Reklama

Reklama

Radosław Majdan o koronawirusie: Dopadł mnie znienacka. Dziwię się ludziom, którzy w niego nie wierzą

- Nie była to błaha sprawa, chociaż zagrożenia życia nie czułem. Leżałem podłączony pod tlen, ale na szczęście nie załamywał mi się oddech, nie miałem stanów krytycznych. Martwiło mnie natomiast to, że byłem potwornie osłabiony – opowiada Interii w pierwszym wywiadzie udzielonym po wyjściu ze szpitala Radosław Majdan, który zachorował na COVID-19.

Sebastian Staszewski, Interia: - W niedzielę opuściłeś szpital i wróciłeś do domu. Jak się czujesz? 

Reklama

Radosław Majdan: - Coraz lepiej. Został mi lekki bezdech, bo miałem zapalenie płuc. Było to na tyle poważne, że po zrobieniu prześwietlenia lekarze szybko orzekli, że muszę zostać w szpitalu. Teraz jestem w domu, ale wciąż muszę leczyć płuca. Pozytywne jest natomiast to, że mogłem dołączyć do rodziny.

Jak poważny był twój stan?   

- Nie była to błaha sprawa, chociaż zagrożenia życia nie czułem. W szpitalu leżałem podłączony pod tlen, ale na szczęście nie załamywał mi się oddech, nie miałem stanów krytycznych. Martwiło mnie natomiast to, że miałem swego rodzaju niedowład ciała, byłem potwornie osłabiony. Wcześniej nie chorowałem na płuca, więc była mała niepewność. Po prześwietleniu płuc, gdy zapadła decyzja, że muszę zostać w szpitalu, poczułem się nieswojo. Najbardziej jednak obawiałem się o to, aby nie zachorowała moja rodzina.

W szpitalu byłeś przez siedem dni. Jak przebiegł pobyt?

- Muszę powiedzieć, że miałem bardzo dobrą opiekę. Chciałbym więc podziękować całej służbie zdrowia. Mając świadomość tego, jaka jest w Polsce sytuacja, nie chciałem jechać do szpitala, ale w pewnym momencie nie miałem wyjścia. Byłem też trochę ciekaw, jak to wygląda i dziś mogę powiedzieć, że oddziały przypominają sceny z filmu "Epidemia". Lekarze ubrani są w kombinezony, nie widać ich twarzy...   

A wciąż są tacy, którzy nie wierzą w istnienie koronawirusa. Chcesz im coś przekazać?   

- Dziwię się tym ludziom. Ale nie chcę ich przekonywać. O istnieniu COVID-19 przekona ich życie. Ta choroba nikogo nie ominie. Mnie dopadła znienacka, choć się pilnowałem, nosiłem maseczkę. Nie życzę nikomu tej choroby, ale koronawirus nie wybiera. I lekceważenie go może się skończyć bardzo źle.   

Dostałeś bardzo dużo słów wsparcia: od Sebastiana Mili, Olafa Lubaszenki, Jana Borysewicza...  Setki wpisów podnosiły cię na duchu?

- Za wszystkie bardzo dziękuję! Ale były też wiadomości, że miejsce w szpitalu znalazło się dla mnie dlatego, że jestem celebrytą. A ja całe życie płacę w Polsce podatki, jestem zwykłym obywatelem. Poza tym wcale nie spieszyło mi się do szpitala. Trafiłem tam, bo w pewnym momencie zrobiło się groźnie.   

Kiedy znów zobaczymy cię na antenie Canal+?

- Mam nadzieję, że już niedługo. Wierzę, że w ciągu 10 dni będę zdrowy. Później czeka nas przerwa reprezentacyjna, a następnie wróci Ekstraklasa. I mam nadzieję, że wraz z nią wrócę ja! Bo mogę się do tego przyznać: tęsknię za pracą.  

Rozmawiał Sebastian Staszewski, Interia

Dowiedz się więcej na temat: Radek Majdan | koronawirus | Canal+ | piłka nożna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje