Reklama

Reklama

Niechciane dziecko Legii

"Mogłem wyjechać na Wyspy Brytyjskie. Otrzymałem ofertę ze szkockiego Livingston. Odrzuciłem ją, bo chcę zostać w warszawskiej Legii" - zapewnia na łamach "Super Expressu" Dariusz Dudek, pomocnik zespołu wicemistrza Polski.

"Mogłem wyjechać na Wyspy Brytyjskie. Otrzymałem ofertę ze szkockiego Livingston. Odrzuciłem ją, bo chcę zostać w warszawskiej Legii" - zapewnia na łamach "Super Expressu" Dariusz Dudek, pomocnik zespołu wicemistrza Polski.

Pytanie: tylko po co? Skoro trener Jacek Zieliński nie widzi dla niego miejsca w kadrze pierwszej drużyny. Na razie piłkarz trenuje z rezerwami Legii, na obozie w Straszęcinie.

"Nie jestem wśród tych młodych chłopaków żadną gwiazdą. Po śniadanie ich nie wysyłam, toreb z piłkami za mną nie noszą" - żartuje Dudek. - "Wiem, to tylko trzecia liga. Jednak daję sobie pół roku, aby przekonać trenera Zielińskiego. Jeśli się nie uda, to odejdę. Ale teraz zostaję, walczę o pierwszy skład! Taki mam charakter. Mam coś do udowodnienia. Ludzie mówią, że za wszelką cenę chcę zostać w Legii. Niech mówią. Ja wiem swoje...

Reklama

"Z Zielińskim nie miałem nigdy zatargu, nie było "sytuacji stykowej" - kontynuuje. - A "Tola" Dorosz niech sobie opowiada, co chce. Ja tam się nie będę w taki sposób tłumaczył. Nikogo nie będę oskarżał, że ktoś mnie w Legii nie lubi. Całą winę za moją obecną sytuację biorę na siebie.

Dudek nie narzeka na brak ciekawych ofert. Pytają o niego kluby zagraniczne, a także z polskiej ligi".

"Był szkocki Livingston, ale odmówiłem. Ostatnio chciał mnie kupić bogaty szejk, który jest właścicielem karty Łukasza Sosina. Wystarczyło jedno słowo i już dziś grałbym na Cyprze, w Apollonie Limassol. Była propozycja z Bełchatowa, jednak wolę zostać w Legii, choć to na razie tylko trzecioligowe rezerwy - wyznał Dudek.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL