Reklama

Reklama

Oto najbardziej zwariowani bramkarze w historii futbolu

Polski „Holy Goalie”, niemiecki „Tytan”, kolumbijski „El Loco”, a może liverpoolska pantera z Zimbabwe – przedstawiamy ranking dziesięciu najbardziej zwariowanych bramkarzy w historii futbolu.

- Każdy bramkarz musi być trochę wariatem - głosi obiegowy slogan. Trudno wskazać autora tych słów, ale bez wątpienia jest w nich dużo prawdy. Na tej newralgicznej pozycji niejednokrotnie trzeba wykazać się nieprzeciętną odwagą i finezją.

Reklama

Tych cech nigdy nie brakowało bohaterom tego tekstu. Przedstawiamy najbardziej zwariowanych bramkarzy w historii futbolu. Jeżeli ich nie znacie, to z pewnością, kiedyś o nich słyszeliście.

Zasłynęli nieprzeciętnymi interwencjami, ale także boiskowym, a czasami nawet pozaboiskowym stylem bycia. Nie znaczy wcale, że byli najlepsi, ale z pewnością byli najbardziej zwariowani.

W najlepszej dziesiątce znalazło się miejsce dla jednego Polaka oraz jednego bramkarza, który w Polsce występuje. Gotowi? Zapnijcie pasy, będzie ciekawie. 

10. Fabien Barthez (Francja)

Francuzi z pewnością mieli w historii lepszych bramkarzy niż charyzmatyczny łysy wariat z Marsylii, Monaco czy Manchesteru United. Na pewno jednak nie mieli większego szaleńca niż 87-krotny reprezentant Francji. Barthez był momentami pozbawiony układu nerwowego, jak wówczas kiedy we własnym polu karnym kiwał się z napastnikiem rywali, a czasami emocje wręcz w nim buzowały.

Z reprezentacją Francji zdobył złoty i srebrny medal Mistrzostw Świata, dokładając tytuł Mistrza Europy. W 2000 roku, Międzynarodowa Federacja Statystyków i Historyków Futbolu (IFFHS) przyznała mu nagrodę dla najlepszego bramkarza roku. Z Marsylią, mając niespełna 22 lata wygrał Ligę Mistrzów. Dwukrotnie wygrywał mistrzostwo Anglii z Manchesterem United i mistrzostwo Francji z Monaco.

Po zakończeniu kariery wcale nie zwolnił tempa. Zamiast szkolić młodych adeptów bramkarskiego fachu, wybrał karierę w sportach motorowych. Przed rokiem, jako kierowca Ferrari wystartował w legendarnym 24-godzinnym wyścigu Le Mans.

9. Duszan Kuciak (Słowacja)

Na boisku diabeł, poza nim anioł. Nie lubi rozgłosu, nie chodzi na imprezy, złośliwi nazywają go nawet pantoflarzem, bo bardziej niż feta po mistrzowskim sezonie interesuje go wspólne popołudnie z żoną i córką.

Kilka tygodni temu udzielił wywiadu, w którym powiedział, że Polacy nie nadają się na jego przyjaciół, bo brak im szczerości i dobrych zamiarów. Za słowa przeprosił, ale niesmak pozostał.

Nie ma jednak wątpliwości, że Kuciak ma w sobie coś z wariata. Dwa sezony temu, Słowakowi nie spodobało się zagranie Tomasza Brzyskiego w meczu ze Śląskiem Wrocław. Bramkarz postanowił więc rozmówić się ze swoim partnerem z defensywy... i niemal go udusił. Kolegów z zespołu rozdzielić musiał, niczym w bokserskim pojedynku, sędzia.

Kiedy Legia gra w Lidze Europejskiej z Lazio Rzym, Kuciak przebiegł niemal całe boisko, aby zrugać Henrika Ojamę za jego egoistyczne zachowanie.

Podobnie jak Barthezowi, tak i słowackiemu bramkarzowi zdarzają się proste, czasami nawet śmieszne błędy, ale jak w przypadku Francuza, Kuciak jest w stanie błysnąć interwencją, która ratuje zespół w najważniejszym momencie.

Zanim trafił do Legii w 2010 roku. Grał w Trenczinie, Żylinie oraz rumuńskim Vaslui. Na koncie ma 10 występów w reprezentacji swojego kraju.

8. Nelson Dida (Brazylia)

Ekspert od rzutów karnych? Owszem, wspominając finał Ligi Mistrzów z 2003 roku moża dojść do takiego wniosku, ale Dida to przedewszystkim szaleniec, któremu nie straszne były race.

Jest kwiecień 2005 roku, trwa ćwierćfinałowe spotkanie Champions League pomiędzy Interem, a Milanem. W 72. minucie, za bramką „rossoneri” rozpoczyna się racowisko, a sędzia Markus Merk przerywa mecz. Piłkarze zbierają się na środku boiska. Wszyscy, ale nie Dida. Brazylijczyk wyrzuca ze swojej szenastki pozostałości wypalonych już środków pirotechnicznych, nie przejmując się zagrożeniem.

Chwilę później, raca trafia brazylijskiego bramkarza w bark. Arbiter kończy mecz, który UEFA weryfikuje potem jako walkower dla Milanu.

W Mediolanie, gdzie spędził dziesięć lat, Dida postrzegany jest jako legenda. Od jego odejścia, w 2010 roku minęło już pięć lat, a „rossoneri” wciąż szukają godnego następcy. Na razie z marnym skutkiem.

Nelson Dida ma na koncie 91 spotkań w reprezentacji „Canarinhos”, z którą jako rezerwowy bramkarz, zdobył złoty i srebrny medal Mundialu. Z Milanem dwukrotnie wygrał Puchar Europy, a raz zdobył „scudetto”. IFFHS okrzyknęła go najlepszym brazylijskim bramkarzem XXI wieku oraz najlepszym latynoskim golkiperem stulecia.

Kliknij tutaj, aby czytać dalej i sprawdzić kolejne miejsca!

Dowiedz się więcej na temat: bramkarz | bramkarze | Artur Boruc | Oliver Kahn | rustu recber

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje