Reklama

Reklama

Nie Hulk, Tevez, Pato, tylko Zahavi rządzi w lidze chińskiej

Chińskie kluby piłkarskie od kilku lat wydają gigantyczne sumy na wzmocnienia, ale to nie największe grające w Państwie Środka gwiazdy: Carlos Tevez, Hulk czy Alexandre Pato liderują na liście strzelców, tylko kupiony na "przecenie" Izraelczyk Eran Zahavi.

Eran Zahavi po 23 kolejkach Chińskiej Super League (CSL) ma 22 gole na koncie. To spory wyczyn, tym bardziej, że nie gra w żadnym z gigantów, tylko w ekipie Guangzhou R & F, która jest dopiero szósta w 16-zespołowej lidze.

Reklama


Reprezentant Izraela kosztował również znacznie mniej niż jego słynny koledzy po fachu. Guangzhou zapłaciło za niego Maccabi Tel-Awiw 7,2 miliona euro w styczniu tego roku. Zahavi gra nie tylko w ataku, ale też jako atakujący pomocnik.


Zahavi miesiąc temu obchodził urodziny. - Skończyłem 30 lat, ale czuję się, jakbym miał 25 - powiedział.

- Stanąłem przed nowymi wyzwaniami w Chinach, tutejsza liga się rozwija, a ja je w tym pomagam - dodał ulubieniec fanów.

Kibice szczególnie cenią go za cztery trafienia w derbach Guangzhou. - Uwielbiam strzelać w derbach, one są przecież wyjątkowe dla fanów. To najważniejszy mecz w roku, a jeszcze dodatkowo nasz rywal derbowy jest liderem i jednym z najlepszych zespołów w lidze - podkreśla.

Przed wyprawą do Chin Zahavi grał głównie w kraju, poza jednym wypadem do Palermo, dla którego strzelił zaledwie dwa gole w dwa sezony. Trafienie pod skrzydła Dragana Stojkovicia, byłego selekcjonera Jugosławii, bardzo mu pomogło.

- Jesteśmy nastawieni na posiadanie piłki, wymieniamy sporo podań i w większości spotkań kontrolujemy przebieg gry, starając się strzelać sporo goli - opowiada Zahavi. - Czasem atakujemy aż za bardzo zapamiętale, przez co dajemy się skontrować, ale grunt, że nie nastawiamy się pod konkretnego przeciwnika, tylko patrzymy na siebie.

- Myślę, że kibicom w Chinach podoba się nasz styl, a to bardzo ważne, by ludzie czerpali radość z oglądania meczów - dodaje i nie kryje tęsknoty z europejską Ligą Mistrzów. Właśnie w niej strzelił swą najbardziej pamiętną bramkę dla Hapoelu Tel-Awiw, w starciu z Olympiqe Lyon w 2010 roku.

- Tamten gol był dla mnie bardzo ważny. Gdy miałem pięć lat i oglądałem w telewizji Ligę Mistrzów, poprosiłem Boga, by pozwolił mi w niej uczestniczyć, bym pokazał swe umiejętności całemu światu - wspomina Zahavi.- W końcu nadszedł ten moment, gdy zagrałem w Lidze Mistrzów i strzeliłem w niej gola. Byłem naprawdę dumny z siebie. Wszystkie wysiłki, jakie włożyłem w rozwój kariery dały efekt!

Dowiedz się więcej na temat: Eran Zahavi | Hulk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje