Reklama

Reklama

Mariusz Kowalski nie żyje. Trwają czynności dowodowe, a podejrzany jest na wolności

- Sprawa jest poważna i zawiła, dlatego została przejęta do prowadzenia przez prokuraturę okręgową do wydziału śledczego - argumentuje w rozmowie z Interią prokurator Jan Stawicki z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Chodzi o postępowanie dotyczące tragicznego zdarzenia, w wyniku którego śmierć poniósł 28-letni Mariusz Kowalski, piłkarz IV-ligowego klubu Łokietek Brześć Kujawski.

Dotychczas sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa we Włocławku, która postawiła podejrzanemu 34-latkowi zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem była śmierć sportowca. Początkowo mężczyzna usłyszał zarzut średniego uszczerbku na zdrowiu, ale kwalifikacja czynu została zwiększona. Za to utrzymała się grożąca mu kara pozbawienia wolności, która wynosi od 2 do 12 lat więzienia. Postępowanie jest prowadzone o czyn z artykuły 156, paragraf 3 Kodeksu Karnego.

Reklama

Do tragicznego w skutkach zdarzenia, którego następstwem była śmierć 28-letniego Kowalskiego, doszło 30 kwietnia po godz. 3 nad ranem, po wyjściu z jednego z lokali we Włocławku. W wyniku zajścia piłkarz Łokietka Brześć Kujawski uderzył głową w krawężnik, a dwa dni później pacjent został odłączony od respiratora.

- Pewne, niezbędne dowody, już zostały przeprowadzone, ale czynności dowodowe nadal będą kontynuowane - powiedział Interii prokurator Jan Stawicki. Sprawa jest na etapie postępowania przygotowawczego. - Uprzednio zostali przesłuchani świadkowie, zostały przeprowadzone oględziny wewnętrzne i zewnętrzne zwłok oraz został przesłuchany podejrzany, wobec którego zastosowano środek zapobiegawczy - wyjaśnia prokurator okręgowy.

Okazuje się, że tym środkiem zapobiegawczym wcale nie jest areszt tymczasowy wobec domniemanego sprawcy. - Wobec podejrzanego sąd zastosował środki wolnościowe w postaci dozoru policji i poręczenia majątkowego - dodaje prok. Stawicki.

Podejrzany przyznał się, co ważne, do samego zdarzenia, natomiast dalsze wydarzenia będą ustalane.

Prokurator, dla dobra postępowania, nie chce powiedzieć, jakie dalsze czynności będą przeprowadzane celem zebrania dowodów dla sądu. To decyzja pozostająca w gestii prowadzącego sprawę innego prokuratora, który uprzednio starannie zapozna się z aktami sprawy.

- Publiczne dywagowanie byłoby nieprofesjonalne i szkodziłoby postępowaniu. A szkoda sprawy, bo ta jest poważna i zawiła, dlatego przejęliśmy ją do prowadzenia w prokuraturze okręgowej - tłumaczy prokurator Stawicki. - To zdarzenie bardzo tragiczne, młody człowiek poniósł śmierć, dlatego zrobimy wszystko, i to jak najsprawniej, żeby tę sprawę w pełni i jak najdokładniej wyjaśnić - zapewnił prokurator.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje