Reklama

Reklama

Polskie fabryki piłkarskich talentów

Wiesław Wilczyński i jego Escola Varsovia płacą 125 tys. euro rocznie Barcelonie, by nabyć know-how w nowoczesnym szkoleniu piłkarzy. Czy Escola i czołowe krajowe akademie, jak te Lecha Poznań i Zagłębia Lubin będą w stanie ożywić kulejące w skali kraju szkolenie piłkarskiego narybku?

Po ostatnim Euro U-21 trener naszej młodzieżówki Czesław Michniewicz diagnozował dla Interii:

- Przede wszystkim trenerzy muszą być przygotowani do tego, aby uczyć chłopców rozwiązań. Gdy analizowaliśmy grę Ceballosa, spostrzegliśmy, jak on cały czas porusza głową, skanuje całe boisko. Dzięki temu, gdy dostaje piłkę, od razu wie, do kogo zagrać i robi to w ciągu sekundy. My kompletnie tego nie uczymy, takich detali. Gdy któryś z polskich trenerów powiedział o widzeniu peryferycznym, to śmiali się z niego: "O czym on w ogóle gada?!". Tymczasem mówił właśnie o tym, żeby widzieć więcej. My tego w ogóle nie uczymy. Później zawodnik, który otrzymuje piłkę stoi. Raz, że nie wie, kto obok niego stoi, bo głową nie rusza, a dwa - nie czyta tej gry - powiedział Michniewicz.

- Jeżdżę czasem na mecze syna czy inne spotkania młodzieżowe i słyszę wskazówki z boku, jakie dają trenerzy: "Jedziesz! Idziesz!". Tak my nie nauczymy grać w piłkę. Te podpowiedzi muszą być jednak inne, bo każdy wie, że trzeba "jechać" czy "iść" - dodawał.

Reklama

Szkolenie młodych zawodników w Polsce znacznie odbiega od standardów panujących w brylujących w tym krajach, takich jak Hiszpania, Holandia i Niemcy. Problem pojawia się przede wszystkim na etapie wyszukiwania talentów rozsianych po całym kraju. Większość szkółek piłkarskich funkcjonuje na zasadzie firm, których głównym celem jest zarobienie na marzeniach rodziców i ich dzieci, o pójściu w ślady Roberta Lewandowskiego czy Krzysztofa Piątka. Odstajemy pod względem prowadzenia treningów, umiejętności słownego premiowania i mobilizowania dzieci. Zagraniczne szkółki, na czele z holenderskimi i hiszpańskimi zwracają uwagę głównie na aspekty techniczne, które powinny wejść w nawyk, jeśli dziecko ma w przyszłości faktycznie stać się zawodowym piłkarzem. 

Podczas ostatniego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach o szkoleniu dzieci i młodzieży mówili przedstawiciele pięciu czołowych akademii piłkarskich: Escola Varsovia, Lecha Poznań, Zagłębia Lubin, Akademia BVB im. Łukasza Piszczka, a także bazująca w ośmiu polskich miastach Juventus Academy.

Każdy z przedstawicieli tych ośrodków doszedł do wniosku, że współczesne podejście do szkolenia młodych piłkarzy to nie tylko nauka gry na boisku. Piłka nożna musi iść w parze z nauką i dobrym wychowaniem.

Co zrobić, aby szkolenie nie sprowadzało się tylko do odciągania młodych od ekranów telefonów i komputerów, było lepiej zorganizowane? Zwłaszcza, że nie wszystkie akademie i szkółki oferują połączenie nauki z doskonaleniem gry w piłkę nożną. Do zawodowej piłki, z lukratywnymi zarobkami przebiją się przecież tylko nieliczni. Dlatego nowatorskie spojrzenie na wychowanie w duchu sportowym musi zakładać, że nie każdy z marzących o wielkiej karierze piłkarskiej w przyszłości zostanie drugim Lewandowskim. Jak jest w rzeczywistości?


Szkolenie na wzór FC Barcelony

Warszawska Escola działa na podstawie umowy podpisanej z Barceloną. Jak mówi Wiesław Wilczyński - właściciel szkoły i jej honorowy prezes, klub powstał w oparciu o nowelizację ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, zaś zgodnie z warunkami przyjętymi w umowie, Wilczyński zobowiązany jest rokrocznie uiszczać Barcelonie opłatę w wysokości 125 tysięcy euro.

- Uważam, że jest to korzystniejsze od wydawania publicznych pieniędzy i szukania koncepcji wraz z modelem organizacyjnym. Według mnie, nie stać naszego kraju na tego typu poszukiwania. Chciałem mieć szybszą ścieżkę. Barcelona nie otworzyła kolejnego podmiotu, ale dała mi metodologię. Mam na miejscu polskiego trenera, który dba o wdrożenie tej metodologii i szkoli polskich trenerów. Mam też prawo do znaku towarowego, z którego nie korzystam, ponieważ promuję swoje logo, tożsame z Warszawą i Polską - twierdzi założyciel szkoły.

Organizacja opiera się na 80 pracownikach. Do tego grona zalicza się 70 trenerów, specjalistów z zakresu motoryki, akademii bramkarskiej, specjaliści od techniki, psycholog sportu, fizjoterapeuci oraz lekarz. Całość działa w jedenastu miejscach w Warszawie, w oparciu o najnowocześniejsze standardy, zrzeszając około 1260 młodych piłkarek i piłkarzy. Ta praca nie idzie na marne, a najlepszym dowodem jest bramkarz Marcin Bułka, który z Escoli wypłynął do Chelsea, a teraz jest jedną nogą w PSG.

- Nie może być tak, że trener wyciąga z zawodnika tylko to, co najlepsze dla rozwoju jego kariery, ponieważ młody piłkarz zagubi się na późniejszym etapie kariery. Jeśli nie będzie rozwoju intelektualnego poprzez edukację, wielkie talenty upadną, bowiem nie będą wiedziały, jak pokierować swoim życiem. W Escoli mamy kodeks sportowca: okazywanie szacunku rodzicom, sędziom, przeciwnikom lub trenerom. To podstawa wychowania. Jeśli ktoś tego nie potrafi, nie może być sportowcem. Jeżeli ktoś się nie uczy, nie może być sportowcem. Wydalamy z naszej akademii piłkarzy, którzy nie osiągają satysfakcjonujących wyników w nauce - dodaje Wilczyński.

Piłkarska szkoła życia

Ku profesjonalnemu podejściu do sportu skłaniają się również założyciele akademii piłkarskiej Lecha Poznań. W tym przypadku inspiracje poszukiwane są w zagranicznych klubach, a proces szkolenia sportowego zazębia się z systemem oświatowym.

- Mamy dwa podstawowe systemy szkolenia - we Wronkach, gdzie zawodnicy są mieszkańcami internatu i uczęszczają do szkoły. Są to zawodowcy, będący reprezentantami kraju we wszystkich kategoriach wiekowych. Począwszy od pierwszego posiłku, który jest podawany pod nadzorem dietetyka, aż do godzin wieczornych, wszystko poświęcają piłce nożnej oraz nauce w szkole publicznej. Zagrożenie z przedmiotu skutkuje odsunięciem od treningów lub groźbą odsunięcia od nich. Nie zamykamy żadnej z dróg. Mogą oni zostać potem lekarzami, żołnierzami, prawnikami. To akademia oparta na profesjonalnym naborze i selekcji najlepszych - opisuje Karol Klimczak, prezes KKS Lech Poznań.

Poznański klub oferuje także szkolenie powszechne, które skierowane jest też dla dziewczynek. W tym przypadku chodzi przede wszystkim o zabawę. Istnieje również możliwość współpracy z nauczycielami WF-u, chcącymi korzystać z materiałów szkoleniowych.

Narodziny przyszłych reprezentantów Polski

W ubiegłym roku Polski Związek Piłki Nożnej zatwierdził Program Certyfikacji Szkółek Piłkarskich PZPN. Jego celem ma być objęcie profesjonalnym szkoleniem dzieci w najmłodszych kategoriach wiekowych, czyli od 6 do 13 lat. Związek chce tym samym ujednolicić system i zyskać pewność, że dzieci znajdują się pod okiem wykwalifikowanych trenerów. Wyróżnik klubów w programie stanowią gwiazdki. Brązowa przyznawana jest szkółkom spełniającym podstawowe wymagania. W tym przypadku trenerzy powinni posiadać kwalifikację Grassroots C, zaś dzieci mają szkolić się w grupach liczących do 20 osób na jednego trenera. Srebrna gwiazdka to z kolei grupy prowadzone przez trenerów przynajmniej z licencją UEFA B, liczące maksymalnie 14 osób. W tym przypadku mowa już o ciągłym szkoleniu. Najlepsze szkółki mogą zaś liczyć na złotą gwiazdkę, a w ich zamierzeniu jest szkolenie chłopców i dziewczynek w grupach maksymalnie 12 osobowych. Etap przyjmowania wniosków zakończył się w czerwcu. We wrześniu PZPN ma przyznać szkółkom określone certyfikaty.

W marcu 2019 roku premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że rząd przeznaczy w ciągu trzech lat 130 milionów złotych na dofinansowanie certyfikowanych szkółek PZPN. 

12 milionów złotych - tyle obecnie wydaje na szkolenie młodzieży inny polski klub. W Zagłębiu Lubin system opiera się na metodzie holenderskiej, a założeniem jest, że szkoleni są zawodnicy, którzy w przyszłości zasilą pierwszy skład drużyny. Pierwszym wychowankiem akademii od A do Z jest Filip Jagiełło.

- Akademia to rozwijająca się fabryka i ponad stu zatrudnionych trenerów. Pochłania ona ogrom czasu, począwszy od relacji z rodzicami, po kwestie bursy, w której mamy sto osób. Brakuje nam hali sportowej i to jest następny krok, aby akademia była kompletna. Nie otrzymujemy od samorządu ani złotówki, więc to też jest pewien problem. Chcemy, aby kadra była oparta na Polakach - zawodnikach z akademii - tłumaczy Mateusz Dróżdż, prezes Zagłębia Lubin.

Oprócz Escoli Varsovia, opartej na metodzie szkoleniowej FC Barcelony, na terenie Polski funkcjonują też akademie piłkarskie innych zagranicznych klubów.

Wychowanie na boisku

Na świadome budowanie relacji między zawodnikiem, rodzicem i trenerem stawia Juventus Academy. Szkółka funkcjonuje w ośmiu miastach w Polsce: Gdańsku, Bydgoszczy, Toruniu, Warszawie, Legnicy, Piekarach Śląskich, Rzeszowie i we Wrocławiu. W tym przypadku dzieci i młodzież otrzymują piłkarską kindersztubę po południu, gdyż uczęszczają do normalnych szkół podstawowych. Akademia przychodzi z pomocą w wychowaniu dla rodziców, a dzieci uczy szacunku do trenerów, przeciwników oraz dbania o sprzęt sportowy.

- Wielokrotnie autorytet rodzica nie jest tak wielki, jak autorytet trenera. Bardzo mocno pracujemy z dzieciakami, ale musimy tez edukować rodziców. Zjawisko tzw. "komitetu oszalałych rodziców" jest bardzo mocno identyfikowalne. Dzieci czerpią wzorce z trenerów, ale przede wszystkim od rodziców -  w jaki sposób rodzice ich wspierają, kibicują oraz odnoszą się do drużyny przeciwnej i decyzji sędziego na boisku - mówi założyciel Juventus Academy, Tomasz Sokoła.

To, że współczesne akademie piłkarskie działają przede wszystkim w oparciu o wychowanie w pełni świadomych, kulturalnych zawodników, którzy na równi ze szkoleniem sportowym poświęcają swój czas nauce, potwierdzają wszystkie z wypowiedzi przedstawicieli szkółek. Nacisk na wychowywanie kładzie też Akademia BVB im. Łukasza Piszczka. Nie jest ona akademią prowadzoną przez Borussię Dortmund, ale raczej szkółką, opartą o zasady tego klubu.

Według Michała Zioło - dyrektora szkółki, każde dziecko niezależnie od etapu, na którym się znajduje posiada talent, a tym co decyduje o tym, że ktoś się wybije jest pasja i to, co dorośli, czyli trenerzy i pedagodzy przekazują dzieciom i w jaki sposób starają się tą pasją zarazić.

- W Niemczech na poziomie drużyn, które są na najwyższym stopniu zaawansowania rozgrywkowym, czyli pierwszej, drugiej i trzeciej ligi, 2,57 procent wszystkich zawodników z topowych akademii trafia do klubów pięciu najlepszych lig w Europie. Zadano mi pytanie, co my jako Borussia Dortmund robimy z 98 procent ludźmi, którzy nie zostają piłkarzami. To pokazuje, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na nas za te dzieci, które nie trafią do piłki nożnej - zakończył Michał Zioło.

Aleksandra Bazułka

Reklama

Reklama

Reklama