Reklama

Reklama

Ruch Chorzów: Kibice nie odpuszczą sprawy nowego stadionu

- Wierzę, że z nowego stadionu Ruchu Chorzów będziemy cieszyć się pod koniec tej dekady, ale żeby to nastąpiło, w Chorzowie musi zmienić się władza - mówi Szymon Michałek.

Kilka dni temu Andrzej Kotala, prezydent Chorzowa udzielił Interii wywiadu, w którym mówi o perspektywach budowy nowego stadionu dla Ruchu i o trudnościach jakie dostrzega w realizacji tej inwestycji. Jego słowa oburzyły Szymona Michałka. Ten kibic Ruchu ukończył finanse na Akademii Ekonomicznej w Katowicach, skończył też studia MBA na WSB w Chorzowie. Zaczynał w działach finansowych zagranicznych firm, od trzech lat pracuje w korporacji Eurofins, firmie z francuskim kapitałem, która ma centralę w Brukseli (5,7 mld euro obrotu rocznie, 47 tys. pracowników). Firma zajmuje się badaniami laboratoryjnymi, działa w 55 krajach. Michałek jest tam odpowiedzialny za raportowanie finansowe dla całej firmy.

Reklama

Ten 36-latek znany jest z tego, że rozkręcił na Cichej sektor rodzinny (na lewo od trybuny głównej) i wprowadził tam wspólne kibicowanie rodziców z dziećmi. Sprawił, że ta forma dopingu zyskała w Chorzowie sporą popularność. Michałek znalazł nawet sponsora dla tego sektora i sam, w czasach przedpandemicznych, kibicował na nim ze swoim 8-letnim synem. Michałek, który miał epizod na Cichej również jako bębniarz w tak zwanym "młynie", dzisiaj bębni już wśród dzieci sektora rodzinnego.

Paweł Czado, Interia: Jak pan myśli: w którym roku przyjdzie pan z synem na mecz, który odbędzie się na nowym stadionie Ruchu?

Szymon Michałek:  - Dobre pytanie... Odpowiedź brzmi tak: jeśli Andrzej Kotala nie zostanie wybrany na kolejną kadencję jako prezydent Chorzowa w 2023 roku, gdyby udało nam się go wtedy odsunąć od władzy w mieście, to wydaje mi się, że... szybciej niż później. Oczywiście wiele zależałoby w jakim stanie zostawiłby finanse miasta, ale uważam, że pięć lat kadencji jego następcy powinno wystarczyć. Przypuszczam, że pod koniec tej dekady byłoby to możliwe, ale tylko pod warunkiem, że Andrzej Kotala i jego współpracownicy odejdą. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dlaczego tak zależy panu na odejściu Andrzeja Kotali?  

- Ponieważ prezydentem Chorzowa został dzięki obietnicy, że wybuduje nowy stadion. Podkreślał, że miasto na to stać. To zmobilizowało kibiców mieszkających w tym mieście do głosowania na niego. Dzięki temu wygrał, bo przewaga nad  konkurentem  była minimalna.  Zależy mi żeby odszedł, bo nigdy z danej wtedy obietnicy się nie wywiązał. Nigdy.

Nie można ignorować tego co się stało, a raczej tego co się nie stało. Czyli stadion nie został wybudowany mimo obietnic. Opinia publiczna ma krótką pamięć, wystarczy jednak dokładnie prześledzić w jaki sposób kibice Ruchu od dawna są manipulowani obietnicą budowy nowego stadionu. Wtedy nikt by już złudzeń nie miał.  

Niedawno został odrzucony wniosek władz miasta o dofinansowanie budowy stadionu przy Cichej w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Wcale mnie to nie zaskoczyło. Uważam, że to jedynie gra pozorów. Chodzi o to żeby mówiło się, że władze miasta robią wszystko żeby stadion powstał. Chodzi o składanie wniosków, których wnioskodawcy i tak wiedzą, że zostaną odrzucone. O pokazanie wszystkim: "zobaczcie jak się staramy, robimy wszystko żeby stadion powstał. My chcemy, ale to inni nie chcą. Bez tej pomocy ta inwestycja skazana jest na niepowodzenie!".

Proszę jednak zwrócić uwagę: wcześniej nikt nigdy nie powiedział, że bez rządowej dotacji ta inwestycja jest skazana na niepowodzenie! A teraz można wysnuć takie wrażenie. Tak nie jest!

A jak jest?

- Prawda wygląda inaczej: prezydent Andrzej Kotala zawsze ma jakieś wytłumaczenie, by nie budować stadionu. Uważam, że tylko nas mami, uważam, że jesteśmy manipulowani. A tak naprawdę powinno liczyć się tylko jedno: prezydent został tym prezydentem tylko dlatego, że obiecał nam ten stadion, bo nie chciał go budować jego poprzednik Marek Kopel. Śmiem twierdzić, że Andrzej Kotala właśnie na tym zbudował swoją karierę samorządową. Jakie były jego hasła wyborcze z 2010 roku? "Najlepszy ruch dla Chorzowa" albo "Chorzów wprawia w ruch". To przecież nie przypadek.

Wykorzystał fakt, że w Ruchu jest potencjał wyborczy, że jest tam wielu ludzi niezadowolonych ze stanu rzeczy. Proszę sobie przypomnieć: w tamtych wyborach w pierwszej turze Kotala zebrał około 21% procent głosów, a Koplowi - na jego nieszczęście - niewiele zabrakło żeby wziął ponad 50 procent [miał 45,14% - przyp. red.] i wygrał w pierwszej turze. W drugiej wygrał już Kotala na którego głosowali kibice. Tam było tylko 281 głosów różnicy. To bardzo niewiele.

Andrzej Kotala obiecał wtedy dwie główne inwestycje: nowy stadion Ruchu i obwodnicę dla Chorzowa wraz z wyburzeniem estakady. Nie zrealizował żadnej. Według prezydenta, winni tego stanu rzeczy są wszyscy dookoła, ale oczywiście nie on. A tych obietnic było więcej, jak Zielona Szkoła za 1 zł, która również nie została zrealizowana. Oszukani są nie tylko kibice Ruchu, ale wszyscy mieszkańcy Chorzowa.

Mówiliśmy o wniosku o dofinansowanie z budżetu centralnego. Widziałem go, moim zdaniem jest żenująco słaby.

Jest słaby, bo lakoniczny?

- Słaby, bo moim zdaniem wnioskodawcy nie przyłożyli się, wiedząc, że i tak dotacji nie dostaną. Kotala zwrócił się o 100 mln podczas gdy maksymalnie dofinansowanie z tego programu wyniosło około 30 mln.

Prezydent podkreśla, że miasta zarządzane przez inną opcję polityczną nie mogą liczyć na pomoc władzy centralnej. Spędziłem jeden wieczór na sporządzeniu listy gmin, które nie mają prezydenta z PiS-u a i tak dostają jakieś dofinansowanie na różne inwestycje sportowe. Dla przykładu Sosnowiec otrzymał 2 mln zł dofinansowania do zadaszenia boisk. Będzie to już druga taka inwestycja w tym mieście. Kilka lat temu proponowaliśmy, że tego typu boisko choć mniejsze, znalazło się w budżecie obywatelskim. Wniosek został odrzucony, rzekomo ze względu na plan budowy takiego boiska. Przez takie podejście dzieci z Akademii Piłkarskiej Ruchu muszą dzisiaj na treningi dojeżdżać do Rudy Śląskiej. Zachowanie urzędników i prezydenta względem Ruchu i sportu w mieście jest moim zdaniem skandalem.

W wywiadzie, który niedawno pan przeprowadził prezydent Kotala mówi, że stadion postawi kiedy miasto będzie mogło sobie na to pozwolić. A kto właściwie jest w stanie sprawdzić kiedy? Każdy kandydat na prezydenta, mógłby powiedzieć: "proszę państwa zrobię na Cwajce Dubaj kiedy budżet miasta na to pozwoli". Przecież to bzdura, ale moim zdaniem pokazuje sposób działania Andrzeja Kotali. Jest prezydentem już od ponad 10 lat. Jeśli chciałby wybudować Ruchowi stadion, powinien prowadzić taką politykę finansową, która pozwoliłaby wybudować stadion z nadwyżki. W ten sposób stadion będą budowały Katowice, które na ten cel przeznaczą nadwyżkę z lat ubiegłych. A z takim wkładem własnym każdy bank udzieli kredytu na brakującą sumę!

Prezydent Chorzowa tłumaczy zawirowania zrzucaniem ciężarów finansowych przez rząd na samorządy oraz na pandemię.

- Andrzej Kotala zawsze znajdzie wytłumaczenie. On nam "nawija makaron na uszy". Na tym polega sztuka politykowania: w realistyczny sposób przestawić powody dla których nie można realizować obietnic wyborczych. Uważam, że w Polsce powinna funkcjonować instytucja, która rozliczałaby polityków i samorządowców z obietnic wyborczych i karała za te niezrealizowane.

Powtórzę: niezależnie co mówi prezydent Kotala fakty są dla niego druzgocące: przez 11 lat nie wywiązał się z podstawowej obietnicy wyborczej: nie wybudował obiecywanego stadionu. Mało tego, przez lata wielokrotnie obiecywał termin wbicia pierwszej łopaty, tworząc wrażenie, że początek budowy jest tuż-tuż.

We wrześniu 2019 roku na manifestacji kibiców  powiedział, że mamy tylko dwa tygodnie opóźnienia ze stadionem, że to nie jest powód do kpin. Minęło kilkanaście miesięcy i... nic się od tamtej pory nie wydarzyło. Nic!

W wywiadzie prezydent powiedział panu wiele słów, które dla mnie są skandaliczne. Kiedy istnienie Ruchu było zagrożone, kibice wybrali pomoc klubowi i zgodzili się na przesunięcie budowy stadionu. Ale o dwa lata, a nie w nieskończoność, o pięć, czy dziesięć lat. Prezydent zauważa, że w 2016 roku wszystko było gotowe do budowy, a w 2019 już nie było? W 2019 roku nagle zaczął wprowadzać zmiany do projektu. Nawet jeśli chciało się wprowadzić poprawki to można było wykorzystać czas na jaki budowa została odłożona w czasie, a nie budzić się nagle ze zmianami, gdy wszystko było przygotowane do przetargu. Mówi też, że kiedy projekt był gotowy kibice zażądali większego obiektu. To jest kłamstwo. Projekt od początku zakładał etapowość: stadion miał być zbudowany na 12 tysięcy z możliwością rozbudowy do 16 tysięcy. Kibice nie musieli więc żądać 16 tysięcy, to było w projekcie! A przecież wcześniej prezydent podczas manifestacji w 2012 roku, być może niektórzy o tym zapomnieli, i tak obiecał nam stadion na... 20 tysięcy miejsc! 

Żenuje mnie to, że prezydent na Ruch nie ma żadnego planu. A kibicom próbuje zarzucać, że kiedyś odwróciliśmy się od klubu. Kibice nigdy nie odwrócili się od Ruchu. Dawali jedynie wyraz niezadowoleniu i frustracji z powodu sposobów w jaki był zarządzany. Dzięki bojkotowi kibice doprowadzili do zmiany prezesa, wybrali trenera, wsparli klub rekordowymi środkami i to w roku pandemii. To dzięki kibicom Ruch odbił się od dna. Prezydent Kotala przyglądał się trzem spadkom i nie zrobił nic by ten stan naprawić. Mało tego, w sezonie 2018/19, gdy Ruch walczył o utrzymanie w 2 lidze, prezydent obiecane w styczniu środki wypłacił dopiero we wrześniu. Kosztowało to Ruch spadek do 3 ligi.

Dowiedz się więcej na temat: Ruch Chorzów | Szymon Michałek | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje