Reklama

Reklama

Rewolucja w futbolu! Liga Mistrzów przeniesie się do Azji?

Ograniczona dla biednych klubów Liga Mistrzów, powołanie Superligi, a przede wszystkim wielkie otwarcie na azjatyckie rynki i być może powołanie nowych rozgrywek dla tych, którzy nie pasują do tego towarzystwa - w ciągu najbliższych lat czeka nas ogromna rewolucja w światowym futbolu. Najbogatsze kluby chcą jeszcze więcej pieniędzy dla siebie.

Od 2018 roku zmieniają się zasady awansu do Ligi Mistrzów. Dla mistrzów krajów, którzy zajmują miejsca poniżej 10. w rankingu UEFA, w tym Polski, zostanie wydłużona droga kwalifikacji do najbardziej prestiżowych rozgrywek Starego Kontynentu. Tak będzie do 2021 roku.

Reklama

A co później? To prawdopodobnie dopiero początek zmian. Dużo zależy od postępowania UEFA. Michel Platini był zwolennikiem konserwatywnych regulacji w futbolu. To on wprowadził tzw. finansowe fair-play, które ograniczało zadłużanie się klubów, także nieco szerzej otworzył drzwi do Ligi Mistrzów dla drużyn z takich krajów jak Polska. Ale Platiniego w UEFA już nie ma. 

Najbogatsi chcą mieć jeszcze więcej kasy dla siebie. - Musimy wykorzystywać wszelkie sposoby na zdobycie pieniędzy. Potencjał futbolu wciąż nie został w dużej mierze odkryty. Za prawa telewizyjne do Ligi Mistrzów dostajemy około półtora miliarda euro. Tymczasem za pokazywanie NFL amerykańskie kluby dostają ponad trzy razy tyle - mówił niedawno prezes Juventusu Andrea Agnelli. Żeby zarobić jeszcze więcej, trzeba otworzyć się na inne rynki - głównie na Azję.

Kluby są coraz bardziej zdeterminowane w walce o kasę z UEFA i FIFA. Najbardziej radykalny scenariusz zakłada powołanie Superligi, która byłaby kompletnie niezależna od międzynarodowych struktur. Kto miałby w niej grać? Spekuluje się, że po pięć miejsc otrzymaliby Anglicy (Manchester United, Arsenal, Manchester City, Liverpool oraz Chelsea) i Hiszpanie (Barcelona, Atletico Madryt, Real, Valencia i Sevilla), cztery przypadłyby Włochom (Juventus, Milan, Inter, Napoli), trzy Niemcom (Bayern, Borussia Dortmund, Bayer Leverkusen)  i Francuzom (PSG, Marsylia, Lyon).

Rodziłoby to wprawdzie mnóstwo komplikacji chociażby z pogodzeniem startu w Superlidze z występami na krajowym podwórku czy doborze sędziów. - Ale to wcale nie jest niemożliwe. Jestem w stanie sobie wyobrazić taki scenariusz, w którym np. Bayern Monachium ma jeden skład, który stale występuje w Azji i drugą drużynę w Bundeslidze, bo najbogatsi staną się jeszcze bogatsi i stać ich będzie na utrzymanie dwóch składów na bardzo wysokim poziomie - mówi nam Marcin Stefański z Ekstraklasy, który zasiada także w Komitecie Strategicznym ds. Lig Piłkarskich Europejskiego Stowarzyszenia Lig Zawodowych (EPFL).

Choć jeszcze niedawno wydawało się to abstrakcyjne, to Azja niedługo stanie się głównym rozgrywającym w światowym futbolu. Ale przecież już za pięć lat w Katarze odbędą się mistrzostwa świata. Gra idzie o tak duże pieniądze, że FIFA zgodziła się po raz pierwszy w historii na rozegranie mundialu zimą. Już teraz kilkanaście klubów z europejskiej czołówki jest powiązane kapitałowo z Chińczykami, Hindusami czy Indonezyjczykami. Co roku najlepsze drużyny Starego Kontynentu jeżdżą tam na mecze towarzyskie i na jednym sparingu zarabiają po kilka milionów euro. Zainteresowanie meczami Barcelony czy Manchesteru United jest gigantyczne. Dlatego przedstawiciele Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA) chcą dać Azjatom jeszcze bliższy kontakt ze swoimi idolami.

Pewnym jest, że UEFA będzie musiała ustąpić najbogatszym. Jeśli nawet nie dojdzie do powołania Superligi, to kwestią czasu jest, kiedy poszczególne mecze Ligi Mistrzów będą rozgrywane w Azji, Stanach Zjednoczonych czy Australii. Być może kluby wymogą na Europejskiej Unii Piłkarskiej kompletne zamknięcie Ligi Mistrzów. - To też wchodzi w grę. Wtedy zostałyby powołanie dodatkowych rozgrywek dla klubów z biedniejszych krajów. Coś pomiędzy Ligą Mistrzów a Ligą Europejską - dodaje Stefański.

W takich rozgrywkach byłoby miejsce m.in. dla mistrza Polski, bo na to, żeby dopchać się do grupy najbogatszych, nie ma najmniejszych szans. - To się nigdy nie wydarzy, bo przepaść jest zbyt duża i z roku na rok będzie się jeszcze bardziej powiększać - przekonuje Stefański. Powstaje pytanie, kiedy takie rozgrywki miałyby się odbywać, skoro wtorek i środa są zarezerwowane dla Champions League, a czwartek dla Ligi Europejskiej.

Nie zmienia to faktu, że jest wielce prawdopodobne, że nasze pokolenie będzie opowiadać swoim dzieciom i wnukom, jak to było, gdy do Polski na mecze przyjeżdżały Real, Barcelona czy Manchester Untied.

Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | UEFA | Superliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje