Reklama

Reklama

Niektóre kluby nie chcą grać z ŁKS-em

Prezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej Edward Potok ma nadzieję, że w trakcie wyjazdowych spotkań ŁKS-u w czwartej lidze nie dojdzie do takich zdarzeń jak w Łomiankach.

Prezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej Edward Potok ma nadzieję, że w trakcie wyjazdowych spotkań ŁKS-u w czwartej lidze nie dojdzie do takich zdarzeń jak w Łomiankach.

Tymczasem część czwartoligowych klubów nie chce grać z łodzianami. Jedni gotowi są oddać mecz walkowerem, inni zwrócili się do łódzkiego związku o przełożenie spotkania.

W sobotę w Łomiankach z powodu wybryków chuliganów przerwano w 35. minucie mecz czwartej ligi (piąty poziom rozgrywek) tamtejszego KS z Polonią Warszawa. Miejscowi pseudokibice wywiesili obraźliwy transparent, rzucali petardy hukowe pod nogi piłkarzy wykonujących aut, a jeden z nich wbiegł z trybun na boisko. Sędzia zakończył mecz w obawie o bezpieczeństwo piłkarzy.

Reklama

Po przerwaniu zawodów sytuacja wciąż była napięta. Na murawę wtargnęło kilkudziesięciu kibiców, interweniowała policja. W sumie w sobotę i niedzielę stołeczna policja zatrzymała trzynaście osób.

Obawy przed przyjazdem dużej grupy kibiców ŁKS-u mają kluby z łódzkiej czwartej ligi, bo jak twierdzą, nie są przygotowani finansowo i organizacyjnie do takiego spotkania. - To nie jest liga dla ŁKS-u - twierdzą m.in. przedstawiciele Włókniarza Moszczenica, z którym łodzianie rozegrali ostatni sparing przed ligą. W Moszczenicy zwracano uwagę m.in. na to, że mecze na tym szczeblu rozgrywek gromadzą niewielką widownię a boiska, na których są rozgrywane, często nie nadają się do organizacji imprez z udziałem większej liczby widzów.

Taką sytuację przewidział Łódzki Związek Piłki Nożnej, który w czerwcu podjął decyzję o przyznaniu ŁKS-u miejsca w trzeciej lidze, gdzie stadionowa infrastruktura jest znacznie lepsza niż w niższej klasie rozgrywkowej. - Na większości boisk trzeciej ligi często są organizowane imprezy masowe, a co za tym idzie jest ochrona i pełne zabezpieczeniem. W czwartej lidze imprezy masowej nie ma, bo obiekty nie są do tego przystosowane - powiedział w poniedziałek Potok. Jednak na to rozwiązanie nie zgodził się PZPN i ostatecznie ŁKS (podobnie jak Polonia Warszawa) znalazł się w lidze czwartej.

Potok przypomniał, że "najwięcej do powiedzenia ma organizator meczu", bo to on odpowiada za zorganizowanie spotkania. Jednocześnie prezes zwrócił uwagę, że "obowiązki ciążą również na łódzkim związku", ponieważ jest organizatorem rozgrywek. Dlatego - jak mówił - należy zrobić wszystko, aby mecze z udziałem ŁKS-u na wyjeździe się odbyły.

Wyjaśnił, że związek może pomóc klubom m.in. godząc się na przełożenie spotkania na taki termin, który najbardziej odpowiada gospodarzowi meczu. Związek może również zadecydować, że pojedynek odbędzie się bez udziału kibiców lub kibiców przyjezdnych. - Ostateczną jednak decyzję, czy mecz zostanie rozegrany podejmuje jego organizator - powiedział Potok.

O przełożenie meczu z ŁKS-em zwróciła się Jutrzenka Warta. Zgodnie z kalendarzem rozgrywek łodzianie mieli rozegrać to spotkanie w niedzielę 18 sierpnia w Warcie. Do meczu jednak nie doszło. Klub poprosił o jego przełożenie na inny termin, by mieć czas na lepsze przygotowanie się do spotkania z ŁKS-em. Ostatecznie postanowiono, że mecz zostanie rozegrany w środę 18 września.

Kolejnym klubem, który chciał przełożyć mecz był KS Paradyż, z którym ŁKS miał grać w najbliższą środę w Paradyżu. Jeszcze w ub. tygodniu wydawało się nawet, że znaleziono termin, kiedy spotkanie mogłoby się odbyć, ale ostatecznie władze klubu poinformowały związek, że mecz z ŁKS-em oddają walkowerem. - To jest ich suwerenna decyzja - zastrzegł Potok.

- Sytuacja zmienia się codziennie. Jesteśmy w kontakcie z klubami, z burmistrzami miast i wójtami gmin, na terenie których mają być rozgrywane spotkania z udziałem ŁKS-u. Jeśli władze samorządowe i klubu stwierdzą, że dadzą sobie radę, to mecz się odbędzie - poinformował. Według jego wiedzy, obecnie tylko kilka drużyn nie chce grać z ŁKS-em. Nie chciał jednak wymieniać ich nazw, bo jest przekonany, że i one dadzą się przekonać, aby rozegrać mecz. Nieoficjalnie mówi się, że ze względu na liczbę kibiców, z ŁKS-em nie chcą grać w Rawie Mazowieckiej i Brzezinach. 

Potok przyznał, że rozmawiał również z przedstawicielami stowarzyszeń kibiców ŁKS-u i zarządem klubu. Wydaje mu się, że i oni są za tym, aby na meczach było spokojnie, choć jak mówił - nikt stuprocentowej gwarancji dać nie może. Wiele osób zwraca uwagę, że w wielu miejscowościach, w których ma grać ŁKS, są kibice Widzewa, a to może okazać się "groźnym zapalnikiem". Prezes ma jednak nadzieję, że do takiej sytuacji jak w Łomiankach nie dojdzie.

Jak powiedział Adam Kolasa z łódzkiej policji, funkcjonariusze zawsze zabezpieczają przejazdy kibiców. Monitorują ich miejsca zbiórki i trasę przejazdu. Również Kolasa zwrócił uwagę, że to organizator spotkania podejmuje ostateczną decyzję, czy mecz się odbędzie, ile można wpuścić na stadion kibiców. - Jeśli komendant powiatowy policji poprosi o wsparcie, to takie wsparcie otrzyma - dodał.

Piłkarze ŁKS-u rozpoczną rozgrywki dopiero w trzeciej kolejce, gdy 25 sierpnia na własnym stadionie zmierzą się z Pogonią Zduńska Wola.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL