Reklama

Reklama

Miłosława Litwinowicz, członkini zarządu APLG: Kobieta zmienną jest

W niedzielę 9 sierpnia piłkarska Ekstraliga kobiet powróci do Gdańska po trzech latach przerwy za sprawą absolutnego beniaminka tych rozgrywek - APLG.

Maciej Słomiński, Interia: Zespół "Niebiesko Czarni" śpiewał: "Niedziela będzie dla nas". Chodzi pani po głowie ten kawałek ostatnimi czasy?

Reklama

Miłosława Litwinowicz, członkini zarządu Akademii Piłkarskiej LG Gdańsk: - Faktycznie niedziela będzie wielkim dniem dla naszego klubu. 9 sierpnia o godzinie 18 zadebiutujemy w rozgrywkach Ekstraligi kobiet. Przy Alei Grunwaldzkiej 244 podejmiemy Sportis KPP Bydgoszcz. Już teraz serdecznie wszystkich zapraszam, wstęp będzie bezpłatny. Na razie jeszcze mnóstwo pracy dotyczącej ligowej premiery oraz innych kwestii. Prowadzimy drużyny w sześciu kategoriach wiekowych. Obecnie zmagamy się z certyfikacją szkółek PZPN, w ramach tego programu otrzymaliśmy "złotą gwiazdkę". Jest co robić.

Nie będzie to jednak pierwszy w historii mecz najwyższej klasy rozgrywek piłki nożnej kobiet w Gdańsku.

- Trzy lata temu na tym szczeblu grały piłkarki Sztormu AWFiS Gdańsk. Jeszcze wcześniej Trójmiasto było reprezentowane przez Checz Gdynia.

Proszę pokrótce opowiedzieć historię waszego klubu.

- Dziewczyny zaczęły trenować w 2013 roku w ramach Akademii Lechii Gdańsk. Moi długoletni współpracownicy w piłce młodzieżowej, Tomkowie Bocheński i Borkowski trochę mi wtedy docinali, co to za "babskie fanaberie", ale z perspektywy czasu na pewno nie żałują. Ten drugi w niedzielę poprowadzi dziewczyny z ławki trenerskiej. Męską drużynę Lechii prowadził na szczeblu II ligi jako pierwszy trener, był również asystentem trenera Pawła Janasa w ekstraklasowej Lechii.

Droga do Ekstraligi nie była zbyt długa, a czy była wyboista?

- Rok po rozpoczęciu treningów bardzo młodym, juniorskim składem zgłosiliśmy się do rozgrywek III ligi. Za kolejne 12 miesięcy nastąpił rozłam, Lechia SA powołała swoją akademię, my poszliśmy na swoje, zmianie uległa też nazwa naszej Akademii. Został z nami nas sponsor i mecenas, Grupa LOTOS. Awans do Ekstraligi bez nich nie byłby możliwy, to nasz wspólny wielki sukces.

Kiedy pierwszy raz pomyślała pani, że możliwy jest awans na najwyższy szczebel rozgrywek?

- Chyba po awansie do II ligi, gdzie spędziliśmy dwa sezony. Potem trzy lata w I lidze. Sezon 2019/20 jak wiadomo został przerwany w połowie. Okazało się, że to dało nam awans.

Czy od początku waszym celem była Ekstraliga? Czy, przepraszam za wyrażenie, wyszło wam to trochę przy okazji szkolenia młodzieży?

 - Paradoksalnie rozwój ułatwił nam rozbrat z Lechią SA. Mogliśmy wyraźnie postawić na piłkę kobiecą. Proszę zauważyć, iż z 12 drużyn Ekstraligi większość skupia się na piłce kobiet. Wyjątkiem wśród nich jest klub Ekstraklasy jest Śląsk Wrocław, którego sekcja żeńska gra w Ekstralidze na mocy porozumienia zawartego w tym roku z KS AZS Wrocław, czy GKS Gieksa Katowice, występująca męskich rozgrywkach na poziomie II ligi. Wciąż nie jest tak jak na zachodzie, że największe kluby męskie jak Olympique Lyon czy VfL Wolfsburg mocno stawiają na piłkę kobiecą.

Jakie cele stawiacie sobie na ten sezon?

- Celem minimum jest spokojne utrzymanie się. Nieśmiało liczę, ze uda nam się finiszować w środku tabeli. Mamy ku temu wszelkie dane. Ciężko o jednoznaczne prognozy, gdyż rozgrywki kobiece charakteryzują się dużą dozą nieprzewidywalności. Jak powszechnie wiadomo: kobieta zmienną jest. Z drugiej strony o Ekstraklasie mężczyzn mówi się, że to najbardziej nieprzewidywalna liga Europy, więc może nie tylko my kobiety, bywamy chimeryczne.

Do tej pory beniaminkowie kobiecej Ekstraligi dość szybko ją opuszczali.

- Nie zabraknie nam doświadczenia. Część naszych zawodniczek grała na tym poziomie w barwach wspomnianego Sztormu: Kinga Bużan, Karolina Wierzbicka, Klaudia Słowińska, Marta Stasiulewicz, Magda Kołacz czy Anna Kowalczyk. Udało nam się wzmocnić drużynę. Przyszła ukraińska napastniczka Valentyna Tarakanova, która ostatnio strzelała w I lidze dla Stomilanek Olsztyn oraz obrończyni Jagoda Szewczuk dotychczasowa kapitan AZS PWSZ Wałbrzych, który wycofał się z Ekstraligi. Ponadto do zespołu dołączyły także m.in. Gabriela Zimecka z WAP Włocławek, Aleksandra Zubrzycka z Piastovii Piastów, Anna Kowalczyk z Pragi Warszawa i Emilia Krajewska grająca ostatnio w Polonii Poznań.

Mówiła pani o transferach, a czy są dziewczyny, które są z wami od początku istnienia klubu?

- Mamy piłkarki wywodzące się z programu "Piłkarska Przyszłość z LOTOSEM", konkretnie z chojnickiego ośrodka tego Programu naszą kadrę zasiliła Zuzanna Karwacka. Julia Włodarczyk zaczynała z nami jako mała dziewczynka, teraz jest reprezentantką kraju, przed chwilą pisała maturę. Ania Domżalska jest z nami około pięciu lat, to w kobiecej piłce bardzo dużo. Wiadomo, praca, nauka, mogą zawieść dziewczyny w różne zakątki kraju.

Czy z gry w kobiecej Ekstralidze da się utrzymać?

- Jest to bardzo trudne. Najwyższe kontrakty są na poziomie niższych lig piłki męskiej. Między Ekstraklasą kobiecą i męską istnieje przepaść. Poza zarobkami dość znaczące są detale typu, podróże przeważnie w dniu meczu, bez noclegu. Dla nas jest to szczególnie uciążliwe, gdyż większość klubów wywodzi się z południa kraju. Mimo to staramy się zapewnić naszym zawodniczkom jak najlepsze warunki podróżowania i przygotowania przed meczem. Na pewno większość wyjazdów jakościowo będzie różniła się od tych I-ligowych.

Słyszę pesymizm w głosie, jednak jako niedzielny kibic piłki kobiecej mam wrażenie, że jest lepiej niż było kiedyś, że żeński futbol małymi krokami zmierza w kierunku równouprawnienia.

- Nie da się zaprzeczyć, że jest progres w porównaniu z tym co było 2-3 lata temu. Mecze Ekstraligi będzie pokazywać TVP Sport. W skali globalnej, widziałam statystyki jak wiele zmieniły mistrzostwa świata kobiet we Francji w 2019 roku. Oprawa telewizyjna tej imprezy była absolutnie porównywalna z męskim mundialem. Ale nie tylko TV, również na trybunach były dziesiątki tysięcy kibiców, którzy nie przestali przychodzić na stadiony, gdy mistrzostwa się skończyły. Wiele zrobiła reklama Nike, w której mała piłkarka występuje z największymi gwiazdami kobiecego futbolu. Jeśli już taki gigant jak Nike, czy Visa dostrzegają produkt to znaczy, że w kobiecej piłce zaczynają pojawiać się wielkie pieniądze.

Na wspomnianych francuskich mistrzostwach złoto zdobyły Amerykanki, srebro Holenderki, a brąz Szwedki. Gdzie w europejskiej hierarchii znajduje się reprezentacja Polski?  

- Przy wszystkich różnicach paradoksalnie miejsce naszych kadr kobiecych i męskich na starym kontynencie jest podobne. Może z lekkim wskazaniem na mężczyzn, oni są wyżej. Kobieca kadra plasuje się około 25 miejsca w Europie. Jeśli chodzi o piłkę klubową to może cię zaskoczę, ale przepaść między europejską czołówką, a naszymi klubami jest mniejsza u dziewczyn. Medykowi Konin zdarzało się niedawno występować w fazie pucharowej Ligi Mistrzów.

A jak wygląda hierarchia w polskiej piłce ligowej?

- O swoje czwarte w mistrzostwo i jednocześnie o czwarte z rzędu grać będzie Górnik Łęczna. Ponadto liczyć się będą drużyny, które zakończyły poprzedni, niepełny sezon na podium, czyli poza Górnikiem Łęczna, Medyk Konin i Czarni Sosnowiec. My po niedzielnej inauguracji zagramy z Olimpią Szczecin i Rolnikiem Głogówek. Potem w kalendarzu mamy faworytów ligi, wymienioną wyżej trójcę. Po tych spotkaniach będziemy mądrzejsi w kwestii celu na ten sezon.

Pani droga zawodowa zaczęła się od młodzieżowej piłki męskiej, dziś rozmawiamy w przededniu wielkiego debiutu APLG w Ekstralidze kobiet. Żeńskie czy męskie kopanie wywołuje szybsze bicie serca?

- Była mowa o mistrzostwach we Francji, mój romans z piłką, oczywiście męską zaczął się od mistrzostw również nad Tamizą w 1998 roku. Myślę, że dziś jest to pół na pół, chociaż oczywiście najbliższa sercu jest nasza Akademia Piłkarska. Gdy grają nasze dziewczyny, inne tematy schodzą na plan dalszy.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Dowiedz się więcej na temat: Miłosława Litwinowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje