Reklama

Reklama

Puchar Konfederacji FIFA: finał marzeń na Maracanie

W nocy z niedzieli na poniedziałek rozegrany zostanie finał piłkarskiego Pucharu Konfederacji FIFA. Najlepsza obecnie drużyna świata - Hiszpania - zmierzy się z najbardziej utytułowanym zespołem w historii - Brazylią.

Szkoleniowiec piłkarzy z Europy Vicente del Bosque wygrał już z reprezentacją narodową mundial 2010 i mistrzostwa Europy w 2012 roku. Trofeum Pucharu Konfederacji jest jedynym, którego nie ma jeszcze w dorobku.

Przed czterema laty Hiszpanie niespodziewanie przegrali w półfinale z USA 0-2 i zajęli trzecie miejsce w turnieju. Tym razem będą mieli okazję powalczyć w decydującym pojedynku z broniącymi tytułu pięciokrotnymi mistrzami świata.

"Hiszpania była od początku turnieju największym rywalem Brazylii. W każdym meczu kibice gospodarzy wspierali naszych przeciwników, wliczając Tahiti" - napisano na stronie internetowej hiszpańskiej gazety "Marca".

Selekcjoner gospodarzy Luis Felipe Scolari uważa jednak, że choć Brazylia będzie mieć po swojej stronie publiczność, to jej rywal dotarł do finału mniejszym nakładem sił.

- Hiszpanie rozegrali o jeden mecz mniej niż my. Spotkanie z Tahiti (10-0 - PAP) było treningiem, nie zagrało w nim wielu zawodników podstawowego składu. Jestem świadom jakości, jaką prezentują, ale wierzę, że mój zespół jest odpowiednio przygotowany i ma szansę ich pokonać - ocenił Scolari.

Dodał, że nie bez znaczenia jest fakt, że to Brazylia jest gospodarzem turnieju. - Na stadionie będzie ponad 70 tys. kibiców, którzy będą nas wspierać i życzyć nam zdobycia tytułu. Jestem pewien, że publiczność w Rio de Janeiro nas nie zawiedzie - podkreślił.

Del Bosque, podobnie jak jego odpowiednik w ekipie "Canarinhos", nie szczędził rywalom słów pochwały. - Mają świetną drużynę, z fantastycznymi skrzydłowymi Neymarem i Hulkiem. Brazylijczycy pięciokrotnie wygrali mistrzostwa świata, my - tylko raz.  Ale w niedzielę na Maracanie rozpocznie się nowa era - zapowiedział selekcjoner mistrzów Europy.

Hiszpanie w półfinale pokonali Włochów po siedmiu seriach rzutów karnych (po dogrywce utrzymał się bezbramkowy remis). - Moi piłkarze spisali się świetnie, ale w niedzielę będzie nam potrzebny jeszcze lepszy ich występ - ocenił del Bosque.

Brazylijczycy z kolei zapobiegli dogrywce w ostatnich minutach spotkania z Urugwajem. Do 86. utrzymywał się remis 1-1, ale wówczas po dośrodkowaniu Neymara z rzutu rożnego obrońcy Urugwaju nie upilnowali Paulinho. Pomocnik, który w przeszłości występował m.in. w ŁKS-ie (sezon 2007/08), strzelił głową gola na wagę awansu do finału.

Hiszpania będzie musiała sobie radzić najprawdopodobniej bez Roberto Soldado, który nabawił się urazu mięśnia. Nie wiadomo także, czy będzie mógł zagrać Cesc Fabregas.

Początek spotkania na Maracanie o północy czasu polskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje