Reklama

Reklama

Mbappe. Piękny, dwudziestoletni (część I). Opowieść o chłopaku, który stał się geniuszem

Zadziwia na każdym kroku. Gdziekolwiek się pojawi, ma wyjątkowy dar przyciągania uwagi. Takiego melanżu dojrzałości, także poza boiskiem, i niezwykłego talentu dawno w sporcie w tym wieku nie było. Pewnie nawet nigdy. Kim tak naprawdę jest Kylian Mbappe - piękny, dwudziestoletni, największe odkrycie ostatniego roku? Oto kulisy kariery, która... nie jest bez wad.

Zacznijmy tę opowieść od wysokiego C, tak jak wyjątkowy przypadek na to zasługuje. Od porównania, które obiegło już cały świat, zrobiło furorę i od niemal pół roku żyje swoim życiem. Gdy ostatniego czerwca, w kluczowym meczu z Argentyną, decydującym o pozostaniu na mundialu albo przedwczesnym wyjeździe do domu, młody Kylian strzelił dwa gole, przesądzając o awansie, odezwał się sam Pele. Powód był ewidentny. Od czasów brazylijskiego "króla futbolu" nikt młodszy nie potrafił przez sześćdziesiąt lat trafić dwa razy do siatki w fazie pucharowej mistrzostw świata. I to w spotkaniu o takim natężeniu emocjonalnym. "Gratulacje, dzięki tym dwóm golom znalazłeś się w znakomitym towarzystwie" - napisał Brazylijczyk dokładnie sześć dekad, z jednym dniem różnicy, od czasu, gdy po raz pierwszy mógł wznieść Złotą Nike.

Reklama

Ale za tym prostym twitterowym przekazem, kryło się coś więcej, niż tylko chęć złożenia gratulacji młodemu talentowi. Pele nie jest zwykle aż tak hojny w pochwałach. Jeśli więc on, ciągle największy autorytet w dziejach mundialu, zareagował na wyczyn Mbappe, świadomie nawiązując do swoich niezwykłych osiągnięć sprzed 60 lat, znaczy, że być może zobaczył we Francuzie coś szczególnego. Coś, co tylko on potrafi zrozumieć, bo sam to przeżył.

Dwie rady od Pelego

Dzisiaj możemy już przyznać - to był dzień, w którym Mbappe ostatecznie zyskał globalną rozpoznawalność. Dzięki postawie na boisku, to oczywiste, ale też dzięki pieczęci, którą wystawił mu Pele. Pierwszy raz, choć nie ostatni. Potem była jeszcze koszulka, którą Brazylijczyk przesłał młodzianowi i dwie rady ("bądź pokorny i ciężko pracuj"), zakończone jasnym przekazem: "Jestem pewny, że właśnie taki będziesz".

Do planowanego spotkania dwóch gwiazd jeszcze nie doszło, ale nikt już chyba nie ma wątpliwości, że to tylko kwestia czasu. Ostatnie życzenia na 20. urodziny tylko to potwierdzają.

W tej historii - i w ogóle w dotychczasowej karierze Mbappe - kluczowe jest jedno: jeśli niecałe dwa lata temu zobaczyliśmy, że jest zdolny do rzeczy niezwykłych na boisku, w tym roku udowodnił, że jego wizerunek może znacznie wykraczać poza sport. Co ważne, w obydwu rolach czuje się znakomicie.

Były w ostatnich miesiącach trzy momenty, które najlepiej pokazują, co stało się z Kylianem. Jak wskoczył na zupełnie inny poziom.

Mecz z Argentyną, oprócz zachwytów Pelego, miał też inny konkretny efekt. Trochę symboliczny. W dniu, w którym "Kyky" (tak został nazwany przez kolegów, choć nie do końca mu się ten przydomek podoba) pędził przez ponad pół boiska, by wywalczyć karnego; gdy strzelał dwa gole, ujawniając przy okazji paletę możliwości - zarówno umiejętność odnalezienia się na małej przestrzeni w polu karnym, jak i zakończenia błyskawicznego kontrataku; gdy wreszcie powodował spazmatyczną radość wszystkich rezerwowych wpadających na niego po tych bramkach, dokonywał się inny akt - pożegnanie z turniejem Messiego i Ronaldo. Dwaj najlepsi gracze ostatniej dekady zbierali się do domu ze świadomością, że znowu nie udało im się choćby raz trafić do siatki w kolejnym podejściu w fazie pucharowej mundialu. A taki Mbappe trafił już za pierwszym razem i to dwa razy. Na dodatek został za chwilę mistrzem świata.

Proste przełożenie, że oto następuje zmiana warty i teraz niespełna 20-letni młodzian zajmie ich miejsce byłoby dużym nadużyciem. Co nie zmienia faktu, że takie wejście smoka zostawiło ślad w sposób spektakularny. W historii mistrzostw świata będzie się o tym mówiło.

Wizyta jak szefa państwa. Wszystkie służby w stanie gotowości

To był jednak dopiero początek szaleństwa, które wywołał Mbappe. W wielu przypadkach tradycją stało się po mundialu, że nowi mistrzowie odwiedzali swoje rodzinne strony, by pochwalić się tytułem. Kylian długo kazał na siebie czekać w podparyskim Bondy, głównie ze względów bezpieczeństwa, ale gdy już przyjechał po trzech miesiącach, w połowie października, to wcześniejsze imprezy z udziałem Llorisa, Pavarda czy nawet Griezmanna, wypadały przy tym dosyć słabo.

Gdy z biletem o numerze 5500 wchodziliśmy na kameralny stadion, gdzie Mbappe uczył się grać pod okiem ojca-trenera, tłum gęstniał z każdą minutą, by dobić do niemal 10 tysięcy. Ale oprócz dużego zainteresowania ważniejsze było coś innego. Na przyjazd młodej gwiazdy został wyjątkowo uruchomiony tzw. plan vigipirate do ochrony przed atakiem terrorystycznym, zmobilizowano setkę policjantów z oddziału prewencji, ustawiono barierki, gdzie trzeba, nie mówiąc o nadzwyczajnych siłach ochrony. Innymi słowy, wizyta 20-latka w rodzinnych stronach przypominała trochę - zachowując wszelkie proporcje - dobrze strzeżoną wizytę głowy państwa. Dawno nikt na takie względy nie liczył. Oto prawdziwa miara popularności, jaką Mbappe zdobył w ciągu zaledwie półtora roku.

Zresztą, odniesienie do polityków, wcale nie jest tu przypadkowe. Ostatnie badania wskazują, że jego nazwisko znajduje się tuż za podium pod względem cytowalności we francuskich mediach od początku tego roku - za prezydentem Macronem, prezydentem Trumpem i premierem Philippem. Nieźle jak na chłopaka, który od niedawna funkcjonuje w powszechnej świadomości.

O tym, jak bardzo się ona zmieniła, najlepiej świadczy trzeci charakterystyczny element z ostatnich miesięcy - okładka w europejsko-afrykańsko-bliskowschodnim wydaniu prestiżowego "Time'a" z nakładem 3 milionów egzemplarzy. Mbappe trafił na nią w październiku. Jak to się stało? Vivienne Walt, dziennikarka amerykańskiego magazynu i autorka tekstu o Francuzie określa go jako "globalną osobowość". - To game changer, czyli ktoś, kto potrafi zmienić bieg wydarzeń - argumentuje.

To być może najlepsze określenie.

"Kyky" (alias "Razmoket" - od amerykańskiej serii Pełzaków, albo "Donatello" - od postaci w komiksach o żółwiach Ninja) ma rzeczywiście dar błyskawicznego wtapiania się w nowe środowisko, by za chwilę odgrywać w nim czołową rolę. Tak było w Monaco, gdzie - mimo problemów na początku - szybko zaczął strzelać jak na zawołanie, nawet hat tricki, tak było w PSG, gdzie przeszedł za - bagatela - 180 mln euro, by wejść do drużyny pełnej gwiazd jak po swoje i zostać tam na dobre. Tak było wreszcie, gdy został zaproszony na salony, do Pałacu Elizejskiego, przy okazji wizyty nowego prezydenta Liberii George'a Weaha, niegdyś znakomitego piłkarza Monaco, PSG albo Milanu. Kadra to jeszcze inna historia. Mbappe nie był jeszcze pełnoletni, gdy zdobył z drużyną mistrzostwo Europy do lat 19, będąc oczywiście czołowym graczem turnieju, a dzisiaj nikt sobie nie wyobraża bez niego pierwszej reprezentacji. Do niej też wszedł jak po swoje, skoro od marca 2017 uzbierało mu się już 28 występów i 10 goli. Chapeau!

Gdy zaraz po tym, jak Mbappe objawił się szerszej publiczności w niezapomnianym dwumeczu z Manchesterem City, jeszcze w barwach Monaco, rozmawialiśmy na jego temat z Didierem Deschampsem, selekcjoner mówił tak: - Kylian potrafi zachować w polu karnym spokój i zimną krew. Jak na jego wiek, to duża umiejętność. I tym się wyróżnia. Łatwość, z jaką porusza się przed bramką i szuka dla siebie miejsca jest imponująca. Do tego widać, że jest dobrze ukształtowany mentalnie - przekonywał nas Deschamps.

W zasadzie nic się nie zmieniło, może poza tym, że atuty widać jeszcze wyraźniej.

Rekordy, które robią wrażenie

Aby dobrze zrozumieć ten fenomen, najlepiej podeprzeć się kilkoma liczbami. Albo jeszcze inaczej - z całej masy rekordów wyjąć te, które robią największe wrażenie. Mbappe potrzebował zaledwie 15 meczów w Lidze Mistrzów, aby strzelić 10 goli (dzisiaj te statystyki to 22-12); jest najmłodszym francuskim zawodnikiem, który zagrał i strzelił gola na mundialu; nikt nie miał więcej występów w drużynie narodowej (28) w wieku 20 lat, nawet Pele (24). I jeszcze wisienka na torcie: 70. gola (!) w karierze zawodowej strzelił przed dwoma miesiącami. Dla porównania - Messi miał w tym wieku 20 trafień na koncie, Cristiano Ronaldo - 19.

To oczywiście nie oznacza, że Mbappe przekroczy kiedyś liczbę pięciu Złotych Piłek Argentyńczyka i Portugalczyka (nawet zbliżenie się do tego będzie niezwykle trudne, na razie zajmował miejsca 7. i 4.), ale po oczach bije jego dojrzałość. Tak jakby od początku wiedział, czego chce i jeszcze miał do tego niezwykły talent oraz determinację.

Swoboda przed kamerą jest rzeczywiście zadziwiająca. Może trudno w to uwierzyć, ale młody Mbappe przygotowywał się do tej roli od dawna. Bardzo dawna. Ponoć już w wieku... pięciu lat ćwiczył wypowiedzi "do mikrofonu". Czyli jeszcze zanim występował w klasowym chórze, grając na... flecie i zanim zaczął jeździć z rodzicami na staże do Chelsea czy Realu Madryt, by ostatecznie osiąść w instytucie piłkarskim w Clairefontaine, a potem przenieść się do Monaco.

Jest jedna pamiętna scena z 2016 roku, gdy po finale na Stade de France w rozgrywkach Gambardella promujących najlepsze drużyny młodzieżowe. Niespełna 18-letni wówczas Mbappe ze stoickim spokojem dwa razy poprawiał przed kamerą lapsusy przechodzącego na emeryturę dziennikarza francuskiej telewizji. A jeszcze lepiej dał się zapamiętać, kiedy po śmierci legendarnego Raymonda Kopy, najlepszego francuskiego piłkarza polskiego pochodzenia, napisał na Twitterze, cytując Jeana d’Ormessona: “Jest coś znacznie silniejszego niż śmierć. To obecność tych, których nie ma w pamięci tych, którzy żyją. Niech Pan spoczywa w pokoju, Mr Kopa".

Zaufani doradcy. Nie potrzeba żadnego agenta

Czuć w tym było rękę rodziny. Tak samo jak w innych późniejszych sytuacjach, choćby wówczas, gdy w świat poszedł przekaz, że premia za mistrzostwo świata zostanie przekazana na cele charytatywne.

W jego przypadku "rodzina" to szerokie pojęcie, ale sprowadza się do stwierdzenia, że Mbappe - oprócz tego, że sam ma głowę na karku - może liczyć na bardzo zaufane otoczenie. Kluczowi są oczywiście rodzice - pochodzący z Kamerunu ojciec Wilfried trenował go od najmłodszych lat w AS Bondy, mama Fayza, była piłkarka ręczna mająca korzenie algierskie, pracowała swego czasu jako animatorka w rodzinnej miejscowości pod Paryżem, a od kilku lat sprawuje pieczę nad rozwojem syna, m.in. nad jego sprawami marketingowymi. Do tego dochodzi wujek Pierre Mbappe, który nie tak dawno był dyrektorem sportowym w Sedanie albo jeszcze Alain Mboma, też z Kamerunu, były zawodnik niższych lig. Aż chciałoby się powiedzieć, że w takim towarzystwie młody Kylian był niemal skazany na sport. Nie mówiąc o adoptowanym bracie Jiresie Kembo-Ekoko, który ciągle gra zawodowo w piłkę.

Najbliższe środowisko zawodnika PSG jest na tyle wąskie i hermetyczne, że nigdy nie miał tam wstępu żaden agent, mimo wielu prób największych asów z tej branży. Choćby Jorge Mendesa. Rodzina zawsze wolała wszystko załatwiać sama. Młody Mbappe przenosił się do Monaco? Ojciec pojechał razem z nim, mieszkając w regionie. Dzisiaj napastnik gra w Paryżu? Rodzice sprzedali mieszkanie w Bondy, choć to tuż obok, i przenieśli się do zachodniej, najbardziej ekskluzywnej części francuskiej stolicy.

Wszystko jest pod ścisłą kontrolą, a w sprawach prawno-kontraktowych doradza mało znana, ale zaufana adwokat Delphine Verheyden. To ona czuwała m.in. nad gigantyczną umową z PSG i nad zabezpieczeniem interesów młodego piłkarza. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby ten układ się szybko zmienił, mimo ciągle zwyżkującej popularności 20-latka.

I mimo nie zawsze fortunnego przekazu, który Kylian wysyła w świat. Jest w tej dziedzinie niezwykle utalentowany i naturalny, ale popełnia też błędy. Gdy po powrocie z mundialu, w lidze stracił panowanie nad sobą i rzucił się na rywala z Nimes po jego ostrym faulu, dostając czerwoną kartkę, tuż po meczu powtarzał, że niczego nie żałuje i jeszcze raz zrobiłby to samo. Dopiero interwencja klubu i najbliższych zmusiła go do posypania głowy popiołem. Gdy przed klasykiem z Marsylią, spóźnił się na odprawę (razem z Rabiotem, bo jeden i drugi chcieli oglądnąć do końca mecz Barcelony z Realem), trener Tuchel odstawił obydwu na ławkę ze skutkiem natychmiastowym.

Ten ostatni przykład jest jednak o tyle ciekawy, że pokazuje, jak Mbappe potrafi błyskawicznie zareagować. Z Marsylią wszedł w II połowie i już po czterech minutach - rajdem w swoim stylu - odblokował drużynę PSG. Gdy na mundialu, po pierwszym słabym meczu z Australią, trener Deschamps publicznie wytknął mu na odprawie słabe zaangażowanie i małą liczbę sprintów o niskiej intensywności, "Kyky" zareagował w następnych spotkaniach lepiej niż oczekiwano. To znaczy, że umie przyjąć krytykę, ale wywołuje ona w nim jeszcze większą sportową złość. Lubi wyzwania. Lubi pokazywać, że to on ma rację. Choć nie lubi zadań defensywnych i... mówi o tym bez żadnej krępacji. W drużynach młodzieżowych Monaco, z trenerem Bruno Irlesem, były na tym tle ostre spięcia. Kylian grał zdecydowanie zbyt indywidualnie, nawet jeśli przerastał rówieśników o głowę. Oczywiście tylko w przenośni.    

Ale Deschamps też ma na niego sposoby. Mbappe nieraz wysyłał sygnały, że najlepiej czułby się pewnie na środku ataku, ale gdy selekcjonerowi był i jest potrzebny na skrzydle, to w mediach ważni gracze reprezentacji przekonywali, że właśnie tam 20-latek spełnia się znakomicie. Koniec dyskusji.

Kylian nie narzeka, bo wie - zawsze wiedział - gdzie jest jego miejsce w szeregu. Mimo tego całego splendoru, który tak szybko na niego spadł.

Zdarzało się po mistrzostwach świata - nawet całkiem często - że dobry występ musiał być okupiony zniżką formy. A szczególnie w przypadku graczy młodych. Taką drogę przed dwiema dekadami przebył Thierry Henry, który przez niemal półtora roku był zesłany do kadry młodzieżowej.

Możemy już chyba powiedzieć, że Kylianowi to nie grozi.

Remigiusz Półtorak

Jutro - druga część opowieści o Kylianie Mbappe, złotym chłopaku z Paryża. Wszystkie tajemnice, które miały pozostać ukryte

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL