Reklama

Reklama

Przed meczem Wisła - Lazio

Już tylko godziny dzielą nas od rewanżowego meczu IV rundy Pucharu UEFA, w którym Wisła na stadionie przy Reymonta podejmować będzie Lazio Rzym.

Obie drużyny od wczoraj przebywają już w Krakowie, wieczorem trenowały na zmrożonej, ale dość dobrze przygotowanej murawie wiślackiego stadionu. W czasie treningów pogoda była podobna do tej, jakiej wg prognoz piłkarze mogą spodziewać się dziś wieczorem - było bezchmurnie, zaś temperatura spadła kilka stopni poniżej zera.

Reklama

Jakie nastroje przed meczem w obu zespołach?

Mimo niekorzystnego wyniku w pierwszym meczu piłkarze Lazio są pewni awansu. Claudio Lopez powiedział wprost, że nie jadą do Polski zmarznąć, ale awansować i są do tego zdolni. Trener rzymian Roberto Mancini uważa, że wszystko jest w nogach jego piłkarzy i jeśli zagrają tak, jak potrafią - będą wracać do Rzymu zadowoleni. Swojej szansy Włosi upatrują w dużo lepszej grze prezentowanej w meczach wyjazdowych niż na Stadio Olimpico. Warto jednak zwrócić uwagę, że Lazio dalekie jest jest od formy, którą prezentowało w lidze choćby dwa miesiące temu. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że drużynę "biancocelesti" trawi kryzys. W pięciu ostatnich kolejkach ligowych Lazio zdobyło zaledwie cztery punkty. Po raz ostatni rzymianie poczuli smak zwycięstwa ponad miesiąc temu!

Włosi zapowiadają więc walkę o zwycięstwo - znamienne są jednak słowa Manciniego, który stwierdził, że jego drużyna musi grać uważnie w środku pola, a bramka na pewno sama wpadnie - czy nie jest to zbyt duża pewność siebie?

Warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden fakt - po zdobyciu trzech bramek na Stadionie Olimpijskim Wisła nie grała wszystkiego na co ją stać - przy korzystnym wyniku wiślacy szanowali piłkę, grali długo w środku boiska, nie naciskając mocno na bramkę Marchecianiego, kontrolując grę. Czy trener Lazio wziął to pod uwagę?

Roberto Mancini nie przywiózł do Krakowa bramkarza Angelo Peruzziego oraz Dejana Stankovicia - urazy obu piłkarzy nie są groźne, jednak trener zdecydował, że nie będzie ryzykował ich zdrowia wobec wyrównanej kadry, jaką dysponuje.

Tymczasem Wisła jest w bardziej komfortowej sytuacji niż była przed meczami rewanżowymi z Parmą i Schalke. Po raz pierwszy od meczu z Primorjem w I rundzie, krakowianom do awansu wystarcza bezbramkowy remis. Oczywiście, wynikająca z tego przewaga jest czysto psychologiczna, Wisła Kasperczaka nigdy nie grała i nie będzie grała defensywnie. Wiślacy - co krakowski szkoleniowiec podkreślał wielokrotnie - są na tyle wartościowym zespołem, że mają grać "swoją piłkę", prezentować to co potrafią najlepiej, strzeleć jak najwięcej bramek, a nie oczekiwać na to co zrobi rywal.

W zasadzie jedynym problemem Henryka Kasperczaka jest dyspozycja najlepszego strzelca bieżącej edycji Pucharu UEFA, Macieja Żurawskiego, który przed pierwszym meczem z Lazio naciągnął sobie mięśnie brzucha i przez cały tydzień nie trenował.

Do pełnej dyspozycji powraca natomiast Mirosław Szymkowiak, co trenerowi pozwoli na większą swobodę manewru w drugiej linii.

Oczywiście, wszystkie przedmeczowe "gdybania" zweryfikuje boisko. Trzeba jednak powiedzieć wprost - opierając się na czysto piłkarskich przesłankach, a nie na magii nazwisk - to Wisła jest faworytem konfrontacji z Lazio!

Dowiedz się więcej na temat: UEFA | Wisła | Lazio Rzym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje