Reklama

Reklama

Marcin Daniec dla Interii: Z pokorą i szacunkiem znoszę ten trudny czas

Nie wychodzę z domu prawie od CZTERECH tygodni! Nie prowokujemy, nie ryzykujemy. Do całej sytuacji podchodzę ze strachem oraz z ogromnym niedowierzaniem. Świadomie nie wykorzystuję tematu epidemii do produkcji internetowych. Nie mogłem ostatnio patrzeć jak duże grupy ludzi biegały i spacerowały po parkach, nie wyobrażałem sobie nigdy tak długich kolejek do sklepów - mówi w rozmowie z Interią, artysta kabaretowy i satyryk Marcin Daniec.

Zbigniew Czyż, Interia: Panie Marcinie, jak pan znosi kwarantannę i jak radzi sobie z tym trudnym dla nas wszystkich czasem?

Reklama

Marcin Daniec: - Cieszę się, że na początku rozmowy nie prosi pan o coś wesołego, bo nie dam się namówić na żarty. Znoszę to z pełną pokorą i z szacunkiem podchodzę do całej sytuacji, ze strachem oraz ogromnym niedowierzaniem. Ten czas pozwoliłem sobie nazwać "SUROWYM POSTEM". Nie wychodzimy z domu od... trzydziestu dni! Robimy duże zakupy raz na dwa tygodnie. Pierwszy raz w życiu kupiliśmy cały worek ziemniaków i worek cebuli. Niezbyt pięknie pachnie w garażu, ale trudno. Mrozimy chleb, odgrzewamy go. Nasza trzynastoletnia córka robi nam maseczki antybakteryjne. Wymyśliła rzut do kręgli zrobionych z butelek po napoju, a do tarczy można rzucać szyszkami.

Wiele osób mówi obecnie, że wreszcie ma czas na wykonywanie czynności na które wcześniej go nie miało, u pana jest podobnie?

- To co muszę teraz wyprawiać w domu graniczy prawie z cudem. Dobrze, że nie pyta mnie pan o występy estradowe, bo teraz naprawdę nie czas na nie. Nawet świadomie nie wykorzystuję tematu epidemii do żartów i do produkcji internetowych. Dostałem propozycje, żeby komentować na bieżąco sytuację z pandemią, ale to nie są tematy do żartów, to bardzo poważne sprawy!

Moja manager od 6 marca cały czas coś przekłada, odwołuje, nawet sama nie wie na które terminy.  W domu wykonuję ćwiczenia rozciągające, pompki. Nie grałem w tenisa ziemnego już trzydzieści cztery dni i to jest bardzo poważny test dla mnie. Do tej pory grałem zawsze w tenisa trzy, cztery razy w tygodniu, nawet Fyrstenberg i Matkowski powiedzieli, że to jest granie prawie półzawodowe. 

W ping ponga nie może pan pograć w domu?

- W pingponga też nie mogę, ponieważ nie mamy w domu odpowiedniego stołu, cały czas jednak się ruszamy. Nie zamawiamy niczego do jedzenia, bo żona świetnie gotuje. Nie prowokujemy, nie ryzykujemy. Nie mogłem ostatnio patrzeć jak duże grupy ludzi biegały i spacerowały po parkach i lasach! Nie wyobrażałem sobie nigdy tak długich kolejek do sklepów, a wyobraźnię mam bogatą... I ta karność ludzi w kolejkach. To pilnowanie odległości. Wszystko zasługuje na ogromne uznanie! 

Chciałbym przejść do futbolu i zapytać, czy brakuje panu wizyt na stadionie lub oglądania meczów w telewizji?

- Gdyby mi pan powiedział miesiąc temu, że nie będzie mistrzostw Europy to bym panu powiedział, że bardzo pana lubię, ale rzucam słuchawką. Jak może nie być mistrzostw Europy na które czekaliśmy cztery lata? Większość naszej kadry była w znakomitej formie. Jak może nie być igrzysk olimpijskich? Jak może zostać przerwana sztafeta olimpijska? Tutaj chcę się pochwalić, że w 2004 roku brałem udział w sztafecie z ogniem olimpijskim w Atenach. W górach Heraklionu biegłem z ogniem, miałem "cztery" metry wzrostu, serce biło mi dwieście razy na minutę.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Daniec | Daniec Marcin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama