Reklama

Reklama

​Primera Division. Antoine Griezmann. Obce ciało Barcelony

- Nie przyszedłem na Camp Nou dla pieniędzy, ale po to, by nauczyć się innego futbolu - mówił Antoine Giezmann. Francuski mistrz świata nie przypuszczał nawet, jak ta nauka będzie trudna i bolesna.

22 bramki w 70 meczach Barcelony to nie jest wynik zły. W pięć sezonów w Atletico Madryt Griezmann wykręcił jednak średnią 0,52 gola na spotkanie, a więc strzelał prawie dwa razy częściej. Zespół z Wanda Metropolitano grał defensywnie, Francuz był w nim jednak gwiazdą numer 1. W Barcelonie wyciera czasem ławkę dla rezerwowych. To prawdziwy koszmar dla piłkarza, który po mundialu w Rosji mógł powiedzieć z dumą "jem przy tym samym stole co Messi i Ronaldo".

Na szczyt przez Hiszpanię

Reklama

Jego droga do zawodowej piłki nie była łatwa. Kiepskie warunki fizyczne sprawiły, że małego Antoine’a odrzuciły szkółki znanych francuskich klubów. Najbardziej bolała nieudana próba dostania się do akademii Olympique Lyon, któremu mocno wtedy kibicował. Griezmann wciąż tkwił w klubiku ze swojej rodzinnej miejscowości Macon, aż w wielu 13 lat dostał szansę od hiszpańskiego Realu Sociedad. Skaut klubu z San Sebastian był na turnieju w Paryżu, gdy Antoine’a testowało Montpellier. Rodzice zgodzili się na treningi syna za granicą, pod warunkiem, że będzie nadal mieszkał i uczył się we Francji, w domu swojego odkrywcy Erica Olhatsa. To był kluczowy moment w drodze do wielkiej kariery.

W wywalczeniu miejsca w pierwszej drużynie Realu Sociedad pomógł przypadek, a właściwie kontuzja jednego z kolegów. Mając 18 lat Griezmann wszedł do kadry pierwszego zespołu tylko na okres przygotowawczy do sezonu, ale został najskuteczniejszym zawodnikiem. We wrześniu 2009 roku w swoim pierwszym meczu w podstawowej jedenastce zdobył gola przeciw Huesce. Zawodowy kontrakt podpisał dopiero pół roku później.

Jego renoma rosła, aż do lata 2013 roku, gdy w walce o Ligę Mistrzów Real Sociedad wyeliminował Lyon. Griezmann zemścił się na klubie swojego dzieciństwa wspaniałym golem zdobytym nożycami.

Latem 2014 roku za 30 mln euro kupiło go Atletico Madryt - mistrz Hiszpanii i finalista Ligi Mistrzów. Antoine miał zwiększyć szanse nowego pracodawcy na długo oczekiwany tytuł numeru 1 w Europie. Dwa lata później poprowadził go do finału Champions League. Ale w starciu z Realem Madryt na San Siro w Mediolanie znów górą byli Królewscy. Griezmann spudłował wtedy karnego. Wykazał się jednak dużą odpornością psychiczną, bo w rozstrzygającej serii jedenastek znów podszedł do piłki. Tym razem strzelił skutecznie. Swojego karnego nie wykorzystał jednak obrońca Atletico Juanfran.

Messi zakazał mówić o Giezmannie

W ostatnim meczu sezonu 2017-2018 przeciwko Eibarowi kibice Atletico wygwizdali Griezmanna. To był przejaw frustracji ze względu na doniesienia, że latem przeniesie się do Barcelony. Finał Ligi Mistrzów w 2019 roku zaplanowano jednak na Wanda Metropolitano w Madrycie, prezes Atletico ubłagał Griezmanna, by jeszcze rok został i poprowadził do niego drużynę. Stała za tym ogromna podwyżka.

Griezmann się złamał. W filmie dokumentalnym "Decyzja" tuż przed mundialem w Rosji ogłosił, że zostaje na Wanda Metropolitano. W Barcelonie wywołało to oburzenie. Zirytowali się nawet piłkarze - Leo Messi, który kilka miesięcy wcześniej witał Francuza na Camp Nou, teraz zakazał drużynie wypowiadania się na temat Griezmanna.

Misję Antoine’a poprowadzenia Atletico do finału Champions League na Walda Metropolitano storpedował Cristiano Ronaldo, który w rewanżu 1/8 finału wbił hat-tricka dla Juventusu. Latem 2019 roku spóźniony o rok Griezmann zameldował się na Camp Nou, ale wtedy już koledzy z Barcelony nie czekali z otwartymi ramionami. Klub z Katalonii wydał jednak aż 120 mln euro, sądząc, że kupuje piłkarza z najwyższej półki. Nagrał z tej okazji specjalny film, na którym Griezmann opowiada, jak ojciec powtarzał mu w dzieciństwie, że żaden pociąg nie odjeżdża tylko jeden raz. To jasna aluzja do opóźnienia jakie zafundował fanom z Camp Nou. Ale w końcu jest i ma zamiar dla nich błyszczeć.

Antoine dwa razy był trzeci w plebiscycie Złota Piłka. W 2016 roku wyprzedzili go tylko Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Po tytule mistrza świata zdobytym w Rosji liczył na więcej, ale wtedy głosujący wyżej ocenili Lukę Modric i CR7. Griezmann miał prawo czuć się jak piłkarz z topu. Półtora roku w Barcelonie zachwiało jego pozycją, choć w sobotnim meczu z Granadą zdobył dwa gole. Gra Barcy wywołała entuzjazm, ale wszyscy skupili się na Messim, który został liderem strzelców Primera Division.

Tajemnica tiki-taki

Rzesze dziennikarzy sportowych z całego świata już drugi sezon starają się znaleźć klucz do zagadki: dlaczego Griezmann z Barcelony i reprezentacji Francji to dwaj różni piłkarze? W meczach kadry wciąż jest liderem, w klubie obcym ciałem. Wygląda jakby nie miał nawet namiastki pomysłu jak zgłębić tiki-takę. Gra u boku Leo Messiego ciąży Antoine’owi. Wuj i były agent Francuza ogłosił nawet, że to Argentyńczyk jest winny kłopotów Griezmanna, bo to on kontroluje szatnię. Sam Antoine oczywiście temu zaprzeczył. Dlaczego jego adaptacja na Camp Nou trwa aż tak długo?

Wiosną 2020 roku trener Barcy Quique Setien posadził Griezmanna na ławce w meczu z Atletico (2-2). Wpuścił go do gry dopiero w 90. minucie, choć Katalończycy desperacko potrzebowali zwycięstwa. Media grzmiały o upokorzeniu Francuza. Jesienią nowy trener Ronald Koeman robi czasem to samo, choć w ostatnich meczach Francuz wychodził w podstawowej jedenastce. Griezmann zbyt często wygląda w Barcelonie jakby nie wiedział co ma robić na boisku. Miewa mecze lepsze, jak z Granadą, ale daje drużynie znacznie mniej niż sam by chciał. Byli tacy, którzy widzieli w nim następcę Messiego. Jest ich coraz mniej.

Wyniki, tabelę i terminarz Primera Division znajdziesz tutaj!

Styl gry Barcelony jest specyficzny. Wymaga długiej adaptacji: z tym zadaniem nie poradziło sobie wielu przed Griezmannem. Na przykład Philippe Coutinho, za którego Katalończycy zapłacili 160 mln euro. Kłopoty ma trzeci z ponad stumilionowych transferów klubu - Ousmane Dembele, choć ostatnio jest zdrowy i notuje zwyżkę dyspozycji.

Gra u boku Messiego bywała błogosławieństwem, ale głównie dla graczy wychowanych w szkółce La Masia jak Andres Iniesta, Xavi Hernandez, Pedro, czy Sergio Busquets. Dla piłkarzy z zewnątrz, nawet tych najlepiej wyszkolonych jak Zlatan Ibrahimovic, kończyła się często spektakularną klapą.

Dariusz Wołowski

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje