Niemcy wyrzucili selekcjonera i wstali z kolan. Wicemistrzowie świata pokonani, nowy początek?
Reprezentacja Niemiec w końcu się przełamała! W spotkaniu towarzyskim z Francją gospodarze przyszłorocznego Euro wygrali 2:1 i zakończyli fatalną serię pięciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Na ławce trenerskiej naszych zachodnich sąsiadów zasiadł Rudi Voeller, który jednak sam twierdzi, że była to jednorazowa sytuacja. Najgorętsze pytanie w niemieckim futbolu brzmi więc: kto poprowadzi drużynę w kolejnych spotkaniach?

Wokół reprezentacji Niemiec dzieje się ostatnio sporo. Sytuacja nie jest rzecz jasna napięta tak bardzo, jak po drugiej stronie Odry, ale po tłustych latach nadeszły te chudsze, a cierpliwość działaczy i kibiców ma swoje granice. Przypomnijmy, że Niemcy nie wyszli z grupy na dwóch kolejnych mundialach, a na Euro odpadli już w 1/8 finału.
Tymczasem w niedalekiej perspektywie - mowa już o czerwcu 2024 roku - nasi zachodni sąsiedzi będą gospodarzami kolejnego europejskiego czempionatu. Chcą oni postawić podczas tego turnieju grubą kreskę i zakończyć czasy posuchy. Twarzą odbudowy reprezentacji miał być Hansi Flick, który z Bayernem Monachium zdobył potrójną koronę. Jego misja zakończyła się jednak totalną klęskę, a gwoździem do trumny okazała się sobotnia porażka 1:4 z Japonią. Po niej selekcjoner został zwolniony.
Niemcy - Francja: Gospodarze doskonale weszli w mecz
We wtorkowym starciu towarzyskim z reprezentacją Francji Niemców poprowadził Rudi Voeller. 63-latek jest tymczasowym selekcjonerem - sam powiedział, że jest gotów pomóc kadrze tylko raz.
Jestem świadomy sytuacji. Nadal mi się to nie podoba. Jestem gotowy zrobić to raz. Będzie to dla mnie jednorazowa sytuacja. Znajdziemy naprawdę dobre rozwiązanie.
Za miesiąc na ławce ma zasiąść docelowy selekcjoner, a media spekulują, że może zostać nim Julian Nagelsmann, zwolniony w marcu z Bayernu. Tymczasem pod wodzą Voellera Niemcy bardzo dobrze weszli w spotkanie z Francuzami. Przejęli inicjatywę, atakowali od samego początku i szybko zostali za to nagrodzeni. Już w czwartej minucie wynik otworzył Thomas Mueller. Zrobił to w typowy dla siebie sposób - przyjął piłkę w polu karnym i oddał silny, precyzyjny strzał.
Przez kilkanaście kolejnych minut gospodarze mieli przewagę, ale nie zdołali podwyższyć prowadzenia. Później do głosu doszli wicemistrzowie świata i to oni tworzyli sobie groźniejsze sytuacje. Pierwsza połowa zakończyła się jednak wynikiem 1:0 dla Niemców.
Niemcy w końcu się przełamali
Po zmianie stron to znów goście znad Sekwany wyglądali lepiej. Defensorzy i sam Marc-Andre ter Stegen musieli wykazywać się czujnością, kiedy swoich sił próbowali Aurelien Tchouameni czy Antoine Griezmann. Po nieco ponad 60 minutach gry obaj selekcjonerzy zdecydowali się na przeprowadzenie zmian. Na stadionowym zegarze panował jednak constans. Niemcy prowadzili 1:0 i im bliżej było końca meczu, tym bardziej koncentrowali się na obronie tego wyniku.
Niespodziewanie w 87. minucie gospodarze zwiększyli przewagę. Leroy Sane wpisał się na listę strzelców i uradował kibiców. Dosłownie dwie minuty później piłkarz Bayernu popełnił jednak fatalny błąd, prokurując rzut karny. Na bramkę zamienił go Antoine Griezmann i było 2:1. Takim też wynikiem zakończyło się starcie. Niemcy zakończyli tym samym fatalną serię pięciu kolejnych meczów bez wygranej.
Jakub Żelepień, Interia











