Pietuszewski na ratunek Porto. Koszmarne sceny, sensacja stała się faktem
W lidze portugalskiej od nie ma już niepokonanych drużyn. Ogromną niespodzianką zakończyła się dzisiejsza potyczka Casa Pia AC z FC Porto. Faworyzowane "Smoki" przegrały na terenie rywala walczącego o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kibice najbardziej zapamiętają jednak sceny dziejące się w drugiej połowie. Tuż po wejściu Oskara Pietuszewskiego William Gomes brutalnie sfaulował rywala. Pojawiła się krew, kara może być dotkliwa i najpewniej nie skończy się na jednomeczowym zawieszeniu.

Dzisiejsze spotkanie od samego początku odbywało się w smutnej atmosferze. Wszystko za sprawą wydarzeń dziejących się obecnie na Półwyspie Iberyjskim. Portugalię nawiedził orkan Kristin, który pochłonął już kilka ofiar. Liczba rannych jest natomiast liczona w setkach. "W związku z intensywnymi opadami deszczu w wielu miejscach kraju doszło do wystąpienia rzek z brzegów. Powodzie występują m.in. w dystryktach Leiria, Coimbra, Lizbona, Santarem i Castelo Branco" - informowała między innymi Polska Agencja Prasowa.
Wracając do tematów czysto sportowych, w wyjściowym składzie spośród naszych rodaków znalazł się tylko Jan Bednarek. Dobiegła tym samym końca seria Jakuba Kiwiora. Defensor w sezonie 2025/26 zawsze biegał za futbolówką od pierwszej minuty, aż seria w poniedziałek przeszła do historii. Jego koledzy natomiast błyskawicznie ruszyli do przodu. Ale dość niespodziewanie to Casa Pia jako napoczęła rywali i to jeszcze przed upływem kwadransa gry. Jeremy Livolant dośrodkował z lewej strony boiska. Piłka o centymetry minęła główkującego Cassiano, za to dotarła do Larrazabala, który pokonał golkipera.
Faworyci bliscy doprowadzenia do remisu byli w 35. minucie. Borja Sainz wpakował nawet futbolówkę do siatki, lecz nawet nie zdołał się ucieszyć, a sędzia liniowy już podniósł chorągiewkę. Prawidłowo zdobytego gola przed zmianą stron i tak jednak ujrzeliśmy. Sensacyjnie to skazywani na pożarcie gospodarze ponownie mieli swój moment chwały. Bohater? Znów Gaizka Larrazabal. Tym razem po jego wrzutce z rzutu wolnego piłkę do własnej bramki skierował Thiago Silva. W obecnie trwającej kampanii ligi portugalskiej przegraną popularnych "Smoków" nie pachniało jeszcze tak mocno.
Koszmar FC Porto. Przegrana to nie wszystko, brutalny faul pod koniec meczu
Pogoń liderów rozgrywek rozpoczęła się błyskawicznie. Minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund od powrotu obu zespołów z szatni i tablica wyników już wskazywała 2:1. Ogromną cierpliwością wykazał się Pablo Rosario. Podczas gdy wokół niego trwała walka o wysoką piłkę, on sam spokojnie przyjął futbolówkę, wpisując się następnie na listę strzelców. Gospodarze co prawda protestowali, lecz rozmowy z rozjemcą na nic się zdały. Lepszego startu drugiej połowy kibice gości po prostu nie mogli sobie wyobrazić. Podopieczni Francesco Farioliego do pełni szczęścia potrzebowali jednak kolejnych trafień.
Na ratunek ruszył między innymi Oskar Pietuszewski. Utalentowany gracz pojawił się na boisku dokładnie w 70. minucie. Kibice liczyli na efekt podobny do tego sprzed kilkunastu dni, gdy wywalczył dla swojej drużyny "jedenastkę". Zamiast rzutu karnego, FC Porto dziś kończyło potyczkę w dziesięcioosobowym składzie. Davida Sousę brutalnie sfaulował William Gomes. Defensor długo nie podnosił się z murawy. Cios nogą był przepotężny, ponadto doszło do rozcięcia głowy.
Osłabione "Smoki" już nic więcej nie wskórały i pierwsza ligowa przegrana stała się faktem. Takiej sensacji nie spodziewał się chyba nikt. Zwłaszcza, że przed poniedziałkowym meczem giganci mieli aż osiemnaście zwycięstw oraz tylko jeden remis. Punkty stracili nie z byle kim, bo Benfiką.












