Porto mknie po mistrzostwo, ale co zrobił Oskar Pietuszewski. Historyczny występ Polaka
FC Porto pozostaje największym faworytem do wygrania mistrzostwa Portugalii. Zespół prowadzony przez Francesco Fariolego wciąż musi się jednak oglądać za plecy, gdzie czai się Sporting. Każdy mecz "Smoków" ma więc wielkie znaczenie. Nie inaczej było w przypadku spotkania 31. kolejki z Estrelą, a na boisku mieliśmy od początku trzech Polaków. Najwięcej znów będzie się mówić o Oskarze Pietuszewskim. Porto wygrało 2:1, a Pietuszewski był zaangażowany w oba strzelone gole.

Poprzedni sezon rozgrywek ligi portugalskiej zakończył się dla FC Porto gigantycznym rozczarowaniem. Trudno inaczej patrzeć na zajęcie dopiero trzeciego miejsca ze stratą ponad 10 oczek do triumfatora - Sportingu. W związku z tym władze "Smoków" uznały, że trzeba przebudować drużynę z naciskiem na defensywę.
Latem sprowadzeni zostali Jakub Kiwior i Jan Bednarek. Duet polskich obrońców błyskawicznie stał się absolutnym filarem drużyny. Porto od początku sezonu prezentuje się znakomicie w defensywie. Brakowało jednak nieco jakości z przodu. Tę dodał zimowy transfer Oskara Pietuszewskiego.
Pietuszewski znów błyszczy. Ataki Polaka dały gole
Polak błyskawicznie stał się gwiazdą ofensywy i w drugiej części sezonu znacząco przyczynił się do tego, że Porto do 31. kolejki podchodziło w roli lidera tabeli. Rywalem w wyjazdowym meczu była 15. w tabeli Estrela. Na boisku od początku oglądaliśmy cały polski tercet.
Piłkarze Estreli szybko przekonali się o tym, dlaczego tak wiele w ostatnich miesiącach mówi się o Oskarze Pietuszewskim. To właśnie Polak "stworzył" bowiem pierwszego gola. Nasz reprezentant przedarł się w pole karne gospodarzy, minął dwóch rywali, ale trzeci nieprzepisowo go zatrzymał.
Sędzia nie miał wyboru. Musiał wskazać na rzut karny. Do piłki ustawionej na 11. metrze od bramki podszedł Denis Gul. Turek, który w ostatnich miesiącach miał problemy ze strzelaniem goli, w tej sytuacji się nie pomylił. Kopnął w lewą stronę, bramkarz pofrunął w prawą i Porto wyszło na prowadzenie.
Nie byłoby tego gola bez Pietuszewskiego. Podobnie można napisać o drugim trafieniu, choć w tym przypadku udział Polaka nie był aż tak bezpośredni. W 37. minucie nastolatek rajdem z piłką wyprowadził ją pod pole karne rywali. Zagrał na skrzydło do Costy. Ten bez zastanowienia dośrodkował w pole karne, a sytuację głową na gola zamienił Gul.
W drugą część meczu lepiej weszli gospodarze. To oni mieli więcej sytuacji. Dwie z nich powinny się skończyć golami. W obie zamieszany był Jakub Kiwior. W 75. minucie fenomenalną paradą popisał się Diogo Costa, ratując Porto przed stratą gola. Estrela dopięła swego w 79. minucie.
Doskonałe dośrodkowanie w pole karne gości wykorzystał strzałem głową Jovane. Jan Bednarek sygnalizował jakieś przewinienie w tej sytuacji, ale sędzia żadnego faulu się nie dopatrzył. Gospodarzom pozostało 10 minut na wyrównanie. Jeszcze przed końcowym gwizdkiem stało się jasne, że niezależnie od wszystkiego będzie to historyczny wieczór dla Pietuszewskiego.
Z boiska zszedł bowiem Jakub Kiwior, a to równało się z pozostaniem Pietuszewskiego na placu gry do końca meczu. Stało się to pierwszy raz w jego karierze od przybycia do Porto. Ostatecznie Oskar może jednak przede wszystkim świętować triumf swojego zespołu 2:1. "Smoki" mają 82 punkty, druga Benfica 75, a trzeci Sporting 71 i dwa mecze do rozegrania.











