Reklama

Reklama

Piłka nożna. Arabska wojna futbolowa

Piłka nożna i sport stają się polem walki dla dwóch arabskich krajów Kataru i Arabii Saudyjskiej. Na razie wygrywa Katar - właściciel Paris Saint-Germain, organizator największych imprez sportowych na świecie, w tym piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku. Saudyjczycy przystąpili do kontrataku. Właśnie próbują przejąć Newcastle i Olympique Marsylia.

To nie jest wojna, w której używa się armat, rakiet, samolotów bądź czołgów. Jako broń w niej służą prawa do organizacji wielkich imprez sportowych, własność klubów piłkarskich i występujących w nich największych gwiazd, ale także rynek praw telewizyjnych.

Reklama

Przykład z ostatnich dni. Saudyjski Urząd Antymonopolowy cofnął licencję dla należącej do Katarczyków, sportowej stacji telewizyjnej beIN Sports. Wlepił jej jeszcze grzywnę w wysokości 2,3 mln euro za "nadużywanie dominującej pozycji na lokalnym rynku".

Już od 2017 roku beIN Sports nie mogło nadawać programów na terytorium Arabii Saudyjskiej, co nie znaczy, że Saudyjczycy nie mogli oglądać bogatej oferty stacji. W Arabii Saudyjskiej działała w zamian piracka stacja beoutQ, sponsorowana - zdaniem Katarczyków  - przez miejscowy rząd. BeoutQ nadawał nielegalnie sygnał stacji beIN Sports. Katarczycy wycenili straty z tego powodu na ponad 1 miliard euro.

Sprawą zajęła się Światowa Organizacja Handlu, ale także FIFA i szefowie największych lig europejskich - Premier League, Bundesligi, Ligue 1, Serie A i La Liga oraz właściciele praw do transmisji wyścigów Formuły 1 czy tenisowych Wielkich Szlemów. Okazało się, że działalność pirackiego serwisu umożliwiał satelita Arabsat należący do Arabii Saudyjskiej. Mimo udowodnienia winy i ponagleń ze strony głównie piłkarskich organizacji beoutQ nadal kradnie sygnał. Katarczycy czują się bezradni.

Dowiedz się więcej na temat: Katar | Arabia Saudyjska | Paris Saint-Germain | Newcastle United

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje