Reklama

Reklama

Polski bramkarz Kamil Biecke zaginął w Anglii. Policja podejrzewa, że nie żyje

Od pół roku trwają poszukiwania zaginionego byłego bramkarza Lechii Gdańsk i Arki Gdynia. Angielska policja podejrzewa, że mógł zostać zamordowany.

- Byłego bramkarza, który popadł w ciężki nałóg hazardowy, mógł spotkać "brutalny koniec" - tak angielska BBC cytuje wypowiedzi policjantów hrabstwa Bedfordshire, dotyczące zaginionego Kamila Biecke.

Reklama

34-letni mężczyzna po raz ostatni widziany był w angielskim Luton 8 grudnia. Biecke wyemigrował do Wielkiej Brytanii w 2016 roku, a wcześniej był profesjonalnym bramkarzem. W 2007 roku zaliczył jeden występ w Ekstraklasie, w barwach Arki Gdynia. Był także zawodnikiem m.in. Lechii Gdańsk, Rodła Kwidzyń, Orkanu Rumia, a jego ostatnim klubem był Bałtyk Gdynia.

Zaginiony od 8 grudnia nie daje żadnego znaku życia. Od czasu jego zniknięcia śledczy nie zanotowali żadnej aktywności z jego telefonu, ani karty bankowej. Nie był w kontakcie z żadnym z przyjaciół, ani rodziną.

Policja uważa, że najprawdopodobniej został zamordowany. Piłkarz po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii miał znaleźć się w poważnych kłopotach. Był znany z regularnych wizyt u bukmacherów i w kasynach w okolicach Luton.

- Obawiamy się, że jego powiązania mogły spowodować, że wpadł w tarapaty. Możliwe, że chciał odrzucić ten styl życia, lub, co gorsza, spotkał się go brutalny koniec - powiedział angielskim mediom inspektor Mike Branston.

Mimo zakładania czarnego scenariusza policja zapewnia, że prowadzi poszukiwania. Apeluje też, by były bramkarz, o ile żyje, skontaktował się z władzami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje