Nie żyje Orest Lenczyk. Legendarny trener miał 81 lat
Nie żyje Orest Lenczyk, jeden z najbardziej charyzmatycznych polskich trenerów, mistrz Polski z Wisłą Kraków i Śląskiem Wrocław, dwukrotnie wybierany na trenera roku w plebiscycie "Piłki Nożnej". Szkoleniowiec znany był nie tylko sukcesów (osiem medali mistrzostw Polski), ale też nieoczywistego podejścia do piłkarzy i treningu. Miał 81 lat.

W trakcie długiej kariery szkoleniowej (1970-2014) Lenczyk prowadził 21 klubów. Mistrzostwo zdobył z Wisłą Kraków (dwukrotnie) i Śląskiem Wrocław, wicemistrzostwo z GKS Bełchatów, Stalą Mielec i Śląskiem, a brązowe medale ponownie z zespołem z Dolnego Śląska, Ruchem Chorzów. Prowadził też wiele innych zespołów ekstraklasy - GKS Katowice, Pogoń Szczecin, Widzew, Cracovię czy Zagłębie Lubin.
Słynął z nieposzlakowanej opinii, szczerości i niekonwencjonalnych metod szkoleniowych. Nie wszystkim piłkarzom się podobało, że uczył ich jak zrobić prawidłowo przewrót w przód lub w tył. Czuli się jak na wf. A obozy Centralnym Ośrodku Sportowym w Spale obrosły legendą.
Nie żyje Orest Lenczyk. Miał 82 lata
Pierwszym, który poinformował o śmierci Oresta Lenczyka był jego były podopieczny Łukasz Gikiewicz. Później komunikat opublikował m.in. Widzew Łódź. "Zmarł Orest Lenczyk, były trener Widzewa Łódź. Ostatni, który prowadził nasz Klub w europejskich pucharach. Cześć jego pamięci" - przekazano.
Smutne doniesienia potwierdził w krótkim oświadczeniu również Ruch Chorzów. "Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Oresta Lenczyka, byłego trenera Ruchu. Miał 81 lat. Całej Rodzinie Pana Oresta, wszystkim bliskim, przyjaciołom, znajomym i każdemu, kogo dotknęła Jego śmierć, składamy najszczersze kondolencje" - czytamy.
Ostatnim klubem Lenczyka było Zagłębie Lubin.
Czasem sobie myślę, że wykonywałem zawód dla idioty. Jak można było dla niego poświęcić rodzinę i jechać co tydzień 300 km w jedną stronę, zajeżdżać kolejne auta. Nikt mi nie zwracał za benzynę, kiedy jeździłem z Krakowa do Bełchatowa, Łodzi, Wrocławia - czy moja ostatnia praca – do Lubina. Wstawałem o 5 rano, często człowiek był zmęczony, dwa albo trzy razy byłem na pograniczu wypadku i równie dobrze mogłem już pójść już do nieba, albo do... piekła. Ale kto to brał pod uwagę? Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek opuścił trening. Przez 45 lat wykonywałem zawód dla idioty, niestety to zostaje w życiorysie. Mogę być tylko spokojny, że rodzina się ze mnie nie śmieje
Ten wybitny szkoleniowiec miał 81 lata.









