Reklama

Reklama

O pierwszym meczu Ruchu Chorzów jako... Ruchu Chorzów

W ręce wpadło mi właśnie niezwykłe zdjęcie z 1939 roku. Dotąd prawie nikt go nie widział, kilkadziesiąt lat przeleżało w albumie. Teraz możemy się nim ucieszyć

Fotografia z 10 kwietnia 1939 roku jest malutka. Ma może dwa na trzy centymetry. Ale jest niezwykłe z dwóch powodów.

Pożegnanie z Wielkimi Hajdukami

Reklama

Po pierwsze: zrobił je 11-letni chłopak, który teraz, po wielu latach mi je udostępnił. Mały Marianek Lubina zrobił je z... murawy, nie z trybun! Jak to możliwe? Dzięki ojcu. Paweł Lubina, były piłkarz Diany i Policyjnego KS z Katowic, reprezentant Polski był wówczas kapitanem związkowym (czyli selekcjonerem) przedwojennej reprezentacji Górnego Śląska (czyli Śląskiego OZPN) i kiedy mógł - zabierał syna. Poprosił żeby zrobił pamiątkowe zdjęcie, chłopiec poleciał na murawę. Marian Lubina fotkę zrobił malutkim aparatem Kodaka, mam go do dziś. Potem poszedł za bramkę gości. Miał nosa...

Po drugie: tak się przypadkowo złożyło, że w związku z połączeniem gminy Wielkie Hajduki i Chorzowa zmieniła się akurat nazwa klubu  - właśnie z Ruchu Wielkie Hajduki na Ruch Chorzów. Od 1920 do 1939 Ruch był znany jako drużyna z Wielkich Hajduk. Czyli zdjęcie, które widzicie przedstawia grupę piłkarzy, którzy zaraz rozpoczną inauguracyjne oficjalne spotkanie pod nową nazwą, która stanie się symbolem śląskiej piłki.

Drużyny chorzowskie kontra Kispest

Inny przypadek to fakt, że przeciwnik akurat też jest godny:  węgierski Kispest FC to wówczas marka. Węgrzy przed wojną znaczyli znacznie więcej niż dziś, rok wcześniej zdobyli we Francji wicemistrzostwo świata.  Akurat były święta wielkanocne, ostatnie przed wojną i na Śląsk przyjechało kilka drużyna zagranicznych na mecze towarzyskie.  Wśród nich Kispest, który dzień wcześniej pokonał AKS Chorzów, ale Ruchowi - nie dał rady.


Na mecz przyszło pięć tysięcy ludzi i mogli być usatysfakcjonowani. Ruch zagrał w składzie: Tatuś - Giemza, Dziwisz - Fica, Mikunda, Skrzypiec - Kruk, Słota, Peterek, Wilimowski, Wodarz. Na zdjęciu z archiwum rodziny Lubinów pierwsi z lewej to właśnie Teodor Peterek i Ernest Wilimowski. Bramkarz Eryk Tatuś - trzeci z lewej, a Gerard Wodarz - szósty. Z kolei Edmund Giemza stoi szósty z prawej.

Rywale przyjechali do Chorzowa w mocnym składzie, wśród nich byli reprezentanci Węgier: József Déri, Károly Olajkár i László Varga. "U Węgrów motorem wszystkich akcji jest niezmordowany Déri. W okresie przewagi Węgrów Wilimowski robi z Wodarzem akcję i zostaje sfaulowany pod bramką Kispestu. Sędzia dyktuje rzut karny, który przynosi bramkę zdobytą przez Peterka. Inaczej ten moment zapamiętał reporter "Polski Zachodniej: " W 22. minucie rękę na polu karnym zawinił Szabo. Rzut karny pewnie wyegzekwował Peterek."

Marian Lubina stał wtedy za bramką i zrobił zdjęcie w momencie strzału Peterka. Niestety gdzieś na przestrzeni lat zginęło. Może jeszcze się znajdzie?

Czy mały Gerard to widział?

Tak czy inaczej: była to pierwsza bramka Ruchu zdobyta pod nową nazwą. Drugą dorzuca w drugiej połowie Władysław Słota, wychowanek KS Sosnowiec, pierwszy, bardzo ceniony i lubiany w chorzowskiej drużynie piłkarz z Zagłębia. "Skrzypiec wysyła do ataku Wodarza, który ogrywa dwu Węgrów i podaje do Peterka, ten do Słoty, następuje ostry strzał i jest 2-0 dla Ruchu". Honorowego gola dla gości tuż przed końcem strzelił z karnego József Nemes.

Ruch osiągnął rewelacyjną formę: kolejnych przeciwników będzie rozbijał w lidze. Przez miesiąc od meczu z Węgrami będzie jak walec. Wygra kolejno 4-1 z Pogonią Lwów, 3-2 z AKS-em, 5-1 z Cracovią i 5-0 z Garbarnią (Wilimowski strzeli w nich łącznie osiem goli, a Peterek - siedem).

Tamten mecz Ruchu z Kispestem łączy też w jakiś sposób dwóch niezwykłych chłopców, rówieśników, którzy... staną się sławami tych klubów dopiero po wojnie. Gerard Cieślik ma wówczas 12 lat. Ciekawe czy był na tym spotkaniu. Można przypuszczać, że się załapał: istniał wówczas zwyczaj, że chłopcy czekali pod wejściem na stadion żeby dorośli kibice zabrali ich na jeden bilet... Z kolei 12-letni Ferenc Puskas wtedy na Cichą zapewne nie przyjechał, choć jego ojciec niewiele wcześniej był trenerem Kispestu. Świat usłyszy o nim już po wojnie.  Rozsławi ten budapeszteński klub, gdy ten będzie działał już pod nazwą Honved. Ale to już zupełnie inna historia.

A ta wraca do nas dzięki temu pięknemu zdjęciu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!






Dowiedz się więcej na temat: Ruch Chorzów | piłka nożna | sport | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje