Reklama

Reklama

Największe katastrofy lotnicze z udziałem piłkarzy

W Kolumbii w poniedziałek 28 listopada 2016 roku ok. godz. 22.20 czasu lokalnego rozbił się samolot z 77 pasażerami na pokładzie, wśród których byli piłkarze brazylijskiego zespołu Chapecoense Chapeco, którzy w środę, w finale Copa Sudamericana mieli się zmierzyć z Atletico Nacional Medelin. To niestety nie pierwsza katastrofa lotnicza z udziałem piłkarskiego zespołu na pokładzie.

W katastrofie samolotu pod Medellin, z piłkarzami brazylijskiego klubu Chapecoense na pokładzie, zginęło 71 osób, a sześć przeżyło. Wśród nich ma być obrońca zespołu Chapecoense Alan Ruschel oraz Jackson Follmann. Bramkarz Danilo zmarł w szpitalu. Przyczyną tragedii były prawdopodobnie fatalne warunki atmosferyczne.

Uderzyli w ścianę bazyliki

Podobnie było 4 maja 1949 roku, kiedy to z Lizbony do domu w Turynie wracała najlepsza wtedy klubowa jedenastka na świecie AC czy raczej Grande Torino. Zespół, ze wspaniałym Valentino Mazzolą na pokładzie, w tamtym czasie seryjnie zdobywał mistrzostwo Włoch, a w reprezentacji grało dziesięciu zawodników turyńskiego zespołu.

Reklama

Feralnego dnia wracali akurat z towarzyskiego meczu z Benfiką, który zagrali dzień wcześniej. Kiedy zbliżali się do domu, natrafili na fatalną pogodę, gęstą mgłę. Piloci nie zauważyli położonej i górującej nad miastem majestatycznej bazyliki na wzgórzu Superga. Właśnie w tylną ścianę kościoła uderzył samolot typu Fiat G.212 CP z 31 osobami na pokładzie, wśród których było 18 zawodników, z Mazzolą na czelę. Zginęli wszyscy.

Co roku, 4 maja, kapitan Torino wyczytuje z wmurowanej na tyłach bazyliki tablicy nazwiska wszystkich tych, którzy zginęli w wypadku. Przez trzy lata tego zaszczytu dostępował nasz Kamil Glik. - To moment, któremu towarzyszą wielkie emocje. Ta uroczystość ma przecież dla klubu i kibiców Torino wielkie znaczenie - mówił mi reprezentant Polski.

Uratował się Busby i Charlton

6 lutego 1958 roku tragedia dotknęła piłkarzy innego wielkiego klubu, Manchesteru United. "Czerwone Diabły" wracały akurat z pucharowego meczu z Crveną Zvezdą, który rozegrano w Belgradzie. Samolot z piłkarzami, trenerami, dziennikarzami i kibicami na pokładzie, zatrzymał się w Monachium, w celu uzupełnienia paliwa. Przy próbie startu, na oblodzonej powierzchni pasa startowego, maszyna odmówiła posłuszeństwa, przerwała okalający lotnisko płot i rozbiła się o pobliskie domostwo.

Zginęły 23 osoby, w tym ośmiu piłkarzy, większość na miejscu, a kilku w wyniku obrażeń, wśród nich wielka nadzieja angielskiej piłki Duncan Edwards. Uratowało się 21 osób, w tym słynny szkoleniowiec Matt Busby oraz Bobby Charlton. Obaj, dziesięć lat później, sięgnęli z Manchesterem United po Puchar Europy.

Korytarz dla Czernienki

Lotnicze katastrofy dotknęły też inne piłkarskie kluby. 26 września 1969 roku w wypadku maszyny Douglas DC-6 w Viloco, zginęło 16 piłkarzy i trenerów jedenastokrotnego mistrza Boliwii - Club The Strongest z La Paz.

Dziesięć lat później zginęło 17 piłkarzy i trenerów klubu z Uzbekistanu Paxtakor Taszkent, lecących z Doniecka do Mińska na ligowy mecz z miejscowym Dynamem. Katastrofa lotnicza nad Dnieprodzierżyńskiem miała niecodzienny przebieg. Doszło wtedy do zderzenia dwóch samolotów w powietrzu. Tupolew Tu-134, z 88 pasażerami na pokładzie, leciał z Czelabińska do Kiszyniowa, a taka sama maszyna, z 77 osobami, w tym zawodnikami Paxtakora, zmierzała z kolei z Taszkientu, z międzylądowaniem w Doniecku, do Mińska.

Feralnego 11 sierpnia 1979 roku kontrolerzy lotów w Charkowie mieli sporo pracy, a sytuację komplikował fakt, że tamtym dniu, do odpoczywającego na Krymie Leonida Breżniewa, miał akurat lecieć Konstantin Czernienko (następca Breżniewa). Dla partyjnego dygnitarza zostawiono wolny jeden z trzech korytarzy powietrznych.

Błąd kontrolera lotów spowodował kolizję dwóch maszyn w powietrzu na wysokości 8400 metrów. Zginęło 178 osób, pasażerów i załóg dwóch samolotów, a także graczy Paxtakora, wśród których był reprezentant ZSRR Władimir Fiodorow.

Zginął były piłkarz Lecha 

27 kwietnia 1993 roku zginęła praktycznie cała reprezentacja Zambii, która udawała się na mecz w eliminacjach mistrzostw świata przeciwko Senegalowi. Do wypadku doszło w pobliżu Libreville w Gabonie. Błąd pilota sprawił, że maszyna spadła do morza. Zginęło pięciu członków załogi i 25-osobowa kadra Zambii. Wśród tych, którzy zginęli, był 28-letni wtedy Derby Makinka. Wiosną 1992 roku wystąpił on w trzech meczach Lecha Poznań, który zdobył wtedy mistrzostwo. Był jednym z pierwszych piłkarzy z Afryki, którzy grali w naszej Ekstraklasie.

Wypadku uniknął najlepszy w historii gracz "Miedzianych Pocisków" Kalusha Bwalya, który akurat na mecz z Senegalem miał lecieć z Europy, grał wtedy w PSV Eindhoven. Rok później, z Bwalyą w składzie, Zabijczycy wywalczyli wicemistrzostwo kontynentu, przegrywając w finale Pucharu Narodów tylko z Nigeria.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje