Reklama

Reklama

Roberto Carlos na dopingu? Ten dokument uderza w byłą gwiazdę futbolu

Jeśli informacje ujawnione we wstrząsającym dokumencie są prawdziwe, niechybnie runie pomnik wielkiego atlety, mistrza świata z 2002 roku z reprezentacją Brazylii, Roberto Carlosa. Tajemnica imponująco zbudowanych ud i potężnych strzałów z dystansu byłego gwiazdora Realu Madryt, miała być zaklęta w praktykach podającego doping sportowcom dr. Julio Cesara Alvesa.

Doprawdy trudno sobie wyobrazić, by fakty ujawnione w filmie dokumentalnym, wyemitowanym na antenie niemieckiej telewizji ARD, pod wymownym tytułem: "Doping ściśle tajny: brudna gra w Brazylii", nie miały pokrycia w rzeczywistości.

Reklama

Autorem tego porażającego materiału reporterskiego jest niemiecki dziennikarz Hajo Seppelt. Ten sam, który pod koniec 2014 roku ujawnił zakrojony na nieprawdopodobną skalę proceder dopingowy w rosyjskim sporcie, pod przykrywką aparatu państwa.

Efekt był spektakularny! Skompromitowana Rosyjska Agencja Antydopingowa RUSADA straciła akredytację jej światowej odpowiedniczki WADA, a rosyjscy lekkoatleci zostali wykluczeni ze startu na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro.

Teraz urodzony w Berlinie Seppelt wziął na "warsztat" toczący brazylijski sport proceder dopingowy, a efekt jego śledztwa znów ścina z nóg. Okazuje się, że w "Kraju Kawy" nielegalne wspomaganie się wielu sportowców jest na porządku dziennym.

Nie może być inaczej, bo sami sportowcy, w pogoni za wynikami, coraz częściej wyzuwają się zasad fair-play, zwłaszcza gdy nie ma kto demaskować ich oszustw. Okazuje się, że w Brazylii, jeszcze do niedawna, kontrolerzy byli kompletnie nieprzygotowani do pełnienia swojej misji. Aż 95 procent z nich traktowało te obowiązki, jak fuchę, będąc sprzedawcami samochodów, dekarzami, murarzami, a nawet robotnikami. Ten ponury obraz wprost wyłania się ze słów, które w materiale wypowiada jeden z byłych kontrolerów, mający walczyć z dopingiem wśród piłkarzy.

Na czarnej liście znalazło się nazwisko byłej gwiazdy futbolu, reprezentanta Brazylii Roberto Carlosa. Lewy obrońca, w najlepszym okresie kariery absolutnie czołowy defensor świata, miał korzystać z usług słynnego doktora Julio Cesara Alvesa.

To właśnie w klinice tego fachowca podobno bywał Carlos, między innymi przed mistrzostwami świata w 2002 roku, na których Brazylia zdobyła puchar, a filigranowy piłkarz grał w zespole pierwsze skrzypce. Zresztą "nieczysty" miał być co najmniej jeszcze jeden z graczy "Canarinhos" podczas mundialu. Nie tylko świadkowie obnażają nielegalny proceder słynnego sportowca, ale także sam dr Julio Cesar Alves, który tak mówi w materiale: "Zajmowałem się Roberto Carlosem, który przyszedł do mnie w wieku 15 lat. Był szczupłym chłopcem, ja ‘stworzyłem’ jego uda i je rozwinąłem".

Szczere wyznania, okrytego złą sławą lekarza, dobiegły końca w momencie, gdy reporterzy ujawnili swoje prawdziwe oblicze. Wcześniej, aby wkupić się w jego łaski i uzyskać szokujące informacje, podawali się za menedżerów piłkarskich.

Doping, serwowany w klinice dr. Julio Cesara Alvesa, jest procederem znanym od lat. Zresztą sam medyk już kiedyś przyznał, że aplikował nastolatkom hormon wzrostu i sterydy, a następnie - wraz z dojrzewaniem - rozwijał ich organizmy. Brazylijskiego "cudotwórcę" obnażyła w reportażu także Eliane Pereira, była biegaczka, która za jego sprawką przyjmowała doping od 17. roku życia.

Trudno dziwić się cichemu przyzwoleniu, skoro przez lata cały aparat brazylijskiego państwa nie zdawał egzaminu. Niewykluczone, że materiał dziennikarza Hajo Seppelta jest wstępem do otworzenia puszki Pandory, której zawartość może zszokować, choćby w kontekście zeszłorocznych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Wymowne są tutaj słowa byłego szefa brazylijskiej komisji antydopingowej Marco Aurelio Kleina, który uderzył w polityków swojego kraju. "Przed igrzyskami nie było niezapowiedzianych kontroli, władze celowo traktowały łagodnie testy antydopingowe u sportowców. To straszne" - stwierdził Klein. Dodał, że prokuratora już dysponowała gotową listą sportowców-kuracjuszów dr. Alvesa, ale skandal zamieciono pod dywan.

Sprawa jest rozwojowa, ale Roberto Carlos nie daje za wygraną i odpiera zarzuty, póki może się bronić. W samym materiale nie ma wypowiedzi piłkarza, bowiem odmówił komentarza, ale po publikacji reportażu, postanowił zabrać głos. 125-krotny reprezentant Brazylii (w latach 1992 - 2006) oczywiście utrzymuje, że jest niewinny i wytacza swoje działa.

"Stanowczo dementuję nieodpowiedzialne oskarżenia niemieckiej stacji ARD i zapewniam, że nigdy nie brałem żadnego nielegalnego środka, pozwalającego na osiąganie przewagi nad przeciwnikami. Tego lekarza nigdy nie widziałem na oczy. Przez 20 lat zawodowej kariery nigdy nie wykryto w moim organizmie żadnej zakazanej substancji" - zapewnił Carlos i dodał, że jego prawnicy wytoczą proces o zniesławienie, domagając się udowodnienia oskarżeń przed sądem.

Roberto Carlos był jednym z prekursorów obecnego typu bocznych obrońców, którzy grają na całej długości boiska, nieustannie włączając się do akcji ofensywnych. Brazylijczyk słynął z piekielnie mocnych i kapitalnych technicznie strzałów z dystansu lewą nogą. Nadawał piłce taką rotację, że tor jej lotu zaskakiwał najlepszych bramkarzy na świecie, bez wyjątku.

W piłce klubowej Carlos największą karierę zrobił w Realu Madryt, grając na Santiago Bernabeu w latach 1996 - 2007. Dla "Królewskich" rozegrał 370 meczów, w których strzelił 47 goli. Do siatki trafiał też w drużynie narodowej, zdobywając 11 bramek.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje