Reklama

Reklama

Od zwycięstwa ważniejsze nastawienie Franza i Orłów

Po roku pracy z reprezentacją Polski Franciszek Smuda rozpoznał chorobę - dziurawa defensywa i już wziął się za jej uszczelnianie. Na zakończenie roku wygraliśmy z WKS-em 3-1, ale od samego zwycięstwa w sparingu sto razy ważniejsze jest nastawienie na ciężką pracę Franza i jego Orłów.

Zważywszy na to, że w grudniu do Turcji na mecz z Bośnią i Herzegowiną pojedzie kadra złożona z piłkarzy występujących w polskiej lidze, starcie z WKS-em było ostatnim, jakie Orły rozegrały w tym roku w najsilniejszym zestawieniu.

"Franz" cieszył się z pokonania Wybrzeża, ale już na konferencji pomeczowej tonował głosy mówiące o przełomie. Zaznaczył, że mecz z WKS-em nie był lepszym od tego, jaki kadra zagrała z Ukrainą. To znamienne, jak nastawienie opinii publicznej do reprezentacji zależy od takiego szczegółu, jak wynik meczu towarzyskiego. Przecież po tej samej grze piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej mogli wygrać 4-2 (zwłaszcza w I połowie mieli sporo sytuacji) i co? Wówczas Smuda byłby do zwolnienia, a kadra do rozwiązania?

Reklama

Mam wrażenie, że zwycięstwo z Wybrzeżem nie było na rękę wszystkim w Polsce. Niektórzy byli już nastawieni na krytykę, bębny z podobizną Franza były już wystawione i wystarczyło tylko w nie walić ile sił, a tu taki klops - zwycięstwo w meczu, w którym miał być pogrom. Co wobec tego? Na siłę podkreślamy, że Wybrzeże obijało się na boisku, nie zależało mu na zwycięstwie, a poza tym grało bez Didiera Drogby i Salomona Kalou. Od razu rozumiem w ten sposób, że we wszystkich meczach, jakie przez te 30 lat rozegraliśmy z Afrykanami, oni gryźli trawę, a nam się nie chciało i to właśnie dlatego nie wygraliśmy żadnego z tych spotkań. Co w aktualnej formie potrafią Drogba i Kalou, pokazali kilka dni później w konfrontacji z "potęgą" Birmingham (Chelsea przegrała 0-1).

Nie milknie chór wielbicieli Artura Boruca, którzy podnoszą argument, że selekcjoner powinien zwracać uwagę jedynie na umiejętności piłkarskie zawodników, a nie na to, co robią poza boiskiem. Głosiciele takich tez chcą chyba zrobić z kadry Polski burdel na kółkach, a jej były kapitan z naiwnym wzrokiem mówi przed kamerą TVP: "Żadnego zakazu picia alkoholu w kadrze nie było". Nie musiałem być członkiem kadry, a już z pierwszego wywiadu z Franzem dowiedziałem się, że "kto dotknie kieliszka, ten od razu dostanie strzała".

Nie dziwię się, że Smuda nie chce już widzieć na kadrze piłkarzy, którzy zaczynają dzień od wypicia piwa na śniadanie, czy nie mogą wytrzymać na zgrupowaniu bez papierosa. Nie to jest jednak najważniejsze, tylko fakt, że ich zachowanie rozbija kadrę od środka.

To nie przypadek, że reprezentacja właśnie teraz - bez Boruca i Michała Żewłakowa - grała na zasadzie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jakub Błaszczykowski z opaską kapitańską to już inny Kuba, dojrzalszy. Dotychczas koncentrował się głównie na rajdach prawym skrzydłem i nie zawsze baczył na to, co dzieje się z tyłu. Kuba błyszczał, a pozostali wyglądali na jego asystentów. W starciu z WKS-em "Błaszczu" tyle samo harował w tyłach, co z przodu. Pokrzykiwał na kolegów, doradzał, pomagał.

Smuda i jego Orły nie są nawet w połowie drogi budowy zespołu na Euro 2012, który będzie miał szansę wyjść z grupy, czyli wygrać dwa z trzech meczów w finałach. Najważniejsze, że oni sami zdają sobie sprawę z tego i nie trzeba im przypominać. A jeśli znajdują argumenty, którymi dodają sobie otuchy, wiary w siebie, to nie warto ich wytrącać staropolskimi przywarami: zazdrością i złośliwością.

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama