Reklama

Reklama

Piłka nożna. Co wspólnego mają święci z futbolem?

​"Piłka nożna to coś więcej niż sport, to religia" - ten frazes krąży w futbolowym światku już od wielu lat, wynosząc wręcz zawodników do rangi świętych. W tym wyjątkowym dla Kościoła Katolickiego czasie odłóżmy jednak na bok te dywagacje i zastanówmy się, czy piłka nożna ma coś wspólnego z prawdziwymi chrześcijańskimi świętymi, którzy obchodzą na początku listopada swoje wspomnienie.

Piłkarze mogą być nie tylko świetni, ale i święci, a już na pewno na świętych mogą się wzorować. Wielu z nich otwarcie deklaruje swoją wiarę, część modli się także przy wejściu na murawę, a doskonałym przykładem jest tu chociażby Keylor Navas, bramkarz PSG i reprezentacji Kostaryki. Ciekawe ilu z nich wie, że od jakiegoś czasu mają kogo prosić o wstawiennictwo przed bożym tronem...

Przyjęło się w Kościele, że każda profesja powinna mieć swojego patrona. I tak orędownikiem kierowców jest św. Krzysztof, aktorów - św. Maria Egipcjanka, a polityków - św. Tomasz More. Piłkarze przez długi czas byli "osieroceni", o duchowe wsparcie mogli prosić jedynie św. Huberta - patrona sportowców. W 2010 roku sytuacja ta uległa jednak zmianie.

Reklama

Wtedy patronem piłkarzy został ogłoszony św. Alojzy Scrosoppi - żyjący w XIX wieku duchowny, założyciel Zgromadzenia Sióstr Opatrzności (jest także patronem chorych na AIDS). Jak to się stało, że to właśnie on został niebiańskim opiekunem zawodników?

Jak czytamy na katolickim portalu Aleteia, poszukiwania orędownika dla piłkarzy rozpoczął austriacki biznesmen Manfred Pesek. Konsultując się z pracownikami naukowymi uniwersytetów, stworzył pokaźną listę świętych, którzy mogliby czuwać nad piłkarzami. Po dogłębnej analizie ich żywotów wybór padł właśnie na św. Alojzego, który odznaczał się cnotami miłości i cierpliwości, umiłowaniem najmłodszych, pogodą ducha, a za życia gorliwie wspierał ubogich (sam pochodził z zamożnej rodziny).

Po załatwieniu wszelkich formalności w Watykanie, św. Alojzy został 22 sierpnia 2010 roku oficjalnie ogłoszony patronem piłkarzy. Po tym wydarzeniu figurka świętego z piłką w ręce, ruszyła w podróż po Europie, nawiedzając różne parafie.

Skoro mowa o osobach wyniesionych na ołtarze, nie sposób nie wspomnieć o angielskiej drużynie Southampton, w której występuje Jan Bednarek, nazywanej potocznie "Świętymi". Przydomek ten jest związany z założeniem klubu, który został początkowo zarejestrowany pod nazwą St. Mary’s Church (tłum. Kościół Świętej Maryi) i zrzeszał parafian z miejscowej świątyni. Dziś fakt ten upamiętnia nazwa obiektu, na którym mecze domowe rozgrywa drużyna prowadzona przez trenera Ralpha Hasenhüttla - St Mary’s Stadium, a do zwyczajowej nazwy klubu nawiązuje także aureola, widniejąca w jego herbie.

Święci patronują nie tylko stadionowi ekipy z Southampton. SSC Napoli Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika rozgrywa swoje mecze na Stadio San Paolo (Stadionie Świętego Pawła), francuskie Metz występuje na Stade Saint Symphorien (Stadionie Świętego Symorfiana), a boisko Newcastle to St. James’s Park (Stadion Świętego Jakuba). Takich przykładów można oczywiście znaleźć znacznie więcej.

Jednym z największych krzewicieli futbolu wśród świętych jest niewątpliwie nasz rodak Karol Wojtyła - św. Jan Paweł II. Od najmłodszych lat uwielbiał grać w piłkę, a najlepiej czuł się pod własną bramką. Swoje umiejętności rozwijał w Wadowicach. Obecnie jest patronem tamtejszego klubu PUKS Karol Wadowice, a jego wizerunek widnieje nawet w logo drużyny. Najczęściej grywał na pozycji obrońcy (dzięki czemu zapracował sobie na pseudonim "Martyna", nawiązujący do jednego z najlepszych polskich obrońców tamtych czasów Henryka Martyny), a także na bramce.

Nikt nie wie, jak potoczyłyby się losy Wojtyły, a także całego świata, gdyby ten zdecydował się wybrać karierę sportową. W 2010 roku Jan Paweł II znalazł się na szczycie przygotowanej przez portal goal.com listy sławnych osób, które mogły zostać wielkimi piłkarzami. Figurowali na niej także między innymi: piosenkarz Julio Iglesias, pisarz Albert Camus oraz muzyk Rod Stewart.

Ukochanym klubem Jana Pawła II była Cracovia. Nasz wielki rodak przejmował się losem "Pasów" nawet w trakcie swojego pontyfikatu. Krakowscy piłkarze odwiedzili go zresztą podczas prywatnej audiencji, przynosząc w prezencie meczową koszulkę z numerem jeden oraz imieniem i nazwiskiem papieża. Po jego śmierci, w 2005 roku, "jedynka" została zastrzeżona przez włodarzy klubu, odtąd bluzy z tym numerem nie założy już nigdy żaden bramkarz.

Jan Paweł II gościł jednak u siebie także inne drużyny, między innymi naszpikowany gwiazdami Real Madryt oraz wielkiego rywala Cracovii - Wisłę. W 2000 roku z papieżem spotkali się piłkarze, trenerzy i działacze "Białej Gwiazdy". Także oni podarowali swojemu rodakowi spersonalizowany meczowy trykot, ornat, piłkę z autografami, proporczyk i klubową odznakę.

Trzy lata później, przy okazji meczu z rzymskim Lazio, w Watykanie pojawili się także fani Wisły Kraków, którzy po przywitaniu odśpiewali fragment hymnu "Białej Gwiazdy", a następnie krzyczeli głośno: "Kochamy ciebie!".

"Pozdrawiam zwłaszcza pielgrzymów Wisły. Zawsze myślałem, że Wisła płynie przez Kraków do Gdańska i do Bałtyku. Dziś się okazało, że Wisła płynie do Rzymu" - usłyszeli potem w odpowiedzi u ust papieża.

Karol Wojtyła wywoływał wielkie emocje w sercach kibiców także po śmierci. Msza Pojednania, zorganizowana na stadionie Cracovii dwa dni po jego odejściu do domu Ojca, zjednoczyła razem kibiców zwaśnionych klubów: Wisły, "Pasów" i Hutnika, a także wielu innych drużyn, którzy razem oddali hołd wielkiemu Polakowi.

Zgoda i porozumienie niestety nie trwały długo, lecz, mimo to, tamte pamiętne wydarzenia to najlepszy dowód na to, że święci potrafią mieć realny wpływ na świat futbolu, o czym  warto pamiętać w tym wyjątkowym czasie.

Tomasz Brożek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje