Reklama

Reklama

Łukasz Gikiewicz o stosunkach z Rafałem: Czy tak się zachowuje brat bliźniak?

Łukasz Gikiewicz ze swym bratem-bliźniakiem Rafałem długo byli jak papużki-nierozłączki. To się jednak drastycznie zmieniło. Łukasz opowiedział o swoim życiu prywatnym. Zdradził też, że klub mu nie płaci.

Łukasz i Rafał Gikiewiczowie grali razem w Śląsku Wrocław w latach 2011-2013. Zdobyli mistrzostwo Polski i Superpuchar.

Wydawało się, że tworzą zgraną parę. Głośno zrobiło się o nich, gdy Patrik Mraz przyszedł pijany na trening Śląska. Łukasz Gikiewicz otwarcie skrytykował jego zachowanie, co skończyło się wyrzuceniem Słowaka z klubu. Po stronie Łukasza stanął jego brat. Okazało się jednak, że już wtedy nie byli ze sobą tak blisko, jak można by przypuszczać.

W obszernej rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Ł. Gikiewicz zdradził kulisy swojego życia prywatnego. Opowiedział m.in. o swoich stosunkach z bratem, który jeszcze do końca sezonu będzie bramkarzem Unionu Berlin.

Reklama

- Rafał podobno obraził się na mnie, bo nie pogratulowałem mu wygranego barażu o awans do Bundesligi z VfB Stuttgart. Tyle że on przez dwa wcześniejsze lata nie docenił niczego, co osiągnąłem. W ciągu 12 miesięcy strzeliłem 30 goli, ani razu mi nie pogratulował. Czy to jest normalne, że ja śledziłem jego mecze, wiedziałem, kiedy z kim gra, a on nie miał pojęcia, jakie spotkanie mnie czeka w najbliższej kolejce? Co z tego, że gra w Bundeslidze? Moja kariera nie jest mniej ważna, a na pewno nie powinna być mniej ważna dla mojej rodziny. To nie tak, że nasz kontakt osłabł nagle w ostatnim czasie. Kiedy Rafał brał ślub cywilny we Wrocławiu, nie zaprosił nikogo! Razem graliśmy w Śląsku, a dopiero moja Anja usłyszała w windzie od narzeczonej Roka Elsnera, że mój brat jutro się żeni. Czy tak się zachowuje brat bliźniak? - dziwił się.

Piłkarz za bardzo nie cierpi z tego powodu. Cieszy się, że ma piękną i kochającą żonę.

- Miłość do Bałkanów wzięła się z miłości do Anji. Wysoka brunetka przyjechała do Polski grać w kosza. Trafiła do ŁKS w czasach, kiedy i ja grałem w Łodzi w piłkę. Pamiętam, gdy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy. Stary stadion, wchodziła po zardzewiałych schodach. Nasza drużyna stała pod halą, Tomek Hajto zmierzył ją wzrokiem i stwierdził: "Dobra jest, ale byśmy ją poderwali. To na pewno nie Polka". Mi też wpadła w oko, ale jako młody siedziałem cicho. Podobało mi się, że gra w kosza. Zawsze chciałem mieć sportową rodzinę. Pragnąłem, by żona rozumiała, że gdy wracam zmęczony po treningu, to nie mam już ochoty na kino, spacer czy randkę. Anja nadawała się idealnie. Ale trzeba było jeszcze ją poznać... - powiedział.

Ł. Gikiewicz przyznał, że Anja spodobała się kilku piłkarzom ŁKS-u, ale zwróciła uwagę na niego. Poznali się dzięki sms-owi.

- W ŁKS-ie mieliśmy niezłą ekipę: Adamski, Hajto, Drumlak, Geworgian. Polska elita imprezowiczów. Ulica Piotrkowska była nasza. W ciągu tygodnia zjawialiśmy się klubie Cabaret co najmniej cztery razy. Starszyzna chciała poderwać Anję, ale tak to już jest, że jak jeden się nastawia, to inny z tego skorzysta. Mieliśmy w zespole dwóch Serbów, próbowałem od nich zdobyć jej numer, ale okazało się, że Anja zrobiła to pierwsza. Widocznie spodobały jej się moje niebieskie oczy. Dostałem wiadomość w języku angielskim, byłem przekonany, że któryś z chłopaków robi sobie ze mnie żarty. W ŁKS to był standard, szczególnie w stosunku do małolatów. I często były to dużo brutalniejsze dowcipy niż podszywanie się pod kogoś w esemesach. W końcu jednak odpisałem - powiedział.

- I dobrze, bo Anja okazała się kobietą mojego życia, pobraliśmy się w 2018 roku w Splicie. Jeszcze w Łodzi zaczęła uczyć się polskiego, a ja chorwackiego. Nasze rodziny nie rozumiały, po co nam nauka języków, w których nigdzie na świecie, poza tymi krajami, się nie dogadamy. Okazało się, że w każdym klubie miałem albo trenera, albo wielu piłkarzy z Bałkanów. Znajomość tego języka bardzo mi pomogła w karierze. No i bez problemu mogę się dogadać z Chorwatami, których uwielbiam. Żyją spokojnie, nikt nie pędzi, nie patrzy, jakim jeździsz samochodem, jaki masz zegarek - dodał.

Gikiewicz jest piłkarzem jordańskiego Al-Faisaly. Klub nie płaci mu pensji. Piłkarz gra w zamian za opłacanie mieszkania i samochodu.

- Jestem chyba pierwszym zawodnikiem w historii Al-Faisaly, który zdobył tytuł króla strzelców, został wybrany na najlepszego obcokrajowca, wygrał z nimi ligę, zdobył Superpuchar, grał w Lidze Mistrzów, a któremu nic nie płacili. W końcu podałem ich do FIFA, wygrałem sprawę. I co najzabawniejsze, mimo to ponownie złożyli mi ofertę! Wciąż mnie tam uwielbiają - opowiada. 

Zgodził się, choć doskonale wiedział, że pod względem finansowym nadal będzie podobnie. 

- Na samym początku powiedziałem szejkowi: musisz mi opłacać rachunki, mieszkanie, które jest drogie, bo kosztuje 14 tys. dolarów rocznie. A gdy przyjadą Anja z młodym, potrzebuję samochodu. Pensję mogę dostać później. Zgodził się. I te kwestie faktycznie reguluje. Jednak pensji od stycznia nie przelał mi ani jednej. Zresztą już od połowy maja 2019 jestem bez wynagrodzenia, bo w Rumunii też mi nie płacili. Całe szczęście, że mam pieniądze z nieruchomości. Dzięki temu nie panikuję - przyznał.

MP


Dowiedz się więcej na temat: Rafał Gikiewicz | Łukasz Gikiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje