Reklama

Reklama

Michał Listkiewicz: Koronawirus sprawił, że do futbolu wraca zdrowy rozsądek

Michał Listkiewicz spędza święta na Kaszubach, ale nie zapomina o futbolu. - W tym trudnym czasie do piłki nożnej wraca zdrowy rozsądek. Zmieni się hierarchia ważności spraw w naszej dyscyplinie - powiedział były prezes PZPN, a obecnie szef sędziów federacji Armenii. Mówił też o przeniesionym Euro 2020.

- Czuję się dobrze, dziękuję. Przebywam z żoną na działce na Kaszubach, w okolicach Bytowa. Nie nudzimy się - spacery, obcowanie z naturą. Wokół mamy sąsiadów. Rozmowy odbywają się przez płot, ale z daleka. Przestrzegamy wszystkich zasad. Jeżeli musimy wyjść do sklepu, to oczywiście w rękawiczkach i maseczkach - zaznaczył Listkiewicz.

Reklama

Jak przyznał, czas wolny wykorzystuje m.in. na nadrabianie lektury książek. - "Połknąłem" w ostatnim czasie naprawdę wiele tytułów. Nie mogą do mnie przyjechać synowie, ale tutaj są bardzo sympatyczni mieszkańcy, więc nie odczuwamy za bardzo samotności. Po raz pierwszy spędzam Wielkanoc na Kaszubach. Z oczywistych powodów nie będę mógł się przekonać, jak dokładnie wyglądają tutejsze zwyczaje i świętowanie. Może za rok... Na szczęście pod względem kulinarnym wszystko jest zgodnie z tradycją. Niedaleko jest gospodarstwo, w którym pani Grażynka ma wiele kur, więc świeżych jaj nam nie zabraknie - wspomniał.

Spędzanie czasu w uroczym miejscu nie oznacza jednak, że były międzynarodowy arbiter odciął się od futbolu. - Cały czas śledzę internet, rozmawiam telefonicznie ze znajomymi ze środowiska piłkarskiego. Tak się stęskniłem za futbolem, że chętnie wybrałbym się na jakiś lokalny mecz trzeciej lub czwartej ligi. Na razie to wykluczone, ale patrzę z większym optymizmem niż jeszcze tydzień, dwa tygodnie temu. W Niemczech czy Czechach już wznowiono treningi, oczywiście zgodnie z zaleceniami. Myślę, że pod koniec kwietnia podobnie będzie w Polsce. Moim zdaniem połowa maja to realny termin na powrót do rozgrywek - podkreślił.

Zdaniem byłego prezesa PZPN będzie można grać nawet do końca lipca. - I właśnie tak się kiedyś grało. Zaczynaliśmy rundę wiosenną w połowie marca, a kończyliśmy na początku wakacji. Uważam, że teraz nastąpi dla futbolu reset. Dotyczy to m.in. zarobków i hierarchii ważności spraw. Wróci zdrowy rozsądek. Ostatnio było tak, że drużyny musiały grać nawet 21 czy 22 grudnia. Piłkarze - wiadomo, to ich zawód, ale dla kibiców to nie było proste. Odstąpiono od grania w najlepszych miesiącach. A teraz trzeba będzie z konieczności do tego wrócić. To najlepsze, co się wydarzy po tym strasznym wirusie - możliwość dłuższej rywalizacji, dzięki zwolnieniu terminów po przesunięciu m.in. Euro - przypomniał.

Mistrzostwa Europy miały się odbyć od 12 czerwca do 12 lipca w 12 krajach, ale zostały przełożone na przyszły rok. Jak informują media, niewykluczone, że część krajów, dotkniętych kryzysem spowodowanym pandemią koronawirusa, zrezygnuje ze współorganizacji imprezy.

- Od początku byłem sceptycznie nastawiony do pomysłu z 12 krajami. To dziwoląg przykryty jakąś ideologią. Jubileusz 60-lecia... Może Michel Platini (były szef UEFA - red.) chciał być oryginalny... Nie wiem, ale dla mnie to było od początku trochę bez sensu. Przemieszczanie się np. z Baku do Rzymu, zwłaszcza dla kibiców, byłoby problemem. Przecież na takie turnieje jeździ się często samochodami, całymi rodzinami - powiedział Listkiewicz.

Jak podkreślił, koronawirus "unaocznił absurd tego pomysłu". - Widzę, że obecny prezydent UEFA Aleksander Ceferin patrzy na to bardziej racjonalnie. Moim zdaniem turniej powinien odbyć się maksymalnie w dwóch, trzech krajach, położonych blisko siebie. Nawet ucieszyłbym się, gdyby tak się stało. I myślę, że jest to możliwe - dodał.

Z powodu pandemii koronawirusa wstrzymano niemal wszystkie piłkarskie rozgrywki na świecie. Również w Armenii, co dla niego jest bardzo istotne, ponieważ pełni rolę szefa sędziów w tamtejszej federacji (w latach 2016-18 zajmował podobne stanowisko w Czeskim Związku Piłkarskim).

- Można powiedzieć, że moja rola to "szef sędziów w Armenii, obecnie na wygnaniu". Wróciłem kilka dni przed zamknięciem granic. Tam koronawirus nie zbiera tak tragicznego żniwa. To kraj od dawna w pewnym stopniu odizolowany, z niewielkim ruchem turystycznym... Oczywiście jestem w kontakcie z tamtejszą federacją i z utęsknieniem czekam na powrót do pracy. Miałem plany wykładów, z udziałem m.in. zagranicznych specjalistów, egzaminów. Gdy tylko granice zostaną otwarte, wracam z Marcinem Szulcem, moim współpracownikiem, do Erywania. Tam sezon ligowy może być rozgrywany nawet do połowy lipca. Wprawdzie problemem będą 40-stopniowe upały, ale przecież można grać wieczorami - zakończył Listkiewicz.

Rozmawiał: Maciej Białek

Dowiedz się więcej na temat: Michał Listkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje