Marek Magiera ujawnił wiadomość od brata. To napisał na krótko przed śmiercią
Śmierć Jacka Magiery poruszyła piłkarskie środowisko w Polsce, ale jest przede wszystkim ogromnym i niespodziewanym ciosem dla jego bliskich. Zmarłego jeszcze w piątek w poruszający sposób pożegnał Marek Magiera, który trzy dni później ponownie zabrał głos. W felietonie komentator Polsatu Sport podzielił się wspomnieniami związanymi z młodszym bratem, ujawnił też treść ich ostatniej rozmowy, jaka miała miejsce w piątkowy poranek.

Informacja o śmierci Jacka Magiery obiegła media w piątek 10 kwietnia przed południem i wywołała olbrzymie poruszenie w środowisku sportowym. Jeszcze tego samego dnia zmarłego 49-latka za pośrednictwem mediów społecznościowych pożegnał jego starszy brat, Marek.
"Cały czas mam nadzieję, że za chwilę zadzwoni mi budzik i wszystko będzie jak dotąd... Trudno w to wszystko uwierzyć. Dziękuję wszystkim za niezliczone wyrazy wsparcia. Chcę żeby to zdjęcie zrobione w wyjątkowym dla nas miejscu i bardzo ważnym dla nas momencie zostało w kolorach" - napisał.
Komentator Polsatu Sport mimo rodzinnego dramatu następnego dnia pojawił się w pracy, razem z Jakubem Bednarukiem poprowadził program "7Strefa". Jego występ wywołał duże poruszenie w mediach społecznościowych, internauci byli pod wrażeniem hartu ducha dziennikarza, który mimo trudności nie pozostawił swoich współpracowników. A ten magazyn rozpoczął od wymownego wyznania.
Jest sobota, 11 kwietnia, witamy jak zawsze w magazynie "7Strefa". Na początku takie osobiste wyznanie. W życiu są sytuacje trudne i ciężkie. Natomiast żyję wśród ludzi, których lubię, szanuję i od których dostaję duże wsparcie, a do tego mają dużo pasji do tego, co robią, więc te trudne chwile trochę łatwiej jest przetrwać. Serce bije mi dzisiaj bardzo mocno, ale właśnie z szacunku do tego, co robię i ludzi, którzy tu pracują, nie wyobrażałem sobie nie być dziś w tym programie
Marek Magiera ujawnił treść ostatniej wiadomości od Jacka Magiery
Marek Magiera hołd swojemu zmarłemu bratu oddał także na łamach strony polsatsport.pl, gdzie w poniedziałkowy poranek opublikowano jego felieton.
"Pamiętasz? 1982 rok. Mistrzostwa świata w Hiszpanii. Boisko przy naszym bloku na częstochowskim Błesznie, tam, gdzie od ponad 40 lat stoi Szkoła Podstawowa nr 49, do której najpierw chodziliśmy a później przy której udzielaliśmy się już jako dorośli ludzie, pracując z młodymi piłkarzami w UKS Olimpijczyk. Ty za małolata chciałeś być jak Boniek, Smolarek, Matysik... Ja chciałem być jak włoski piłkarz Marco Tardelli..." - zaczął komentator.
Dalej Marek Magiera przypomniał, jak żył zarówno sukcesami, jak i porażkami swojego młodszego brata. Wyznał też, że podobnie zachowywał się Jacek, gdy ekspert Polsatu Sport otrzymał możliwość komentowania meczów Rakowa Częstochowa, ten bardzo się ucieszył.
Pamiętam, jak rozwiałeś moje wątpliwości, kiedy zastanawiałem się, jak to zostanie odebrane przez ludzi po 20 latach komentowania przeze mnie praktycznie tylko siatkówki. "Raków? Nikt tego lepiej od ciebie nie zrobi. Baw się tym, a opiniami się nie przejmuj, bo ludziom z reguły tylko się coś wydaje"
Komentator siatkówki wyznał też, że od momentu śmierci swojego brata bije od niego ogromny spokój, czego sam nie potrafi wytłumaczyć. "Z Jackiem mieliśmy wiele wspólnych cech, ale w wielu kwestiach, pewnie nawet w większości z nich, zwyczajnie po ludzku się różniliśmy. Ale przy nim zawsze czułem się bezpiecznie i teraz też czuję się tak, jakby On cały czas gdzieś obok mnie był" - dodał.
Ujawnił też treść ostatnich wiadomości, jakie wymieniał z 49-latkiem. Otóż w piątkowy poranek, zanim Jacek Magiera poszedł pobiegać (przypomnijmy, że to właśnie podczas porannego treningu biegowego asystent Jana Urbana zasłabł, a następnie zmarł), napisał do niego SMS-a, by pomógł w zorganizowaniu biletów na finał Pucharu Polski dla swojego starszego brata i jego syna.
Odpisał, że raczej nie powinno być problemu i postara się o jakieś zaproszenia na VIP-ie. Na następnego SMS wysłanego trochę później, żeby załatwił takie bilety, abyśmy mogli obejrzeć mecz razem, siedząc obok siebie, już niestety nie odpisał
Marek Magiera swoje poruszające wspomnienie zwieńczył, zwracając się bezpośrednio do brata. Podkreślił, że był nie tylko wspaniałym bratem, ale też świetnym szwagrem oraz ojcem chrzestnym. A także "fantastycznym mężem i najlepszym tatą na świecie".
"W tym momencie, kiedy piszę te słowa, mam łzy w oczach, bo od piątku dostaję niezliczone wiadomości od ludzi, których nawet nie znam, a piszą mi tutaj swoje historie i ile dla nich znaczyłeś jako Człowiek. I tutaj dalej słowa już są zbędne. Kocham Cię!" - podsumował.















