Reklama

Reklama

Nowy przydomek Wichniarka

Najskuteczniejszy napastnik Arminii Bielefeld Artur Wichniarek nie od dziś nazywany w Niemczech "Królem Arturem" jest wymieniany wśród kandydatów do zdobycia tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. "Podchodzę do tego spokojnie" - przyznał.

Obecnie w klasyfikacji prowadzi Bośniak Vedad Ibisevic, który w 17 spotkaniach jesiennej rundy zdobył 18 goli. Na zgrupowaniu w Hiszpanii nabawił się jednak kontuzji kolana, musiał poddać się operacji i w obecnym sezonie już nie wystąpi.

Tuż za nim znajduje się Patrick Helmes z Bayeru Leverkusen, który do tej pory ma na koncie 13 trafień, Grafite z VfL Wolfsburg ma ich dwanaście, a Wichniarek jedenaście.

"To trójka najpewniejszych napastników, którzy już w pierwszym spotkaniu rundy jesiennej zdobyli po bramce. Ich pogoń za Ibisevicem się rozpoczęła i każdy z nich może sięgnąć po strzelecką koronę" - napisała jedna z niemieckich gazet.

Reklama

W Bielefeld, gdzie 31-letni Polak jest traktowany niczym bohater, kibice wymyślają coraz to nowe przydomki. Od dawna nazywany jest "Królem Arturem", od niedawna również "Artor", co jest połączeniem jego imienia z niemieckim słowem "Tor", czyli "gol".

"Do takich słów podchodzę bardzo spokojnie, bo tytuł króla strzelców nie jest moim celem. Chcę by Arminia zdobywała punkty, a kto będzie strzelał bramki jest dla mnie bez znaczenia. Na pewno będę starał się dokładać kolejne trafienia, ale to Luca Toni z Bayernu Monachium i Helmes są według mnie w tej kwestii faworytami pod nieobecność Ibisevica" - ocenił urodzony w Poznaniu piłkarz.

"Dlaczego? Przede wszystkim styl gry drużyn, w których występują, jest bardziej ofensywny od naszego. Im łatwiej wygrywać mecze, a wtedy łatwiej również o strzelanie goli, zwłaszcza w perspektywie długiego sezonu" - dodał Wichniarek.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL