Owacja na stojąco dla Pietuszewskiego. Popis Polaka, a potem wielki niepokój
FC Porto w środku tygodnia pokonało na wyjeździe VFB Stuttgart w meczu 1/8 finału Ligi Europy. W tym spotkaniu nie mógł zagrać Oskar Pietuszewski, który ostatnio stał się idolem kibiców "Smoków". Polak wrócił do wyjściowego składu na mecz 26. kolejki ligi portugalskiej z Moreirense. Razem z nim od początku na boisko wyszli Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Pietuszewski kolejny raz błysnął a boisko opuścił z grymasem bólu na twarzy. Porto wygrało 3:0.

FC Porto w tym sezonie prezentuje się niewiarygodnie imponująco. Zespół prowadzony przez Francesco Fariolego na 40 rozegranych spotkań przegrał ledwie cztery razy. W rozgrywkach ligi portugalskiej ekipa z Porto ledwie raz zaznała goryczy porażki i dość pewnie przewodzi stawce.
Po rozegraniu 25 ligowych spotkań "Smoki" mają na swoim koncie 66 oczek. Drugi Sporting Lizbona zgromadził o cztery punkty mniej. Różnica między tymi zespołami jest jednak wyraźna. Porto nieco lepiej broni, w dużej mierze za sprawą współpracy duetu Jan Bednarek - Jakub Kiwior.
Kolejny gol Pietuszewskiego, a potem nagła zmiana
Z kolei Sporting jest zdecydowanie skuteczniejszy w ofensywie. W tym aspekcie w Porto też coś się "ruszyło" za sprawą Oskara Pietuszewskiego. Polak znakomicie wprowadził się do zespołu i błyskawicznie stał się jednym z idoli kibiców. Podsumowaniem był występ w hicie przeciwko Benfice.
Polak nie zagrał w środku tygodnia w Lidze Europy, bo nie został zgłoszony do rozgrywek. Wrócił do składu na spotkanie 26. kolejki ligi portugalskiej z Moreirense. Szybko udowodnił, że niezgłoszenie go tych rozgrywek może okazać się dla Porto naprawdę bardzo bolesne w skutkach, gdy pojawi się konieczność ofensywnego grania.
Wynik niedzielnego spotkania otworzył Gabri Veiga, ale już w tej akcji znaczący udział wziął Pietuszewski. Polak oddał strzał na bramkę gości, a ten sparował golkiper. Piłka spadła pod nogi Veigi, który z bliska wpakował ją do siatki. W rozgrywkach UEFA za tę akcję Oskar miałby oficjalną asystę, choć przy tym strzale zabrakło nieco precyzji.
Tej zdecydowanie nie zabrakło kilka minut później, a dokładnie dziewięć. Nastolatek dostał dość niewygodne podanie w pole karne, przyjął piłkę, ustawił do strzału i kopnął perfekcyjnie. Futbolówka zatrzepotała w siatce, a Pietuszewski mógł liczyć na owację na stojąco od kibiców.
Druga część rywalizacji rozpoczęła się niestety od niezbyt dobrego akcentu z polskiej perspektywy. W 55. minucie na murawie usiadł bowiem Pietuszewski. Polak zasygnalizował jakiś problem mięśniowy i błyskawicznie został zmieniony. Niepokój na jego twarzy był ewidentny. Z pewnością nie bez znaczenia jest tu nadchodzące zgrupowanie kadry.
Oprócz tego stosunkowo niewiele działo się na boisku aż do 81. minuty. Wówczas kolejny raz z dobrej strony jako zmiennik pokazał się Gomes. 20-letni Brazylijczyk wykorzystał podanie kolegi i podwyższył prowadzenie na 3:0. Takim też wynikiem zakończyło się to spotkanie. Porto w tym momencie ma siedem oczek więcej niż Sporting, ale także jeden mecz więcej.








