Reklama

Reklama

Ruud Gullit: Musicie uwierzyć w reprezentację Polski

Ruud Gullit to, obok Marca van Bastena i Franka Rijkaarda, członek słynnego holenderskiego tria, który poprowadził AC Milan do trzech mistrzostw Włoch i dwóch triumfów w Lidze Mistrzów. Laureat "Złotej Piłki" w 1987 roku, przyjaciel Nelsona Mandeli, a aktualnie asystent trenera reprezentacji Holandii. Oto Gullit w specjalnej rozmowie z RMF FM.

Jan Kałucki, RMF FM: Kiedy powiedziałem mojemu tacie, że będę rozmawiał z Ruudem Gullitem był strasznie zazdrosny. Skład tamtego Milanu potrafi powiedzieć niemal z pamięci. Czy wrócą czasy, kiedy Milan będzie znów tak elektryzował kibiców?

Reklama

Ruud Gullit: - Mam wielką nadzieję. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że kiedyś każdy piłkarz chciał grać we Włoszech. Italia była prawdziwą "Ziemią Obiecaną". Teraz takim piłkarskim Eldorado jest Anglia, Hiszpania i Niemcy. To nie są najciekawsze czasy dla Milanu, ale poczekajmy. Wierzę, że złote czasy jeszcze nadejdą. Może nowi chińscy właściciele będą wiedzieli jak zainwestować pieniądze i sprowadzą dobrych piłkarze.

A pana zdaniem te pieniądze to bardziej szansa, czy zagrożenie? Niektórzy alarmują, że tego typu pieniądze mogą sprawiać, że równowaga w światowej piłce może zostać zachwiana.

- Nie uważam tak. Proszę spojrzeć na Anglię - większość klubów ma zagranicznych właścicieli. W dzisiejszych czasach jest to coś całkowicie normalnego. We Francji podobnie - Paris Saint-Germain należy do Katarczyków, Monaco do Rosjan... każdy chce mieć klub bijący się o najwyższe cele.

A myśli pan, że holenderski futbol przechodzi kryzys? W 1988 roku czterech piłkarzy z Holandii było w czołowej piątce plebiscytu "Złota Piłka". Rok wcześniej pan triumfował w tym głosowaniu. Holandia nie wychowuje już wielkich zawodników?

- Nie powiedziałbym tak. Wszystko się zmienia, ale my wciąż mamy dobrych zawodników - zobacz na Robbena. To prawda - spadek formy jest widoczny, ale jakoś się z tego wygrzebiemy.

A nie jest może tak, że po śmierci Rinusa Michelsa i Johna Cruyffa Holandia cierpi na coś w rodzaju "choroby sierocej"? Nie ma już z nami głównych ideologów holenderskiego futbolu, a nowych nie widać.

- Ależ są. Rysuje pan sytuację w holenderskiej piłce w strasznie czarnych barwach. To prawda - jesteśmy w dołku, ale się z tego wygrzebiemy. Pamiętajmy, że na mistrzostwach w RPA byliśmy drudzy, a w Brazylii zajęliśmy trzecie miejsce. To było zaledwie trzy lata temu.

A kto teraz gra najładniej na świecie.

- Real Madryt, ale lubię też Tottenham...

Czyli Real wygra w finale Ligi Mistrzów?

- Nie, wydaje mi się, że Juventus wygra.

Dlaczego?

- Bo to jest drużyna kompletna. Gra świetnie w obronie, ale nie jest to antyfutbol. Grają pięknie. To jest wręcz zabójcze połączenie. Nawet jak Juventus wygrywa i prze do wygranej, nie zapomina o tyłach.

A jak pan opisze grę reprezentacji Polski?

- Wasza drużyna gra naprawdę dobrze. Właściwie jedna wygrana dzieli was od awansu na mistrzostwa świata. To olbrzymie osiągnięcie. A tak z ciekawości - z kim teraz gracie?

W czerwcu gramy z Rumunią.

- Ok (Ruud Gullit podnosi kciuk do góry).

A czy wyobrażał sobie pan w latach 80. czy 90., że reprezentacja Polski będzie wyżej w rankingu FIFA niż Holandia?

- Zacznijmy od tego, że ten ranking jest strasznie dziwny. Sam nie wiem, jakimi prawami się kieruje i za co zdobywa się punkty. On nie odpowiada na wszystkie pytania. Polska jest w tej chwili na lepszym miejscu, ponieważ grała na mistrzostwach Europy we Francji, a Holandia nie. To oczywiste. Dlatego straciliśmy mnóstwo punktów.

A z ciekawości - gdzie Pana zdaniem Polska może dojść na mistrzostwach świata w Rosji? O ile się oczywiście zakwalifikuje.

- Musicie uwierzyć w swoją drużynę, że odniesie sukces. To będzie trudne, ale uwierzcie.

Jan Kałucki

Więcej na rmf24.pl

Dowiedz się więcej na temat: Ruud Gullit

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje