Pięć ciosów i nokaut! Rozśpiewane Santiago Bernabeu, koncertowy Real Madryt
Real Madryt wszystkie siły szykuje już na finał Ligi Mistrzów, który odbędzie się 1 czerwca. "Królewskim" do tego dnia pozostały jeszcze trzy mecze ligowe, które mają przygotować kadrę do najważniejszego spotkania w sezonie. Jednym z takich pojedynków było starcie z Deportivo Alaves, przed którym na Santiago Bernabeu zaprezentowano wszystkie 36 pucharów za wygrane mistrzostwa La Liga, choć w papierowej wersji, a Ancelotti wystawił prawie najlepszy skład. To poskutkowało tym, czego się należało spodziewać, a więc wysoką wygraną. Real pokonał przyjezdnych aż 5:0.

Real Madryt rozegrał spektakularny sezon na wszystkich frontach z wyjątkiem Pucharu Króla. Zespół prowadzony przez Carlo Ancelottiego od pierwszego dnia rozgrywek mierzył się z potężnymi problemami. Jeszcze przed startem sezonu z gry do maja wykluczył się bowiem Thibaut Courtois, który zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. Tego samego urazu doznał Eder Militao kilka dni później, a w grudniu na stół operacyjny po identycznej kontuzji trafił także David Alaba.
W międzyczasie z dwiema poważnymi kontuzjami zmagał się także Vinicius Junior, a trzeba pamiętać także, że z klubu latem odszedł wielki lider, a więc Karim Benzema. Carlo Ancelotti nic sobie z tego jednak nie robił i układał zespół na swoją modłę. Ta sztuka wyszła mu naprawdę bardzo dobrze. Real Madryt bowiem zapewnił sobie tytuł nowych mistrzów Hiszpanii na kilka kolejek przed końcem, a potem także udział w finale Ligi Mistrzów, pokonując na swojej drodze Manchester City i Bayern Monachium.
Real Madryt gromi. Vinicius i Bellingham się bawią
Po zrealizowaniu tych dwóch dużych celów włoski trener ma na horyzoncie już tylko jeden - przygotować drużynę do finału na Wembley tak, aby była ona całkowicie zdrowa i w dobrej formie. Właśnie temu mają posłużyć trzy najbliższe mecze ligowe. Pierwszy - z Deportivo Alaves zapowiadał się raczej jak dość luźny spacerek, szczególnie, że Real grał przed własnymi kibicami na Santiago Bernabeu. Ancelotti zdecydował się wystawić prawie najmocniejszy skład na czele z Viniciusem Juniorem i Judem Bellinghamem.
Trzeba powiedzieć, że początek był szokujący, bo pierwszą okazję stworzyło sobie Deportivo. W bramce jednak wówczas dobrze zachował się Thibaut Courtois i to by było na tyle z ofensywnych wypadów gości, kontrolę za sprawą Toniego Kroosa przejął Real. Pierwszy raz wymierny efekt tej kontroli dostaliśmy już w 10. minucie. Niemiecki pomocnik zagrał doskonałą piłkę w pole karne, a tam prawdopodobnie do dośrodkowania złożył się Jude Bellingham. Piłka na tyle dobrze ułożyła się jednak na jego stopie, że wpadła do siatki. Mieliśmy więc polski akcent na Santiago Bernabeu - klasyczny centrostrzał.
W drugiej akcji bramkowej główne role odegrali Eduardo Camavinga, który zastępuje kontuzjowanego Aureliena Tchouameniego i Vinicius Junior. Francuz doskonale dograł piłkę przed bramkę Alaves, a tam ze spokojem całą sytuację wykończył Brazylijczyk. Bernabeu zaczęło natychmiast skandować "Vinicius Złota Piłka", co działo się już wcześniej. Dzieła nokautu dopełnił w pierwszej połowie jeszcze Federico Valverde. Urugwajczyk dostał piłkę na skraju pola karnego i z charakterystyczną dla siebie siłą kopnął ją w stronę bramki. Futbolówka wpadła idealnie pod poprzeczką, a bramkarz nie miał absolutnie nic do powiedzenia.
Druga połowa wyglądała dokładnie tak, jak się tego można było spodziewać. Real atakował, szukał strzałów, dryblingów, błyszczeli Bellingham i Vinicius, ale swoje okazje do pokazania umiejętności miał także Courtois, który w jednej parad pokazał poziom dostępny dla niewielu na świecie. Podobne rzeczy pod drugą bramką zrobili Vini z Judem w 70. minucie spotkania. Bellingham podał prostopadle w okolicach prawego skrzydła, a Brazylijczyk wykończył to z atomową mocą uderzenia trochę w stylu Cristiano Ronaldo.
To nie był koniec. Real tego wieczoru był naprawdę chętny do atakowania, ale nie mogło być inaczej, gdy Ancelotti wypuścił wygłodniały zespół na murawę z rywalem, który już o nic nie walczy. Mniej wygłodniały w ostatnich tygodniach miał prawo być Arda Guller. Turek grał bowiem dość często i strzelał dużo. Kolejnego gola dołożył także tego wieczoru. Turek wykorzystał odbitą piłkę i w prostej sytuacji pokonał golkipera rywali, strzelając piątego gola dla Realu w tym pojedynku.











