Reklama

Reklama

Robert Ndip Tambe. W Polsce go nie chcieli, jedzie na PNA

Za niespełna tydzień w Gabonie rozpoczyna się najbardziej prestiżowa sportowa impreza na Czarnym Lądzie, Puchar Narodów Afryki. W składzie reprezentacji Kamerunu znalazło się miejsce dla Roberta Ndipa Tambe, który jeszcze niedawno strzelał gole dla... czwartoligowego LZS-u Piotrówka. Teraz o 22-letniego napastnika walczy kilka europejskich klubów.

Ndip Tambe przyjechał do Polski pod koniec 2014 roku. Miał trafić do Wisły Kraków, ale akurat co zwolniono tam wtedy Franciszka Smudę i z transferu nic nie wyszło. Piłkarz gdzieś musiał grać, więc wylądował w LZS-ie Piotrówka, w której grało i dalej gra spora grupa zawodników z Afryki. Wiosną 2015 roku dla klubu z Opolszczyzny Ndip Tambe strzelił 18 goli w 13 spotkaniach. Wydawało się, że szybko trafi do Ekstraklasy. Mówiło się o Podbeskidziu, Piaście i Górniku. W klubie z Zabrza był nawet na sprawdzianach, ale ówczesny trener Leszek Ojrzyński wolał postawić na Macieja Korzyma, niż na czarnoskórego napastnika z Kamerunu. Potem zawodnik z Kamerunu trenował też w Śląsku. Ze sfinalizowania umowy nic jednak nie wyszło, a jak mówi jego nigeryjski menedżer John Chibuzo Nwankpa, piłkarz chciał grać w Polsce za tysiąc euro...

Spartak zamiast Górnika

Reklama

Po pół roku bezczynności utalentowany napastnik, który na swoim koncie miał występy w młodzieżowej reprezentacji swojego kraju, trafił za południową granicę do Spartaka Trnava. Ze słowackim klubem podpisał dwuletni kontrakt. Latem zeszłego roku błysną w eliminacjach Ligi Europy, w których zdobył cztery bramki, w tym zwycięskiego w wyjazdowy meczu z Austrią Wiedeń (1-0). Jego kariera nabrała tempa. Został zauważony przez belgijskiego szkoleniowca "Nieposkromionych Lwów" Hugo Broosa. Dostał powołanie do reprezentacji, w której zadebiutował, a teraz, wobec skandalicznego zachowania kilku zawodników z Joelem Matipem z Liverpoolu czy Erickiem Choupo-Motingiem z Schalke, którzy odmówili gry w reprezentacji, znalazł się w kadrze na XXXI Puchar Narodów, który w najbliższą sobotę rozpoczyna się w Gabonie. Kameruńczycy, czterokrotni mistrzowie kontynentu, grają w grupie A z gospodarzami mistrzostw, a także Burkina Faso i jedynym debiutantem w turnieju Gwinea Bissau.

- Dla Roberta to wielka szansa pokazania się. Wierzę, że ją dostanie i wykorzysta - podkreśla jego menedżer John Chibuzo Nwankpa.

Rynkowa wartość piłkarz poszybowała w ostatnim czasie mocno w górę. Kiedy przyleciał do Polski mało kto o nim słyszał. Teraz, wg. transfermarkt.com, wart jest 225 tys. euro, a po Pucharze Narodów może to być jeszcze większa kwota. - Starają się o niego kluby z Belgii, Niemiec, a także z Polski - zdradza nam Chibuzo Nwankpa.

Reprezentanta Ghany nie chcieli w Widzewie

Ndip Tambe nie jest jedynym piłkarzem z Afryki, którego nie chciano u nas, a zrobił potem karierę. W 2002 roku na sprawdzianach w Widzewie przebywał młody wtedy obrońca z Ghany John Paintsil. Zagrał w kilku sparingach łódzkiej jedenastki, ale kontraktu nie podpisał. Rozmawiałem z nim podczas Pucharu Narodów w 2008 roku, który rozgrywano wtedy w jego rodzinnym kraju. - Spotkało mnie tam coś, o czym nie chcę mówić. O co chodziło? Jestem profesjonalnym zawodnikiem i nie będę ujawniał takich rzeczy. To moja sprawa - mówił mi dość enigmatycznie piłkarz.

Paintsil grał potem w takich klubach, jak West Ham United czy Fulham. W reprezentacji zaliczył 89 występów. Był dwa razy na mistrzostwach świata, w Niemczech w 2006 i w RPA w 2010 roku.

Nie jest natomiast prawdą, a często piszą o tym polskie media, że nasi trenerzy nie poznali się na talencie byłej gwiazdy reprezentacji Kamerunu i zawodnika m.in. Realu Madryt Geremiego Njitapa czy byłego świetnego reprezentanta Ghany i zawodnika Chelsea Londyn Michaela Essiena.

- Zanim wyjechałem ze swojego kraju miałem ofertę z jednego polskiego klubu. Nie pamiętam jednak nazwy, bo było to wiele lat temu. Moim pierwszym przystankiem w Europie była Turcja - wytłumaczył mi kilka lat temu Geremi.

Essien miał być w Polsce w 1999 roku w prowadzonym przez Mirosława Jabłońskiego Zagłębiu Lubin. Nic takiego nie miało jednak miejsca. - Jako nastolatek Michael najpierw był na testach w Manchesterze United, a potem w Bastii. To jedyne sprawdziany, w których uczestniczył - wytłumaczył mi przyjaciel Essiena z juniorskiej reprezentacji Ghany Bismarck Kobi-Mensah, który z powodu poważnej kontuzji musiał zawiesić piłkarskie buty na kołku, a któremu później trenerskie kursy w Anglii sfinansował nie kto inny, jak Essien.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje