Reklama

Reklama

Po porażce Groclinu

Czwartkowa polska prasa nie zostawia suchej nitki na piłkarzach i sztabie szkoleniowym Groclinu po środowej klęsce ekipy z Grodziska z Bordeaux 1:4 w rewanżowym spotkaniu III rundy Pucharu UEFA.

Wszystkie tytuły, nie tylko zresztą sportowe, poświęcają wiele miejsca temu, co zdarzyło się w środowy wieczór na murawie obiektu we Francji.

"Francuska lekcja" - tak tytułuje swoją relację z Bordeaux "Rzeczpospolita", która przyczyn porażki upatruje także w kwestiach pozapiłkarskich. "Być może bezradność Polaków brała się nie tylko z faktu, że są przed sezonem, ale że kreowani na gwiazdy gracze myślą więcej o wyjeździe na Zachód niż o zwycięstwach" - pisze Stefan Szczepłek w korespondencji z Francji.

"Kac" wielkimi literami na pierwszej stronie głosi "Przegląd Sportowy", opis meczu opatrując tytułem: "Znokautowani".

Reklama

"Chcieliśmy wierzyć - teraz można już powiedzieć, iż tylko łudziliśmy się, że w małym Grodzisku powstaje drużyna godna wielkich stadionów. Dziś widać wyraźnie, że zbyt wielkie oczekiwania wrzucono na barki piłkarzom" - pisze w komentarzu dziennikarz "PS" Dariusz Tuzimek.

Pozytywnych aspektów stara się doszukać "Sport". "Jak na debiut w europejskich pucharach, Groclin wiele dobrego uczynił dla polskiej piłki, jednakże pięć bramek zaaplikowanych nam przez Bordeaux schłodziło mocno rozpalone głowy optymistów - czytamy w katowickim dzienniku.

"Co innego obiecywać walkę, a co innego ją podjąć" - pisze natomiast "Życie Warszawy" w relacji ze spotkania zatytułowanej "Koniec złudzeń". Wg warszawskiego dziennika ryzykownym posunięciem było wystawienie Sebastiana Mili w formacji defensywnej. "Radolsky szybko pożałował swojej decyzji" - czytamy w "Życiu Warszawy".

Ostro karci graczy Groclinu w "Gazecie Wyborczej" Rafał Stec. "Gdyby ich anemiczne, prymitywne akcje oglądali piłkarze Manchesteru City i Herthy, zapadliby się pod ziemię ze wstydu, że jesienią dali się pokonać" - pisze w komentarzu Stec.

Bezkompromisowo traktuje też występ ekipy z Grodziska Wielkopolskiego "Życie". "Niezły numer - całą zimę czekać na taki łomot! Groclin poległ na francuskiej ziemi bez stylu. Miało być pięknie, a pozostał tylko niesmak. W tym sezonie europejskie puchary w wydaniu polskim już zakończone" - czytamy w tekście o wydarzeniach w Bordeaux zatytułowanym "Kurtyna runęła"

Na łamach "Faktu" Mateusz Borek w swojej korespondencji z Francji stara się bronić Dusana Radolsky'ego. "Groclin przegrał przede wszystkim pod względem fizycznym. A gdy brakuje sił, żadna taktyka nie jest dobra. Zatem rozliczanie trenera pod tym względem nie ma sensu" - komentuje dwumecz z Bordeaux Borek.

W "Super Expressie" również bez ogródek. "Aktorzy z prowincji" - to tytuł dziennika, który zwraca uwagę na duży dystans dzielący Groclin od europejskiej czołówki. "Po pierwszym meczu trzeba się było liczyć z tym, że grodziszczanie mogą odpaść, ale nikt nie spodziewał się tak kompromitującego stylu" - możemy przeczytać na łamach "Super Expressu"

Na błąd Dusana Radolsky'ego, jakim było cofnięcie Sebastiana Mili do obrony, zwraca szczególną uwagę "Głos Wielkopolski". "Niestety, jak się okazało nie było to dobre pociągnięcie. O ile Mila z ochotą i umiejętnie inicjował akcje zaczepne, to w destrukcji zupełnie sobie nie radził" - pisze poznański dziennik.

Krakowski "Dziennik Polski" uważa, iż "porażka Groclinu była zbyt wysoka, biorąc pod uwagę przebieg gry, ale to mało istotny wątek. Gazeta spod Wawelu opatruje relację z meczu tytułem "Ponury koniec".

Za tydzień rusza liga i rozgrywki Pucharu UEFA pójdą w zapomnienie. Groclin na pewno będzie się liczył w walce o tytuł, a piłkarze - po lekcji jaką otrzymali od Bordeaux - nabiorą nieco pokory.

Dobre występy w lidze są zresztą w interesie samych zawodników. Bo jeśli Sebastian Mila czy Grzegorz Rasiak poważnie myślą o grze w Anglii czy we Włoszech, to nie wystarczą im tylko reklamujący ich na prawo i lewo menedżerowie. W przypadku słabej formy na boiskach ekstraklasy po prostu nikt ich nie weźmie, no chyba że za darmo.

- Groclin został skarcony za pychę swojego prezesa i samych zawodników. Być może prezes Drzymała jest dobrym biznesmenem, ale na piłce się nie zna - powiedział znany z kontrowersyjnych wypowiedzi Jan Tomaszewski. Trudno jednak zgodzić się popularnym "Tomkiem" i winić za porażkę właścicielu klubu, bo zrobił co mógł, by wzmocnić zespół po odejściu Andrzeja Niedzielana, którego nie sposób było zatrzymać.

W następnym sezonie znów zobaczymy (jeśli nie wydarzy się coś wyjątkowego) piłkarzy z Grodziska w europejskich pucharach. Będą bogatsi o doświadczenia z meczów z trzema silnymi klubami, a co ważniejsze bardziej odporni na przedwczesne wpadanie w samouwielbienie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje