Reklama

Reklama

Misja encyklopedia. Rocznik Gowarzewskiego wrócił na stulecie w swoim stylu

Porównanie jest trochę z innego świata, ale gdy w ostatniej książce Pereza-Reverte wysłannicy jadą do Paryża po słynną "Encyklopedię" będącą pod koniec XVIII wieku summą ówczesnej wiedzy, ich misja - choć z problemami - kończy się jednak powodzeniem. Zupełnie jak z najnowszym rocznikiem piłkarskim Andrzeja Gowarzewskiego, który wrócił na rynek ze swoją najstarszą serią po trzyletniej przerwie. Aż chciałoby się powiedzieć, zachowując wszelkie proporcje, że "Misja: encyklopedia" znowu się powiodła.

To nie mogło się skończyć tak po prostu. Niemal bez pożegnania i bez żadnej gwarancji powrotu. Byłoby coś niemożebnie paradoksalnego, gdyby rocznik wychodzący regularnie od samego początku lat 90. zakończył żywot akurat wtedy, gdy reprezentacja narodowa przygotowywała się do największych sukcesów od 30 lat. Gdy boom na książki o polskiej piłce wchodził w nową fazę.

Dobrze, że tak się nie stało. Dobrze, że nastąpiła reaktywacja, choćby i po trzech latach.

Decyzja nie była łatwa, Andrzej Gowarzewski sam to przyznaje. Kolejny tom powstawał w niezwykłych okolicznościach i niewątpliwie symbolika odegrała tutaj niemałą rolę. Bo jakże zostawić kibica, który lubi mieć wszystko zebrane i uporządkowane, bez encyklopedii piłkarskiej na stulecie odzyskania niepodległości? Pytanie raczej retoryczne.

Reklama

Swoją cegiełkę do tej reaktywacji dołożył Roman Kołtoń z Polsatu Sport. Nie ma go wprawdzie wśród autorów, ale Gowarzewski już na wstępnie zaznacza, że "wytrwale przekonywał do powrotu na rocznikowy szlak". Jako jedyny, co można odczytywać, że był skutecznym bodźcem dla wydawcy.

I udało się. W ten sposób powstał "trzylatek", skoncentrowany na futbolu rodzimym, który siłą rzeczy pomija sprawy reszty świata. Ponoć definitywnie, choć takich stwierdzeń nie wypada dzisiaj uznawać za pewnik. Nie po takim powrocie.

Jest w tym potrójnym roczniku wszystko, co dla kibica miłującego statystyki być powinno. Od pierwszej reprezentacji do U13, od Ekstraklasy do Pucharu Polski. Gowarzewski z zespołem zagląda we wszystkie zakamarki. Do Niecieczy, najmniejszego ośrodka, jaki "kiedykolwiek był siedzibą klubu ekstraklasowego", przypomina króla strzelców Nikolicia i jego najlepszy wynik w tym stuleciu, bramkarza Nowaka, który jako pierwszy strzelił gola z gry albo jeszcze weterana Surmę, który wybiegał na ligowe boiska 559 razy. To absolutny rekord.

Zdarzają się autorom błędy, a jakże, i to w najmniej spodziewanych miejscach (choćby Carlos Alberto Torres, kapitan złotej jedenastki Canarinhos'70 pomylony z byłym szefem FIFA Joao Havelange'm), ale wydawca niechybnie zdaje sobie sprawę, że to ryzyko wliczone w takie przedsięwzięcie. A szczególnie przy szybkiej realizacji projektu. Encyklopedia zyskałaby jednakowoż jeszcze bardziej na wartości, gdyby odciąć od niej ostatnią część. "Szelontanie w Gowie" to dość osobliwy zlepek myśli w zasadzie na każdy temat. I nie chodzi tylko o peryferie futbolu. Jest tu i o "polskiej murzyńskości" wziętej wprost z pewnej znanej restauracji, gdzie były podsłuchiwane rozmowy i nawet o głośnym wypadku w Oświęcimiu z udziałem byłej premier.

Z tego strumienia myśli szczególnie warta zauważenia jest jedna informacja: oto, jak zapowiada Andrzej Gowarzewski, zbliża się moment, w którym ukaże się biografia Ernesta Wilimowskiego, pseudonim "Ezi".

Trzymamy za słowo.

Remigiusz Półtorak



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL