Ronaldinho wrócił do gry. Momentami przykro się na to patrzyło
Legendarny Ronaldinho dał się skusić i wrócił na boisko w Kings League, rozgrywkach organizowanych przez Gerarda Pique. Brazylijczyk spędził na boisku kilkanaście minut i o ile nostalgia z pewnością sprawia, że bardzo chętnie znów zobaczyłoby się go w akcji, tak rzeczywistość okazała się nieco brutalna. Po 42-latku widać było może nie tyle sam upływ lat, co raczej styl życia prowadzony po zakończeniu profesjonalnej kariery.

Ronaldinho znów w grze. Legendarny Brazylijczyk zagrał w lidze Gerarda Pique
Od momentu oficjalnego zakończenia kariery w 2018 roku (chociaż tak naprawdę przestał grać już 3 lata wcześniej), Ronaldinho przeżywał bardzo trudne momenty. Brazylijczyk zdecydowanie się pogubił, czego najlepszym dowodem była sytuacja z 2020 roku, kiedy znalazł się w więzieniu w Paragwaju za próbę przekroczenia granicy z nielegalnym paszportem. Wciąż jednak w wyobraźniach wielu fanów piłki nożnej jest on postacią wręcz mityczną i z tego skorzystał Gerard Pique.

Jego projekt Kings League prężnie się rozwija, a udział w nim biorą byli wybitny piłkarze, na czele z Sergio Aguero czy Ikerem Casillasem. W końcu przedstawicielom rozgrywek udało się namówić do gry także Ronaldinho, który ostatecznie trafił do zespołu FC Porcinos, za który odpowiada niezwykle popularny w Hiszpanii piłkarski streamer, Ibai Llanos.
Ogromne zainteresowanie debiutem Ronaldinho. Rekordowa widownia
W niedzielę miał miejsce debiut 42-latka, a towarzyszyło mu spore zainteresowanie. Już sam przyjazd na mecz był zrobiony z dużą otoczką, a Ronaldinho i jego nowi "klubowi" koledzy na mecz udali się okazałą limuzyną. Przed rozpoczęciem gry można było podejrzeć krótką rozgrzewkę, gdzie zdobywca Złotej Piłki z 2005 roku prezentował to, za co pokochały go miliony. Na pełnym luzie podbijał piłkę z uśmiechem na ustach, niestety schody zaczęły się już w trakcie meczu.
"Ronnie" pojawił się murawie w pierwszej połowie i prezentował się blado na tle pozostałych zawodników. Wielokrotnie był spóźniony, momentami miał problemy nawet z prostym opanowaniem piłki. Nieco lepiej było po zmianie stron, bo był blisko nawet zdobycia gola, ale z jego próba poradził sobie bramkarz rywali. Ostatecznie jego zespół przegrał po rzutach karnych.
Kolejny mecz Ronaldinho już 5 marca
Pod kątem medialnym był to jednak strzał w dziesiątkę, bo transmisję z meczu na różnych platformach śledziło łącznie około 2 miliony osób, co jest pobiciem rekordu z debiutu Sergio Aguero, który przyciągnął "tylko" około 1,6 miliona. Najbliższa okazja do ponownego zobaczenia w akcji Ronaldinho przyjdzie już 5 marca, kiedy jego zespół zagra z Ultimate Mostoles.

















