Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata do lat 17. Afrykański finał

W Chile dobiegają końca finały piłkarskich mistrzostw świata do lat 17. W decydującej rozgrywce spotkają dwa zespoły z Czarnego Lądu, Nigeria oraz Mali. - W tej kategorii wiekowej drużyny z Afryki są często w strefie medalowej. Składa się na to kilka rzeczy - tłumaczy Interii Andrzej Zamilski.

W 1993 roku, prowadzona przez trenera Zamilskiego reprezentacja Polski 17-latków, na MŚ w Japonii dotarła do półfinału. Tam przegrała z Nigerią 1-2, w której składzie byli wtedy tacy gracze, jak późniejsze gwiazdy "Super Orłów" Nwankwo Kanu, Wilson Oruma czy Celestine Babayaro. 

Teraz Nigeria znowu jest w finale. W meczu o "złoto", czterokrotni mistrzowie świata w tej kategorii wiekowej, zmierzą się z innym afrykańskim zespołem, Mali. W półfinałach Nigeryjczycy 4-2 ograli Meksyk, a Mali 3-1 Belgię. Relację z finałowego spotkania można będzie zobaczyć na antenie Eurosportu dzisiaj o godzinie 23. 

Reklama

- Afrykańskie drużyny w tej kategorii przewyższają swoich rywali warunkami fizycznymi. To ich główny atut. Pamiętam naszą selekcję w tamtym czasie. W kadrze mieliśmy wtedy takich graczy, jak Łukasz Surma czy Jacek Kosmalski. Obaj byli wtedy wzrostu siedzącego psa. Rówieśnicy byli od nich wyżsi o pół głowy, co nie przeszkodziło im później w zrobieniu ligowej kariery - tłumaczy Interii trener Zamilski. 

Ten były szkoleniowiec juniorskich czy młodzieżowych reprezentacji Polski ciągnie wątek. 

- Druga rzecz, to sprawa wieku piłkarzy z Afryki. Nie chcę nikogo o nic posądzać, ale czytałem, że na przykład Kanu, który na mistrzostwach świata sprzed prawie ćwierć wieku był gwiazdą swojego zespołu, był starszy niż w rzeczywistości. Nie wiem czy tak było, ale przewaga warunków fizycznych zawsze była po stronie zespołów z Afryki. Kolejna sprawa, to fakt, że dla piłkarzy stamtąd, to często gra o życie. Pokazując się z dobrej strony mogą poprawić sobie warunki życia, trafiając do dobrych klubów z Europy - opowiada Andrzej Zamilski. 

Doświadczonego szkoleniowca pytamy, czemu wyniki w kategoriach juniorów czy rozgrywkach młodzieżowych, gdzie zespoły z Czarnego Lądu często wygrywają czy sięgają po medale, nie przekłada się potem na seniorską piłkę.  

- Nie jest wcale pewnikiem to, że ktoś, kto dobrze gra w wieku juniora, potem taki sam poziom będzie prezentował w dorosłej piłce. Najlepszym przykładem może tu być Robert Lewandowski. Powoływany był do kadry juniorów i przez mnie i przez mojego następcę Radka Mroczkowskiego. Wcale nie był jednak wyróżniającym się graczem. Wtedy byli lepsi od niego. Systematyczna praca dała jednak efekt w postaci opóźnionego rozwoju i teraz Robert jest jednym z najlepszy graczy w historii naszej piłki. Zresztą wtedy, w 1993 roku, na mistrzostwa świata nie pojechali z nami tacy gracze, jak Sobolewski, Surma, Kuźba czy kontuzjowany Żurawski, którzy potem czy nawet i do teraz z powodzeniem jeszcze występują - mówi trener Zamiski. 

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne