Reklama

Reklama

​Piłka nożna. Leon Legge, czyli przykład wojownika. Sam walczy z epilepsją i inspiruje innych

14 lutego to dzień poświęcony nie tylko wszystkim zakochanym, ale i chorym na padaczkę. Z epilepsją nie ma żartów, choć można z nią normalnie żyć. Za przykład może tu posłużyć angielski piłkarz Leon Legge, który mimo choroby nie zrezygnował z wielkiej miłości swojego życia, jaką jest futbol.

W średniowieczu padaczkę traktowano jako oznakę opętania przez siły nieczyste. Te przesądy są już na szczęście reliktem przeszłości, a wspomniana choroba niestety dla wielu staje się przykrą codziennością.

Reklama

Światowa Organizacja Zdrowia donosi, że na całym świecie z epilepsją zmaga się 50 milionów osób. W Polsce na choruje na nią około 300 tysięcy ludzi.

Padaczka to choroba neurologiczna. Objawami jej napadów nie zawsze są drgawki. Zaliczamy do nich między innymi także: utratę świadomości, nieruchome spojrzenie oraz omamy węchowo-słuchowe. Epilepsja potrafi skutecznie utrudnić i uprzykrzyć życie. Jej przebieg może być różnoraki. Nie zawsze jest jednak wyrokiem, oznaczającym koniec normalnego funkcjonowania. Przekonuje o tym angielski piłkarz - Leon Legge.

Pierwszy atak

Pierwszego ataku doznał w wieku 16 lat podczas gierki treningowej amatorskiej drużyny Little Common FC. Gdy chciał zagrać piłkę głową, poczuł się oszołomiony. Nagle wszystko ciemniało i oddalało się...

Po odzyskaniu świadomości zobaczył tłoczących się wokół niego kolegów z drużyny i trenera oraz ratowników medycznych. Następnie trafił do szpitala.

Początkowo nie potrafił przyjąć myśli, że jest chory na padaczkę. Potem pojawiały się jednak kolejne ataki. Jeden z nich nadszedł, gdy Legge pod nieobecność mamy grał na komputerze. Rozrywkę przerwało mu pukanie do drzwi - wstał, by je otworzyć. W połowie korytarza zaczął odczuwać problemy ze wzrokiem. Kiedy odprawił gościa, upadł na posadzkę.

- Gdy do domu weszła moja mama, znalazła mnie leżącego na korytarzu. To musiał być dla niej szok! Krew wypływała z moich ust w miejscu, w którym ugryzłem wewnętrzną część policzka i język - przytacza tamte zdarzenia 35-latek na swoim blogu.

Inspiracja dla innych

No właśnie - blog. Legge nie wstydzi się swojej choroby. Jest ambasadorem fundacji Young Epilepsy, a także prowadzi bloga, w którym opisuje swoje doświadczenia z walki z chorobą.

Jak przyznaje, chce pokazać młodym ludziom, że podczas zmagań z epilepsją nie są sami. Próbuje też zachęcić ich do uprawniania sportu i przekonać do tego pomysłu ich rodziców, którzy w obawie o swoje pociechy niejednokrotnie chcą je odwieść od nadmiernej aktywności fizycznej.

Legge mimo padaczki jest aktywnym, profesjonalnym piłkarzem. Nigdy nie zagrał wprawdzie w Premier League ani na jej zapleczu, ale w trzeciej i czwartej lidze angielskiej rozegrał już niemal 400 spotkań. Obecnie broni barw drużyny Port Vale FC. W tym sezonie wybiegł na boisko 23 razy i - mimo że jest środkowym obrońcą - strzelił trzy gole.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

"Niemożliwe nie istnieje" - chciałoby się powiedzieć. To zdanie wyciągnięte rodem z repertuaru mówców motywacyjnych, którzy mówią, jak pokonywać swoje bariery. Legge nie tylko o tym pisze, ale i pokazuje to na własnym przykładzie, a dawka inspiracji, którą przekazuje, może być bezcenna dla wielu młodych i tych nieco starszych osób.

TB

Dowiedz się więcej na temat: piłka nożna | Leon Legge | epilepsja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje