Reklama

Reklama

Polka może przejść do historii, gigant za burtą

Występująca w Paris Saint-Germain Paulina Dudek jest w tej chwili jedną z najlepszych polskich piłkarek i czołową zawodniczką swojej drużyny, która właśnie awansowała do półfinału Ligi Mistrzyń, po wyeliminowaniu najlepszego zespołu ostatnich lat w Europie Olympique Lyon. I jeżeli wszystko pójdzie po jej myśli, może niebawem przejść do historii kobiecego futbolu w naszym kraju.

- Nie lubię określenia gwiazda. Skupiam się na tym co robię, co przynosi mi frajdę, w czym jestem dobra. I co jest też moją pracą. To określenie nadawane jest bardziej przez światek mediów. Ja bym siebie tak nie nazwała. Jestem raczej zawodniczką, która osiągnęła pewien poziom. Teraz chcę zrobić wszystko, żeby go utrzymać, żeby kolejne mecze były powtarzalne, a może nawet lepsze - mówi skromnie Paulina Dudek.

Nie da się jednak ukryć, że szczególnie ostatni sezon był w jej wykonaniu znakomity, co zostało zauważone i docenione, a zawodniczka PSG była nagradzana w kilku plebiscytach. - Pojawiły się te wyróżnienia, ale na dobrą sprawę, to było w poprzednim sezonie. To miłe rzeczy, ale dla mnie najważniejsze jest utrzymanie formy. Jest wiele zawodniczek i zawodników, którzy mogą jednorazowo wskoczyć na najwyższy poziom, ale największym osiągnięciem byłoby utrzymanie się na topie cały czas. Dla mnie to jest priorytetem. Choć oczywiście takie wyróżnienia cieszą, bo to podsumowanie mojej ciężkiej pracy - przyznaje Polka.

Reklama

Polka może przejść do historii

Teraz Paulina Dudek może zapisać się w historii kobiecej piłki w naszym kraju, jako pierwsza Polka, która wygrała Ligę Mistrzyń. Pięć ostatnich edycji to triumfy Olympique Lyon, który jednak teraz został wyeliminowany właśnie przez drużynę z Paryża. Czy to oznacza, że teraz to piłkarki PSG są faworytkami całych rozgrywek? - Nastroje w drużynie są stonowane. Wyeliminowanie wielokrotnych zwycięzców Ligi Mistrzyń to wielka rzecz, ale pamiętajmy o tym, że w półfinale nie ma drużyn z przypadku. Bayern, Chelsea czy FC Barcelona to wielkie zespoły. Ogromne wyzwanie przed nami. Zmęczenie ligą i poprzednim meczem z Olympique się nawarstwiają. Nie mamy dużo czasu, żeby się przygotować i wypocząć. Nie czujemy się faworytkami, patrząc na to, jak gra FC Barcelona, to myślę, że obiektywnie oceniając, szanse są pół na pół - uważa piłkarka PSG, która prywatnie jest fanką męskiego zespołu Dumy Katalonii.

Kibice w Paryżu znani są z żywiołowości i w kobiecym futbolu niewielu może im dorównać. Przez lata jedną z ikon PSG była Katarzyna Kiedrzynek, która jednak przeniosła się do VfL Wolfsburg. Czy zatem teraz jej miejsce w sercach fanów zajęła Dudek? - Na pewno nie! Ja i Kasia jesteśmy innymi osobowościami. Ona jest dużo bardziej otwarta, łatwiej nawiązuje kontaktu. Nie da się jej nie lubić i łatwiej nawiązała kontakt z kibicami. Na pewno coraz lepiej się znamy z kibicami, pojawia się coraz więcej wiadomości, ale wydaje mi się, że daleko mi do takiej relacji, jaką miała z fanami Kasia. No i do tego, żeby im zapaść w pamięć swoimi występami w PSG - skromnie przyznaje reprezentantka Polski, choć dodaje, że jej związki z klubem i Paryżem są coraz większe. - Jestem dużo bardziej przywiązana do tego klubu niż w pierwszym roku. To też kwestia minut rozegranych na boisku, przywiązania do koleżanek z zespołu, sztabu trenerskie. Myślę, że mogę powiedzieć, że ten klub się we mnie zakorzenił. I częściowo czuję się Paryżanką.

Sama w dość młodym wieku zdecydowała się na wyjazd za granicę, dzięki czemu bardzo rozwinęła się jako piłkarka. I teraz, bazując na swoim doświadczeniu, uważa, że to dobra droga. - Przynajmniej na teraz to najlepsze rozwiązanie. Mam poczucie, że dziewczyny, które grają w polskich klubach, są to zawodniczki, które już kilka-kilkanaście lat występują w rodzimej lidze i są przesiąknięte tym, co się u nas dzieje. To powoduje, że pojawia się stagnacja, brak motywacji, dodatkowego bodźca, który by spowodował chęć sięgania do granic swojej wytrzymałości. Wydaje mi się, że taki wyjazd może pomóc im odnaleźć siebie na nowo i stać się lepszą piłkarką. Tak samo jeśli chodzi o młode zawodniczki, które już pokazują się w Ekstralidze, mają strzelonych kilkanaście bramek. Co więcej mogą w tej lidze osiągnąć? Decyzja o zmianie klubu na zagraniczny to duży krok do przodu. Wiąże się to z większą intensywnością, dodatkową motywacją, no i zmianą mentalności, bo cały czas trzeba walczyć o dodatkowe minuty na boisku. A to wpływa na ciągły rozwój - uważa Paulina Dudek.

Co zatem może doradzić piłkarkom, które chciałyby podjąć decyzję o wyjeździe? - Muszą być przekonane, że chcą być lepsze. Jeśli są świadome, że chcą związać przyszłość z piłką nożną, to przy odrobinie cierpliwości, determinacji, przyjdzie moment, że zaczną zauważać efekty. To nie przychodzi od razu. Aklimatyzacja czasem, tak jak to było w moim przypadku, może potrwać kilka miesięcy. Ciężko wtedy skupić się na tym, co dzieje się na boisku. Z wyjazdem wiążą się oczywiście zmiana otoczenia, nowi ludzie, język czasem ciężko to w pierwszym momencie ogarnąć. Ważne jest wsparcie rodziny. Natomiast zawodniczka musi być zdecydowana i walczyć o swoje. Jestem pewna, że mamy w kraju mnóstwo piłkarek, które stać na taką decyzję i mam nadzieję, że coraz więcej z nich będzie się na to decydować. Bo to wpłynie na rozwój całej naszej piłki - mówi z przekonaniem zawodniczka PSG.

Ostatnio z ust Zbigniewa Bońka i tymczasowej selekcjoner Niny Patalon pojawiły się zarzuty, że część zawodniczek w naszej Ekstralidze musi poprawić motorykę i siłę, fizyczną, bo w tych aspektach są wciąż spore zaniedbania. Zdaniem Pauliny Dudek problem nie leży tylko w samych zawodniczkach i ich nieprofesjonalnym podejściu, ale również w organizacji pracy w poszczególnych klubach. - Wydaje mi się, że nie chodzi o profesjonalizm. Niewiele zawodniczek stać, by samej sobie opłacać trenera od przygotowania motorycznego, na własną rękę się przygotowywać. Wszystko zależy od organizacji klubu. Nie można mieć pretensji tylko do zawodniczek. Uważam, że jedynym wyjściem jest zmiana zespołu na lepszy, taki, gdzie organizacja jest na wyższym poziomie i o tę zawodniczkę pod każdym kątem będzie miał kto zadbać. Zresztą nawet sam fakt trenowania z lepszymi zawodniczkami powoduje, że te walory fizyczne idą w górę - zauważa Dudek.

Reprezentacja czeka na sukcesy

Piłkarka PSG jest jedną z liderek kadry, którą czekają niebawem kolejne eliminacje, tym razem do mistrzostw świata. Biało-Czerwone przystąpią do nich już pod wodzą nowego selekcjonera, bo Miłosz Stępiński rozstał się z kadrą po ostatnich eliminacjach do mistrzostw Europy, w których Polkom nie udało się awansować. Czy ta zmiana była potrzebna? - Myślę, że tak w kobiecej, jak w męskiej piłce, pracę trenera ocenia się na podstawie eliminacji, w których prowadził drużynę. Współpraca z Miłoszem Stępińskim trwała pięć lat. Mamy za sobą zarówno eliminacje do MŚ jak i do ME. Zawaliłyśmy mecze z Czeszkami, ale były też momenty, w których ta reprezentacja grała dobrze i można było o niej powiedzieć wiele pozytywnych słów. Przyszedł taki czas, w którym trener nam oznajmił, że oddaje się do dyspozycji zarządu, żeby ten ocenił jego pracę. I tak się stało - mówi Dudek, która nie chce wskazywać, kto powinien być następcą Stępińskiego. W towarzyskim starciu ze Szwedkami Polki prowadziła tymczasowa selekcjoner Nina Patalon, która jest jedną z faworytek do tego stanowiska. - Z trener Niną dobrze się znamy. Nasza kadra jest dość młoda, a ona pracowała wcześniej z młodzieżowymi reprezentacjami. Sporo z nas zna też z boiska, kiedy jeszcze występowałyśmy w Ekstralidze. Bardzo ją szanuję, bo jest jedną z nielicznych kobiet z najwyższymi uprawnieniami trenerskimi i robi bardzo dużo dla kobiecego futbolu. Mam nadzieję, że już niedługo dowiemy się, kto zostanie nowym selekcjonerem, bo to dla nas istotne, jeśli chodzi o sferę psychologiczną. Dobrze jest wiedzieć, na czym stoimy, jak będziemy się przygotowywać, jak to będzie wyglądało w przyszłości.

Powszechnie uważa się, że obecna reprezentacja to najlepsze pokolenie piłkarek w naszej historii. Czego jednak brakowało i wciąż brakuje, abyśmy awansowali do wielkiej imprezy? - Chcę wierzyć w to, że nie brakuje nam niczego. Potrzebne są mecze, które nas zweryfikują, wskażą rzeczy, nad którymi musimy pracować. A czego brakowało dotychczas? Na pewno charakteru. Dwumecz z Czeszkami to było coś do przeskoczenia. Pojawiły się błędy indywidualne, ale zabrakło też skuteczności. Nie grałyśmy tego, co chciałyśmy, ale i tak miałyśmy swoje szanse. Mam nadzieję, że do kolejnej imprezy będziemy optymalnie przygotowane i w końcu zbudujemy solidny zespół, który będzie miał swój charakter i pomysł na siebie. Liczę, że ta reprezentacja jeszcze zaskoczy - przekonuje jedna z liderek Biało-Czerwonych.

Odpowiednia mentalność wśród piłkarek jest problemem, na który zwraca uwagę wielu ekspertów zajmujących się kobiecym futbolem. Niewykluczone zatem, że współpraca kadry z psychologiem sportowym byłaby dla reprezentacji czymś odpowiednim. - Uważam, że generalne psycholog sportowy to niezbędna rzecz. Nie ukrywam, że sama korzystałam z usług specjalistów, żeby "oczyścić" głowę. Najczęściej po nieudanych spotkaniach, bo wiadomo, różnie w takich sytuacjach bywa. Chodzi przede wszystkim o to, żeby czuć wsparcie, żeby ktoś przypomniał nam, co dobrego w sobie mamy. Każda zawodniczka musi też sama uświadomić sobie pewne rzeczy, mieć poczucie własnej wartości. A to, jak wiadomo, związane jest też ze świadomością, że jesteśmy dobrze przygotowane. Jeśli zawodniczka wie, że jest gotowa do meczu, silna fizycznie, ma wsparcie zespołu, to nie będzie mowy o braku pewności na murawie. Tyle, że za tym muszą pójść czyny, jak przenosiny do mocniejszego klubu czy praca nad sobą - uważa Paulina Dudek.

Od ponad roku piłka nożna, jak i każda inna dyscyplina sportu, musi radzić sobie w warunkach pandemicznych. Sportowcy muszą funkcjonować w nowych, zupełnie innych niż wcześniej warunkach, ale jak mówi Paulina Dudek, trzeba się było do tego przyzwyczaić. - Trwa to już ponad rok i na dobrą sprawę od lipca do dziś moje życie wygląda tak, że jestem skoncentrowana tylko na piłce. Trening dom, trening dom. Przez cały rok nie zdarzyło mi się wyjść do centrum, pozwiedzać, bo nie chciałam ryzykować. Nie pozwalały też na to obostrzenia we Francji i podejmowanie ryzyka byłoby głupotą - uważa Polka, która jednak nie zamierza narzekać. - Na pewno brakuje mi wyjścia do ludzi, ale nie mam na co narzekać. Jestem zdrowa, na szczęście w mojej rodzinie nie pojawiły się żadne skrajne przypadki i to jest najważniejsze. Jest wiele osób, które tyle szczęście nie miały, tak że nie mogę narzekać na swoje życie.

Jakub Kędzior

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje