Reklama

Reklama

Mila: Najgorsze przede mną

"Wyeliminowanie z Pucharu UEFA klubu z Kraju Basków utwierdziło mnie w przekonaniu, że przechodząc do wiedeńskiego klubu podjąłem trafną decyzję" - wyznał w wywiadzie dla "Gazety Poznańskiej Sebastian Mila.

Pomocnik reprezentacji Polski, chociaż nie zagrał w rewanżowym meczu z Athletic Bilbao (Austria wygrała na San Mames 2:1 - przyp. red.), to jednak wierzy, że trener postawi na niego w szlagierowej konfrontacji Max Bundesligi ze Sturmem Graz.

"Wszyscy w drużynie cieszyli się z niespodziewanego awansu do następnej rundy. Pokonanie czołowej drużyny hiszpańskiej to dla nas wielka sprawa, nie byliśmy przecież faworytem. Wprawdzie w naszym zespole nie brakuje zawodników dużego formatu, ale przejście tak renomowanej jedenastki, myślącej o zdobyciu Pucharu UEFA, to zawsze powód do ogromnej radości. Na świętowanie nie było czasu, bo już jutro gramy ważny ligowy mecz ze Sturmem Graz. Walczymy o mistrzostwo kraju i liczę, że tym razem zagram w podstawowym składzie" - stwierdził Mila, który wybrał już swoją wiedeńską siedzibę.

Reklama

"Będę mieszkał w pięciopokojowym apartamencie w centrum Wiednia, dziesięć minut od serca miasta. Tak chciałem, bo na mieszkanie w spokojnej dzielnicy jestem chyba jeszcze za młody..." - oznajmił Mila, który chwali sobie opiekuńczość Radosława Gilewicza.

"Wciąż jestem w okresie aklimatyzacji i muszę się pogodzić z tym, że najgorsze dni jeszcze przede mną. Gdyby nie pomoc Radosława Gilewicza, to chyba musiałbym się już pakować i wracać do Polski. Jeśli mam jakiś kłopot, zawsze mogę na niego liczyć. Chwilami jest dla mnie jak starszy brat" - wyjaśnił pomocnik reprezentacji Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL