Reklama

Reklama

Michał Żewłakow: Najlepsze imprezy były za Jerzego Engela

- Alkohol zawsze był i pewnie cały czas jest obecny na zgrupowaniach. Tylko kwestia, kiedy i ile. Trzeba znać granicę. Czy my zawsze ją znaliśmy? Pewnie nie - w rozmowie ze sport.pl mówi były kapitan piłkarskiej kadry Michał Żewłakow.

Michał Żewłakow rozegrał w piłkarskiej reprezentacji Polski 102 spotkania, co daje mu pod tym względem trzecie miejsce na liście wszech czasów. Grał u siedmiu selekcjonerów. Wystąpił w finałach MŚ i ME.

Zapewnia, że wbrew opinii niektórych kibiców nigdy nie był hulaką. Jak sam przyznaje, "lubił łączyć futbol z życiem". Nigdy kosztem futbolu, choć trudno było grać w kadrze i pozostać bez grzechu.     

- Alkohol zawsze był i pewnie cały czas jest obecny na zgrupowaniach - mówi Michał Żewłakow w rozmowie ze sport.pl. - Tylko kwestia, kiedy i ile. Trzeba znać granicę. Czy my zawsze ją znaliśmy? Pewnie nie. Ale to nie był tylko problem kadry Smudy (u niego MŻ kończył reprezentacyjną karierę - przyp. red.), bo np. Leo Beenhakker też przeżył historię, kiedy tego alkoholu było za dużo. Wiadomo, że jak kadra wygrywa, mówi się o tym zdecydowanie mniej. Dzisiaj też zdecydowanie mniej rzeczy możesz zrobić i jeszcze mniej ukryć niż kiedyś, ale imprezy pewnie i tak się odbywają. 

Reklama

A kiedy w kadrze odbywały się najlepsze imprezy? Na to pytanie Żewłakow odpowiada bez wahania.

Michał Żewłakow: Pamiętam wszystkie imprezy za Engela

- Najlepsze były za trenera Jerzego Engela. Może dlatego, że wtedy nie byłem w kadrze piłkarzem, który gra pierwsze skrzypce i bryluje w towarzystwie, ale byli w niej zawodnicy - Piotrek Świerczewski, Tomasz Kłos, Tomasz Iwan, czy Tomasz Hajto - którzy potrafili zadbać o atmosferę. Pamiętam wszystkie imprezy. Większość była tak dobra, że trudno wskazać jedną. 

W grudniu 2020 roku Żewłakow spowodował w Warszawie kolizję drogową, będąc pod wpływem alkoholu. To zdarzenie sprawiło, że na otaczającą go rzeczywistość patrzy dzisiaj zupełnie inaczej niż kiedyś.   

- W jednym momencie zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś tym, który może więcej niż przeciętny człowiek - mówi obecnie 46-letni były piłkarz. - Zastanawiasz się nad tym i myślisz sobie, że w tym wielkim nieszczęściu miałeś tak naprawdę dużo szczęścia. Że po pierwsze: nikomu nie zrobiłem krzywdy, a po drugie: żadna krzywda nie stała się mnie. To była lekcja pokory.

- Popełniłem wielki błąd. Mam poczucie, że dostałem drugą szansę od losu. Że to był palec boży, który pomachać może tylko raz. Przy następnej głupocie tyle szczęścia może nie być - dodaje.  

ZOBACZ TAKŻE:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL