Reklama

Reklama

Michał Listkiewicz o mordercach swojej matki: "Nie ma ludzi z gruntu złych"

Był 13 lutego, jak dziś. Michał Listkiewicz, przebywający służbowo na Cyprze, odebrał telefon. Po kilku sekundach już wiedział, że to najczarniejszy dzień jego życia. Koszmar, który przekracza granice wyobraźni...

Noc, zima, rok 2002. To było zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Tłuczek do mięsa, pętla na szyi z kabla od radia, poderżnięte gardło i dla pewności nóż w plecy. Ofiara to Olga Koszutska-Listkiewicz, 72-letnia matka Michała Listkiewicza - ówczesnego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej i byłego arbitra międzynarodowego.    

Ciało zamordowanej znaleziono po czterech dniach od makabrycznej nocy w jej mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Niespełna tydzień później ujęci zostali sprawcy. Narkoman Dariusz Uba oraz jego partnerka Aneta Barczuk. Też narkomanka, w dodatku nosicielka wirusa HIV. Oboje zostali uznani za poczytalnych i skazani na 25 lat więzienia.  

Reklama

Tak mordują tylko bestie

Protokół z sekcji zwłok jest zbyt drastyczny, by przytaczać jego fragmenty. Tu tylko wyimek z orzeczenia sądu: "Oskarżeni działali w sposób wyjątkowo okrutny i bestialski. W ich działaniach wystąpiło wielokrotne przekroczenie stopnia przemocy koniecznej do pozbawiania życia pokrzywdzonej".    

Dla pani Olgi zgubna okazała się sympatia do ludzi, wrażliwość na krzywdę innych i bezinteresowna chęć niesienia pomocy. Aneta, wówczas 22-latka, wykorzystała to bezwzględnie. Wymyśliła historyjkę o opiece nad małą siostrzyczką i braku środków do życia. Tym wzbudziła litość i współczucie życzliwej kobiety. Najpierw dostawała od niej jedzenie, ubranie i rzeczy codziennego użytku. Potem również pieniądze. Niemałe kwoty - nawet 300 zł jednorazowo. Wszystko przeznaczała na narkotyki.

Horror zamiast snu

Z czasem starsza kobieta, niczego nieświadoma, zaczęła gościć młodą przyjaciółkę w domu. Miło spędzały ze sobą czas, aż do tragicznej nocy. Tę ostatnią wizytę zaaranżował kompan Anety. Kazał wsypać do herbaty pani Olgi dwie tabletki nasenne. Potem kolejne dwie. Sam czekał na klatce schodowej i wydawał polecenia przez telefon. Plan się nie powiódł, bo właścicielka mieszkania nie zareagowała na leki. Aneta dostała od niej 80 zł, pożegnała się serdecznie i wyszła. 

Para zbrodniarzy wróciła jednak pod ten sam adres w nocy. Już pod wpływem narkotyków, bez żadnych hamulców. Rozegrał się horror. Po dokonaniu zabójstwa ograbili mieszkanie i wrócili taksówką do domu.


Nie ma ludzi złych

Po jakimś czasie nieoczekiwanie głównym bohaterem tej historii stał się Michał Listkiewicz. Wszystko za sprawą jego miłosierdzia - o skali tak wielkiej, jaka w historii polskiej kryminologii nie miała precedensu. Wybaczył kobiecie, która odebrała życie jego matce, i otoczył ją troskliwą opieką.

- Kultywowanie w sobie nienawiści zatruwa życie - tłumaczył były szef futbolowej centrali. - Bardzo pomogła mi postawa piosenkarki Eleni, której zamordowano nastoletnią córkę. Powiedziała słusznie, że życie z nienawiścią jest ułomne. Dlatego warto wybaczyć, we własnym interesie. Prawdą jest również to, co głosił jeden z francuskich myślicieli. Dowodził, że w każdym człowieku toczy się walka dobra ze złem. Nie ma ludzi z gruntu dobrych i z gruntu złych. Dobro nie zawsze jednak wygrywa. Starałem się zrozumieć, dlaczego nie wygrało tym razem i co mogło pchnąć tę dziewczynę do takiego czynu. Zwykle krzywdzi ktoś, kto sam w dzieciństwie był krzywdzony. Tak było w tym przypadku. To niczego nie usprawiedliwia, ale w jakimś stopniu pozwala zrozumieć. Opowiedziano mi o zabójczyni mojej matki straszne rzeczy...  

Jednooki ojciec alkoholik. To za jego sprawą straszne rzeczy działy się najpierw w domu przyszłej zabójczyni. Stracił oko w wypadku samochodowym, na drugie widział słabo, ale wystarczająco dobrze, by w stanie upojenia katować Anetę, jej młodszego brata i matkę. Najczęściej wojskowym pasem. Wiele razy musieli uciekać z domu, czasem w samych piżamach. Czekali na strychu kamienicy, aż agresor zaśnie. Czasem zasypiali tam pierwsi.

Aneta często uciekała sama, gdzieś dalej i na dłużej. Zażywała narkotyki od 15. roku życia. Zaczynała od wąchania kleju i rozpuszczalnika. Miała 16 lat, kiedy zaszła w ciążę - z chłopakiem, który też ją bił. W ciąży ćpała, urodziła przed terminem. 

Wkrótce zmarła jej matka. To ją załamało. Rzuciła szkołę i pogrążała się w nałogu. Któregoś dnia wsiadła w PKS i pojechała do Warszawy. Nie interesowało ją, co stanie się z roczną córką, którą zostawiła w domu. 

Niedługo potem ojciec jej dziecka się powiesił.   

Tosia nic nie wie

Gdy zapadł wyrok w sprawie morderstwa, Listkiewicz zaraz po wyjściu z sali sądowej wypowiedział dwa zdania, które zaszokowały zgromadzonych dziennikarzy: - Chcę odszukać dziecko tej dziewczyny. Po to, żeby kiedyś nie znalazła się w takiej sytuacji, jak jej matka.

Do jego kontaktu z Tosią nigdy jednak nie doszło. Pomógł znaleźć dla niej rodzinę zastępczą, ale poproszono go, by na tym poprzestał. Dziewczynka nic nie wiedziała o całej sprawie. I trzeba było zrobić wszystko, by przerażające fakty trzymać jak najdalej od jej nieskażonego świata.   

Trafiła do dobrego domu. - Jej rodzice zastępczy to nauczyciele z Mazur, bardzo porządni ludzie - zapewniał Listkiewicz. - Jestem pewien, że wychowali ją na dobrą dziewczynę. Mieli się do mnie odezwać, gdyby była potrzebna jakakolwiek pomoc. Nie kontaktowali się ze mną, więc wierzę, że wszystko jest w porządku.  

Modlitwa o dobrego człowieka

Do matki Tosi przez długi czas pisał listy. Fragment jednego z nich: "Życzę, aby wytrwała Pani w postanowieniu bycia dobrym człowiekiem. Będę się modlił za to. Niech Pani odrzuca agresję i kocha innych, a życie to Pani kiedyś wynagrodzi. Ja już Pani wybaczyłem. Chodzi o to, by przemiana, jaka u Pani może zajść, nastąpiła. A wtedy będę mieć spokojne sumienie, gdyż moje przebaczenie nie pójdzie na marne".  

Na korespondencji nie poprzestawał. Przez lata wysyłał jej pieniądze i ubrania, kupował lekarstwa, środki higieniczne, a także podręczniki, gdy zaczęła chodzić do więziennej szkoły. - Zaprzestałem tego, żeby nie popaść w taką relację, w której ofiara uzależniona jest od swojego oprawcy - tłumaczył. - Byłem tego bliski. Na szczęście w porę mi to uświadomiono. Zrozumiałem to po rozmowie z psychologiem i za jego namową definitywnie zerwałem tę relację.   

A co z Dariuszem Ubą? - To psychopatyczny osobnik - odpowiadał stanowczo Listkiewicz. - Zauważyłem to na procesie i od początku on mnie w ogóle nie interesował. Jego ofiarą stała się nie tylko moja mama, ale i ta dziewczyna, która razem z nim dopuściła się mordu. 

Dziewczyna z lasu

Kara Anety Barczuk kończy się 17 czerwca 2029 roku. W 2024 mogłaby się starać o zwolnienie warunkowe, ale już wiadomo, że to nieaktualne. Popełniła błąd, gdy wyszła na przepustkę, by podreperować zdrowie. Do więzienia w wyznaczonym dniu nie wróciła. W tym czasie ukrywała się i pracowała przez moment w roli fotomodelki. 

Przez dwa lata była poszukiwana listem gończym. Została ujęta w lesie pod Nowym Dworem Mazowieckim. Na przedterminowe zwolnienie nie ma już szans. Mimo to wciąż sporządza wnioski o ułaskawianie. Dołącza do nich fragmenty listów od Listkiewicza. Wierzy, że to karta nie do przebicia...

Łukasz Żurek

Imiona niektórych osób zostały zmienione.

Dowiedz się więcej na temat: Michał Listkiewicz | Olga Koszutska-Listkiewicz | zabójstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama