Reklama

Reklama

​PKO Ekstraklasa. Lechia Gdańsk - Piast Gliwice. Waldemar Fornalik: Zostawiamy w Gdańsku dwa punkty

- Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że zostawiamy w Gdańsku dwa punkty. Gdybyśmy podwyższyli wynik na 3-0, to nie byłoby takich okoliczności w końcówce - stwierdził Waldemar Fornalik po sobotnim pojedynku w Gdańsku. Jego Piast w ostatnich minutach roztrwonił dwubramkową przewagę i skończyło się na wyniku 2-2.

Reklama

Piast Gliwice prowadził w Gdańsku 2-0, jednak w ostatnich minutach gospodarze doprowadzili do wyrównania. Kompletnie niepocieszony takim obrotem spraw był trener Waldemar Fornalik. - Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że zostawiamy w Gdańsku dwa punkty. Gdybyśmy podwyższyli wynik na 3-0, to nie byłoby takich okoliczności w końcówce. Jeszcze rzut karny. Tutaj upatruję tego, że nie zabieramy kompletu punktów po naprawdę dobrym meczu. Zdarzają się takie rzeczy w piłce, na pewno remis remisowi nie jest równy. Nie jesteśmy zadowoleni z tego wyniku, ale przed nami jeszcze pięć spotkań - skomentował.

Reklama

Kontaktowego gola dla Lechii w 87. minucie meczu strzelił Łukasz Zwoliński. Później - w 92. minucie - rzut karny zmarnował Tomasz Jodłowiec, a na sam koniec rezultat z jedenastu metrów ustalił Flavio Paixao. Czy szkoleniowiec gliwiczan pamięta spotkanie, w którym jego podopieczni zaprzepaścili szansę na trzy "oczka" w ostatnich trzech minutach? - Z doliczonym czasem uzbierało się prawie 10 minut. Kiedyś zdarzyło mi się przegrać taki mecz. Roztrwonienie przewagi można wytłumaczyć tym, że nie podwyższyliśmy na 3-0. Wtedy nawet dwie stracone bramki niewiele by zmieniły - dodał. 

- Gra błędów. Popełniliśmy katastrofalne dwa błędy, które zakończyły się utratą bramek. Ja mimo wszystko wziąłbym Bartka Kopacza i Dusana Kuciaka w obronę, bo dużo dla nas znaczą. Wiele razy mocno nam pomagali, zresztą Dusan poza tym błędem zagrał świetny mecz. Cieszę się, że pokazaliśmy charakter, bo przy wyniku 0-2 próbowaliśmy coś zrobić. Po utracie pierwszej dążyliśmy do zdobycia gola, stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Drugą straciliśmy szybko w drugiej połowie i trochę podcięła nam skrzydła. Zareagowaliśmy. Wpuściłem na boisko młodzieżowców, Kałuziński i Żukowski dali impuls. Ogromne znaczenie miało to, że się nie poddaliśmy oraz walczyliśmy do końca. To dla mnie budujące - powiedział Piotr Stokowiec.

Bardziej zadowoleni z podziału punktów są miejscowi. W końcu to oni musieli odrobić stratę. - Szczęśliwy remis, ale na szczęście mocno zapracowaliśmy. Dążyliśmy do strzalania bramek, w końcówce to się ziściło. Może to była taka nagroda. Piast jest drużyną, która nie traci dużo bramek. Przeciwko temu zespołowi nie stwarza się za dużo okazji, bo bardzo dobrze grają w obronie. Posiadanie piłki było na naszą korzyść. Mentalnie ma to duże znaczenie i nie zamyka sprawy, jeśli chodzi o walkę o czołowe lokaty. Wszystko otwarte, z czego się cieszę - przyznał trener Lechii.

Niespodziewanie w kadrze gdańszczan zabrakło Tomasza Makowskiego, Kristersa Tobersa i Kenny'ego Saiefa. Powodem był rotawirus. - Potwierdziło się, że w piłce nożnej są najbardziej emocjonujące mecze na naszej planecie. Spotkanie źle się ułożyło dla nas jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, gdzie wypadło nam trzech zawodników, którzy byli przewidziani do gry. To mocno ograniczyło pole manewru, do tego jeszcze absencja Michała Nalepy - zaznaczył Stokowiec. 

Lechia Gdańsk i Piast Gliwice w tabeli PKO Ekstraklasy mają na swoich kontach po 38 punktów. Finisz na trzecim miejscu dla tych ekip jest możliwy - Raków po zwycięstwie nad Lechem Poznań (3-1) odskoczył jednak już na pięć "oczek". Drużyna spod Jasnej Góry ma jeszcze mecz zaległy do rozegrania.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje