Reklama

Reklama

Największy problem polskich ligowców to stadiony

Ostatnie kluby z grona pierwszoligowców, które staną się posiadaczami podgrzewanych boisk, to dwa łódzkie beniaminki - Widzew i ŁKS.

Jednak o ile w Zabrzu czy Wodzisławiu prace już się rozpoczęły, to w Łodzi wszystko idzie jak po grudzie i na razie wciąż jeszcze nie podpisano umowy z wykonawcą inwestycji. O tym, czy budowa zostanie zakończona na czas (przed rozpoczęciem rundy wiosennej), zadecyduje przede wszystkim... pogoda, która umożliwi bądź nie prace w lutym.

Reklama

Zbawienne wybory

Kibice obu łódzkich klubów i tak mogą już być w miarę spokojni, bo wydaje się, że w powstaniu boisk w zasadzie nic już przeszkodzić nie może. Niemniej jednak nie brak opinii, że gdyby nie niedawne wybory samorządowe, włodarze miasta włókniarzy (właściciela obu stadionów) nie daliby ani złotówki na instalacje grzewcze. Rządząca Łodzią ekipa od początku próbowała jakoś wybrnąć z sytuacji tak, by uniknąć tego wydatku. Długo prezydent miasta forsował koncepcję nowoczesnego stadionu miejskiego na obiektach ŁKS-u, na którym mieliby grać zawodnicy obu drużyn. Z czasem okazało się, że ta światła wizja sprowadza się do wybudowania tylko podgrzewanej płyty na tym obiekcie, a dalsza przebudowa tego modelowego przykładu architektury sportowej z czasów gierkowskich miałaby nastąpić "w kolejnych latach, w miarę możliwości finansowych", czyli po prostu w bliżej nieokreślonej przyszłości. Co to za koncepcja?

To żadna koncepcja!

Ostatecznie jednak, pod naciskiem mediów i kibiców, gospodarz miasta uznał, że wyjścia nie ma i zapewnił, że boiska będą. W tej sytuacji został przygotowany projekt zmian w budżecie miasta, który miał na celu wygospodarowanie kwoty 5 milionów złotych na ów cel. Uchwała w Radzie Miasta przeszła bez jednego głosu sprzeciwu (któż by się odważył na to przed wyborami) i rozpisano przetarg.

"Zielona Architektura"

Fakt ten uradował kibiców, gdyż wszyscy sądzili, że od teraz wszystko pójdzie gładko. Przedwcześnie. Okazuje się bowiem, że w specyfikacji przetargu zaznaczono, że boiska powinny być podgrzewane elektrycznie, wykluczając montaż instalacji grzewczej z wykorzystaniem glikolu. To ograniczyło ilość firm startujących w przetargu do... jednej - "Zielonej Architektury" z Warszawy. Przy czym, jak wiadomo, brak konkurencji ma negatywny wpływ na wysokość cen. I tak stołeczne przedsiębiorstwo zaproponowało montaż instalacji grzewczych na obu stadionach za 6 milionów złotych, czyli o milion więcej niż przewidywano, różnicę tłumacząc wzrostem cen miedzi.

Dodatkowy milion

W efekcie znowu sprawa nieszczęsnych boisk spędzała sen z powiek sympatyków Widzewa i ŁKS-u, bo istniała poważna obawa unieważnienia przetargu. Zapewne bezzwłocznie zostałby ogłoszony drugi, z nie tak wąską specyfikacją, ale czas na ponowne przeprowadzenie wszystkich procedur uczyniłby nierealnym marcowy termin zakończenia inwestycji. Na szczęście włodarze miejscy wysupłali z budżetu dodatkowy milion i lada dzień powinna zostać podpisana umowa z wykonawcą inwestycji.

Boiska zatem powstaną, co oznacza spełnienie wymogów licencyjnych. To jednak tylko tymczasowo załatwia problem infrastruktury. Z czasem organ licencyjny będzie dążył do podnoszenia standardów obiektów, stawiając kolejne wyzwania przed działaczami łódzkich klubów. Oba stadiony mają bowiem lata świetności za sobą. Widzewski - remontowany na użytek Ligi Mistrzów przed dziesięcioma laty - na razie jeszcze jako tako normy trzyma. Ten po drugiej stronie Łodzi już przed sezonem ledwo został dopuszczony (tylko dzięki przeprowadzonemu w ekspresowym tempie montażowi zadaszenia). Wkrótce zapewne przyjdzie czas na kolejne - bynajmniej nie czysto kosmetyczne - ulepszenia. Czy wówczas będzie można liczyć na przychylność miasta, które jest przecież właścicielem obu stadionów?

Tomasz Andrzejewski

Dowiedz się więcej na temat: boiska | ŁKS | problem | stadiony

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje