Reklama

Reklama

Rak drążący futbol. Oszukują sędziów, rywali i kibiców

Jedną z największych zalet ligi angielskiej jest powszechna niezgoda na symulowanie. Dlatego niektórzy gracze, szczególnie z Ameryki Łacińskiej i Afryki, czują się na Wyspach prześladowani.


Reklama

Mohammed Ali Amar, znany jako Nayim, urodził się Ceucie, hiszpańskiej enklawie na terytorium Maroka. Mając niespełna 20 lat przeszedł do Barcelony, prowadzonej przez Terry’ego Venablesa. W katalońskim klubie zagrał zaledwie siedem meczów i latem 1988 roku został sprzedany do Tottenhamu za 400 tys funtów.

Debiutował w starciu z Norwich City w Division One, kiedy w polu karnym padł jak martwy, próbując wywalczyć rzut karny. Natychmiast podbiegł do niego kapitan drużyny, Gary Mabbut, z kosmiczną awanturą. Zwymyślał osłupiałego Hiszpana, przekonanego, że robi dla drużyny coś dobrego. Nayim w jednej chwili zrozumiał, że znalazł się w nowej futbolowej rzeczywistości, gdzie nie wszystkie chwyty są dozwolone.

W Tottenhamie zagrał 144 razy, zdobywając 18 bramek. Szczytowy moment swojej kariery przeżył jednak jako piłkarz Saragossy, kiedy w finale Pucharu Zdobywców Pucharów (1995) przelobował bramkarza Arsenalu, Davida Seamana, strzałem z połowy boiska w 120. minucie. To niezwykłe uderzenie dało skromnemu, hiszpańskiemu klubowi jedyne międzynarodowe trofeum.

Symulowanie to jest wstyd


Nayim wspominał po latach, że gra na Wyspach zupełnie go odmieniła. Takich przypadków, jak on, jest oczywiście zdecydowanie więcej. Kiedy Luis Suarez w wywiadzie dla argentyńskiego Fox Sport przyznał się do próby wymuszenia karnego w starciu ze Stoke, trener Liverpoolu, Brandon Rodgers, zapowiedział ukaranie gwiazdy klubu z Anfield Road.

"Bardzo chcieliśmy wygrać, tymczasem na tablicy wyników był remis, więc musiałem coś wymyślić" - opowiadał Suarez. "Symulowanie to jest wstyd, to nie nasza etyka" - odpowiedział zdecydowanie Rodgers. Urugwajczyk przypomniał, że on uczył się futbolu na ulicy, gdzie wszystkie chwyty prowadzące do zwycięstwa były dozwolone. "Mam instynkt wojownika" - tłumaczy tym, którzy wypominają mu jak jeszcze w Ajaksie, podczas meczu z PSV, pogryzł przeciwnika.

Wypowiedź Suareza dla Fox Sport zbulwersowała wielu trenerów i graczy Premier League, a najbardziej Jima Boyce’a, brytyjskiego wiceprezesa FIFA. "To nie jest gra, ale oszustwo, robienie zasadzek na rywali i sędziów, co z natury uważamy za raka drążącego futbol" - stwierdził.

Angielskie brukowce wiele razy zamieszczały zdjęcia demaskujące teatralne pady Suareza. Piłkarz Liverpoolu odpowiedział na to atakiem: "Rozumiem, że moje nazwisko łatwo się sprzedaje. Rację mają Kun Aguero i Carlos Tevez twierdząc, iż Anglicy traktują graczy z zagranicy, a szczególnie z Ameryki Płd., inaczej. My przyjeżdżamy na Wyspy robić to, co kochamy, czyli grać w piłkę, a nie słuchać oszczerstw pod swoim adresem".

Boiskowy cwaniak i zabijaka


Santi Cazorla to trochę inny przypadek niż Suarez, uważany za wielkiego gracza, ale też boiskowego cwaniaka i zabijakę. Hiszpański mistrz Europy, piłkarz o nienagannej technice i niezwykle ujmującej osobowości zupełnie nie pasuje do roli futbolowego oszusta. A jednak wywołał burzę w grudniu 2012 roku, gdy udało mu się oszukać sędziego i wymusić karnego w meczu z WBA. Alan Hansen w programie "Match of The Day" nazwał zachowanie Cazorli kompromitacją.

Wypadło to wszystko tym gorzej, że trener Arsenalu Arsene Wenger zawsze deklarował, iż jest wrogiem symulowania, które uważa za boiskowe przestępstwo. Cazorli bronił za to rodak i kolega z drużyny, Mikael Arteta, przekonując, że nie jest on "notorycznym nurkiem".

Sam Cazorla zdemaskował się jednak wywiadem w "Telegraph Sport" dwa miesiące wcześniej. "Czasami symulujesz i nie powinno to być aż tak wielką kontrowersją. To się po prostu zdarza w futbolu. Biegnąc w pole karne myślisz: 'dotkną mnie czy mnie nie dotkną?'. Później, gdy już tam jesteś, przewracasz się, ale nagle zdajesz sobie sprawę, że cię nie dotknęli. To wszystko" - powiedział wtedy.

"Nurkowanie" stało się jedną z plag futbolu


Oczywiście, symulują także gracze brytyjscy. Słynne są nurki takich gwiazd, jak Gareth Bale z Tottenhamu czy Ashley Young z Manchesteru United. Dlatego władze FA zastanawiają się, czy nie wprowadzić prawa do wykorzystywania powtórek, by karać symulantów na ich podstawie.

"Nurkowanie" stało się jedną z plag futbolu. Wypacza wynik, jest oszustwem wobec sędziów, rywali i kibiców. Jeśli tak wybitni gracze, jak Suarez czy Cazorla, uważają to za część gry, rodzaj strategii, która może dać drużynie zwycięstwo, to znaczy, że sprawy zaszły zdecydowanie za daleko. Bezwzględna walka z "nurkami", wszystkimi środkami, jest niezbędna.

Wbrew pozorom, nawet zwykły kibic ma swoją rolę do odegrania w tej kampanii. Zamiast wspierać symulantów ze swojej ulubionej drużyny, może ich wyśmiewać i piętnować. Gdy oszustwo piłkarza zostaje upublicznione, gracz musi najeść się wstydu, a nie zostać rozgrzeszony działalnością na korzyść zespołu. Następnym razem, biegnąc w pole karne, poczuje wyraźnie, czy rywal go "dotknął" czy nie. Jeśli udzielimy piłkarzom cichego przyzwolenia na nurkowanie, skażemy się na udział w zbiorowej mistyfikacji.

Są przecież pozytywne przykłady. Gdy Cristiano Ronaldo wchodził w wielki futbol, nurkowanie było jego nałogiem. Dziś pada tylko wtedy, gdy jest naprawdę ostro atakowany. Dojrzał i zrozumiał, że symulowanie szkodzi wizerunkowi wielkiej gwiazdy, przynosząc więcej strat niż zysków. Tą drogą powinni iść Suarez, Cazorla i wszyscy inni.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Dowiedz się więcej na temat: Luis Suarez | Santi Cazorla | Premier League

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama