Protest kibiców Widzewa. Presja na właścicielu. "Wszystko wyjaśnię i pokażę"
Kibice Widzewa domagają się od obecnego właściciela Tomasza Stamirowskiego, by ten doszedł do porozumienia z Robertem Dobrzyckim, szefem firmy Panattoni, światowego dewelopera na rynku nieruchomości przemysłowych i sprzedał mu klub. W tym celu podczas meczu z Jagiellonią rozpoczęli protest i wywiesili transparenty. – Ja wszystko wyjaśnię i pokażę – mówił po spotkaniu zdenerwowany Stamirowski.

W 2021 roku Stamirowski przejął klub za obietnicę wpłacenia w ciągu pięciu lat 10 milionów złotych. Złotówki za akcje Widzewa nie musiał dać, ale spółkę taką właśnie kwotą dokapitalizował. Od tego czasu zespół awansował do Ekstraklasy i się w niej zadomowił. Wkrótce klub ma też rozpocząć budowę bazy treningowej, a Stamirowski na ten cel zabezpieczył w banku niezbędne 19 mln zł, by dostać dotacje rządowe.
W międzyczasie najpierw sponsorem Akademii, a potem sponsorem strategicznym Widzewa została firma Panattoni. Robert Dobrzycki zasiada też w radzie nadzorczej klubu. Szef firmy Panattoni, światowego dewelopera na rynku nieruchomości przemysłowych, pod koniec ubiegłego roku stwierdził, że chciałby kupić polski klub. Tropy od razu poszły do Widzewa, a sam zainteresowany w lutym oficjalnie potwierdził, że chodzi o łódzką drużynę i że chce "dokonać tego tak szybko, jak to możliwe i skupić się na budowie Widzewa".
Tyle że minął prawie miesiąc od tej deklaracji, a nic oficjalnie w tej kwestii się nie zadziało. Kibice uznali, że winny temu jest właśnie Stamirowski, który nie chce oddać władzy. Część fanów wskazuje też Remigiusza Brzezińskiego, członka rady nadzorczej klubu i zaufanego człowieka właściciela klubu. Obaj już wczesnej rządzili Widzewem (w latach 2018-2019). Wtedy zakończyło się to sportową katastrofą - brakiem awansu do pierwszej ligi, mimo dużej przewagi punktowej na półmetku.
Teraz sytuacja jest trochę inna. Finansowo klub stoi bardzo dobrze - ma co najmniej 5,5 mln złotych na plusie, a do tego sprzedał za ponad 6 mln złotych Imada Rondicia. Za to sportowo znów zrobiło się niebezpiecznie. Widzew w 2025 roku jeszcze nie wygrał, a przewaga nad strefą sportową zmalała do pięciu punktów.
Dobrzycki miał się w ubiegłym tygodniu spotkać z kibicami Widzewa. Podczas meczu z Jagiellonią fani rozpoczęli protest. Na początku spotkania nie prowadzili dopingu, wywiesili też kilka transparentów. "19 minut, 10 sekund ciszy dla T. Stamirowskiego na przemyślenie swoich poczynań". Kolejne to: "Stamirowski doceniamy, co zrobiłeś, ale czas na zmiany", "Tomku, zawsze będziesz jednym z nas, lecz krok naprzód zrobić czas" i "Robert, Tomasz, Stowarzyszenie. Widzew jest najważniejszy".

Transparenty nie były obraźliwe, ale przekaz jest jasny. Kibice żądają zmian w akcjonariacie klubu. Wierzą, że wraz z przyjściem Dobrzyckiego klub będzie mógł najpierw w Ekstraklasie konkurować z Lechem, Legią, Rakowem czy Jagiellonia, a wkrótce też pokaże się w Europie.
Stamirowski był wyraźnie rozczarowany wydarzeniami podczas meczu. A po spotkaniu strasznie zdenerwowany. Widać było podczas krótkiej rozmowy, że jest poruszony. Nie chciał wchodzić w szczegóły, ale stwierdził, że pokaże jak wyglądały rozmowy. - Wszystko wyjaśnię i pokażę dokumenty. Chciałem też to wszystko wytłumaczyć fanom - mówił.
I podkreślał, że porozumienie z Dobrzyckim zawarł już w grudniu, ale od tej pory nic formalnego się nie wydarzyło. Pytań tak naprawdę jest wiele, a głownie mnożą się plotki i domysły. Nie wiadomo, czy Dobrzycki chce od razu być większościowym udziałowcem, czy najpierw mniejszościowym i krok po kroku zwiększać udziały. Nie wiadomo, kto formalnie ma zostać nowym akcjonariuszem - sam Dobrzycki, firma Panattoni czy fundacja Roberta Dobrzyckiego. Pojawiają się też różne kwoty - 20, 30 50, 70, a nawet 100 mln złotych za akcje Widzewa.
Treść transparentów, które pojawiły się podczas meczu skomentował w Canal Plus Michał Rydz, prezes klubu. - Wejście Roberta Dobrzyckiego do klubu jest wielką szansą i będę wspierał ten proces. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach czy tygodniach to się rozstrzygnie. Jestem z nim w bezpośrednim kontakcie i mogę mówić w samych superlatywach. Jego poziom zaangażowania jest ogromny - zapewnia.
Jako członek rady nadzorczej Dobrzycki ma wgląd w wiele spraw. Mało tego, w najważniejszych sprawach np. transferach czy zatrudnianiu trenera bierze udział w głosowaniach. Zapewne miał też udział w zatrudnieniu nowego dyrektora sportowego. Zresztą Mindaugas Nikolicius przed meczem był w loży biznesowej Panattoni. Dobrzyckiego tam nie zastał, bo ten był za granicą. Rozmawiał za to z zaufanym człowiekiem szefa Panattoni, byłym reprezentantem Polski i trenerem - Mariuszem Lewandowskim. Nie jest wcale wykluczone, że to właśnie Lewandowski będzie nowym szkoleniowcem. Na razie drużynę tymczasowo prowadzi Patryk Czubak. Nowy opiekun ma być znany przed przerwą reprezentacyjną.














