaza de Mayo, w centrum Buenos Aires, tłumu swoich fanatyków machał z balkonu Casa Rosada. "Boski Diego" udawał, że coś pije z miniatury Pucharu Świata, jaki Argentyna - z nim w składzie - zdobyła w Meksyku, w 1986 roku.

Nie przez przypadek. Niespełna 20 dni po objęciu fotelu prezydenta i podczas trwającego kryzysu gospodarczego Fernandez przyjął Maradonę. Podczas jednego z wywiadów pierwszy polityk kraju przyznał z uśmiechem, że nie było mu łatwo przygotować przemówienie zaprzysiężenia, które miał wygłosić przed parlamentem, bo w noc poprzedzającą inaugurację jego kadencji oglądał w telewizji mecz Argentinos Juniors, liderów Superligi, którzy przegrali z Estudiantes.

Maradona jest honorowym prezesem Dynama Brześć, choć nie wydaje się, aby w jakiś sposób rzeczywiście wypełniał tę funkcję. W zamian za to otrzymał w prezencie kilka luksusowych samochodów. Niewiele brakowało, a porzuciłby funkcję trenera w Gimnasia, kiedy okazało się, że obecny prezes - osoba, która zaoferowała mu posadę - Gabriel Pellegrino, nie zamierza wystartować w najbliższych wyborach do władz klubu. Ostatecznie, pod presją członków, którzy obawiali się odejścia trenera, zmienił zdanie.

Gimnasia, mimo że przechodzi wielki kryzys, który prawdopodobnie zakończy się spadkiem do drugiej ligi, przyciąga tłumy. W ciągu zaledwie kilku dni klub wzbogacił się o trzy tysiące członków i sprzedał tysiące koszulek z numerem “10" i nazwiskiem Maradona. Zaś stacja telewizyjna, która wykupiła prawa do transmisji meczów argentyńskich drużyn, podczas spotkań Gimnasia częściej pokazuje twarz Maradony niż to, co się dzieje na boisku. Mimo złych wyników zespołu, stadion zawsze jest wypełniony po brzegi.

I nie tylko to. Jeden z rywali Gimnasio, Newell’s Old Boys z Rosario (gdzie Maradona rozegrał mniej niż 10 meczów w 1993 roku) postanowił uczcić gwiazdę futbolu. Przygotował mu specjalny fotel, aby podczas meczu było mu wygodnie. Trenerski debiut Maradony w Gimnasia również przebiegał w nietypowy sposób. Kierowca, który wiózł Maradonę, wykorzystał 15 sekund sam na sam z legendą, aby poprosić o autograf na koszulce.

Maradona nie odpoczywa. Nie schodzi z pierwszych stron gazet, tygodników, plotkarskich pism. O jego romansach, kłótniach z dziećmi, sprawach sądowych o ustalenie ojcostwa, nieporozumieniach z pierwszą żoną można niemal codziennie usłyszeć w programach telewizyjnych. W weekendy potrafi pojawić się niespodziewanie na akcjach charytatywnych. Na przykład pojawił się na dobroczynnym meczu na rzecz zmarłego dziennikarza, na stadionie, który nosi imię Maradony. Ponieważ nie może grać, to wcielił się tam w rolę konferansjera. Podziękował publiczności za przybycie i zapowiedział, że pewnego dnia “będzie trenował tutaj". A jakby tego było mało, to jeszcze - z mikrofonem w ręku - śpiewał z kibicami piosenki, między innymi znany z lat siedemdziesiątych utwór o nim: “Jeśli spacerujecie po Paternal i chcecie go poznać, to jest Diego Maradona, brat Pele". 

Nie ma też problemu ze śpiewaniem razem z kibicami Gimnasia, a jedną z ulubionych fraz jest: "Kto nie skacze jest Anglikiem!" (Wielka Brytania ma na pieńku z Argentyną przez konflikt o Falklandy i Malwiny).

Podczas spotkania z prezydentem Albertem Fernandezem, Maradona też nie miał zamiaru się przymilać. Mocno go uścisnął, a zaraz potem zaproponował, aby odtworzyć boisko z lat siedemdziesiątych, na którym grał. Małe skrawki ziemi, po których piłka kapryśnie się odbija, leci gdzie chce i trzeba nauczyć się nad nią panować. Maradona chciałby, żeby takich boisk było jak najwięcej w całym kraju. Aby odkrywać młode talenty.

Czy propozycja zainteresuje prezydenta? Na razie to wielka niewiadoma. Równie wielka jak to, czy geniusz futbolu będzie miał czas, aby wprowadzić w życie swój projekt.

Sergio Levinsky

Dowiedz się więcej na temat: Sergio Levinsky | Diego Armando Maradona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje